10.2008 – „Uwagi aptekarza dotyczące opakowań produktów leczniczych.”

10.2008, nr 26/4 online

 

 UWAGI APTEKARZA

DOTYCZĄCE OPAKOWAŃ

PRODUKTÓW LECZNICZYCH

 

   Z niepokojem obserwuję, że opakowania leków pochodzące z jednej fabryki mają praktycznie identyczny „design”. Często oznacza to, że zarówno lek na serce, jak i ten od tarczycy nie różnią się praktycznie niczym z wyjątkiem nazwy. A i czcionka pozostaje czasem ta sama. Można byłoby powiedzieć, że nazwa to jest sprawa kluczowa i jeśli ktoś umie czytać, to nie ma o czym mówić. Podchodząc jednak do sprawy bardziej ludzko – w większości jesteśmy wzrokowcami. W pracy stres i zmęczenie uruchamia podświadomość, a ta podpowiada nam skojarzenia w oparciu o kształty, kolory. Czytamy dobrze, sięgamy mimo to po lek, który tylko „wydaje się” tym właściwym. Mówiąc krótko – identyczny wygląd znaków graficznych na zupełnie różnych preparatach, odmiennych dawkach stwarza okazję do błędu. Doświadczam tego sama, chociaż wzrok mi jakoś służy…
   Często z pewnym lękiem wkładam do siatki kilka leków w identycznych pudełkach, wiedząc, że mają je zażywać różne osoby. Jeśli są to ludzie starsi, to moje obawy rosną. Czasami zwracam im uwagę, że jakieś leki wyglądają podobnie, żeby się im w domu dobrze przyjrzeli. Groza narasta, kiedy okazuje się, że bez okularów w ogóle nie widzą między tymi opakowaniami żadnej różnicy.
   Zadaję sobie pytanie, jakie jest źródło tej praktyki dotyczącej upodabniania do siebie opakowań różnych leków. Czy chodzi, o tzw. „świadomość marki”? Być może, tylko, kto oprócz producenta miałby odnieść z tego korzyść? Ja widzę wyłącznie zagrożenie, i to zarówno dla siebie podczas ekspedycji leków, jak i dla pacjentów.
   Ze smutkiem stwierdzam, że o ile wytwórcy podchwycili nurt unifikacji opakowań, to nie przyjął się bardzo dobry pomysł wydzielenia na pudełku tzw. „miejsca dla farmaceuty”, czy też „miejsca na dawkowanie” – wymatowionego, lub ujętego w ramkę pola przeznaczonego na notatki. Prośbę o zanotowanie sposobu przyjmowania leków na opakowaniu właśnie wyraża bardzo wielu pacjentów, nawet, jeśli od lekarza otrzymali oni dokładną rozpiskę. Bardzo słusznie zresztą – przewidując, że karteczka może się łatwo zgubić – chcą mieć pewność, że nie zapomną, jak przyjmować dany specyfik. Problem zaczyna się, kiedy na opakowaniu tak naprawdę nie ma gdzie zrobić najmniejszego nawet znaku. A jeśli jest – to niektóre opakowania są tak śliskie, że nie sposób na nich nic napisać – ani długopisem, ani cienkopisem, ani ołówkiem. Chciałabym, żeby moja notatka nie była kolejnym „szkryfołem”, ale czymś widocznym i czytelnym dla pacjenta. Przyklejam więc samoprzylepne naklejki i na nich piszę dawkowania oraz inne uwagi. Pamiętacie Państwo larum, jakie podniosło środowisko lekarzy wyliczając, jak długo zajmie im wpisywanie numeru pesel na recepcie, i o ile krócej będą przez to konsultować pacjenta? Nie chcę nawet myśleć, ile czasu dziennie zajmuje mi walka z opakowaniami i przyklejanie tych karteczek…
   Jeśli chodzi o wygląd opakowań zewnętrznych, to chciałabym się podzielić również innym przemyśleniem dotyczącym zaaranżowania szaty graficznej. Niektóre preparaty – zwłaszcza dostępne bez recepty – mają bardzo ciekawe, kolorowe opakowania. Widać, że wszystkie znaki graficzne zostały misternie zaplanowane. Niestety czasami widać, że zabrakło miejsca na jeszcze jedną informację. A mianowicie na cenę leku. Praktycznie wszystkie apteki umieszczają na poszczególnych opakowaniach leków własne metki z ceną. Metki te mają zwykle pewne standardowe wymiary, co zresztą nietrudno sprawdzić. Czasami jest mi przykro, że muszę po prostu oszpecić ładne opakowanie, przyklejając w niezbyt fortunnym miejscu etykietę. Poza tym przecież mi także zależy, aby sprzedawane przeze mnie produkty prezentowały się estetycznie. Niestety bywa tak że nie ma wyjścia, bowiem w mniej widocznym miejscu zakleiłabym istotne informacje dotyczące składu, dawkowania, lub ostrzeżeń dodatkowych. Chociaż jest to kwestia estetyczna, miłym ukłonem w stronę farmaceutów oraz wyrazem troski o bezpieczeństwo pacjentów byłoby ze strony producentów takie projektowanie opakowań, aby aptekarz nie był zmuszony dokonywać „alpejskich kombinacji”, wykonując tak podstawową czynność jak umieszczenie w odpowiednim miejscu metki z ceną.

mgr farm. Olga Sierniowska

fot. Fotolia

Podobne wpisy