06.2015 – „Trwałość leku recepturowego, czyli trzecia strona medalu.”

czerwiec 2015, nr 106/84 online
 
 
   Rozpoczynający się właśnie czas wakacji i urlopów nastraja raczej do wypoczynku i lekkich tematów. Ze swej strony wyszliśmy z założenia, że koledzy aptekarze, a także farmaceuci wykonujący inne zawody będą mieli znacznie więcej czasu na lekturę i dlatego chcieliśmy przynajmniej w zarysie rozpocząć coś w rodzaju dyskusji na temat bardzo w recepturze istotny, który zazwyczaj jest omijany „szerokim łukiem” albo traktowany z „zamkniętymi oczami”. Chodzi nam o podjęcie tematu trwałości leku recepturowego. W przypadku form leków wytwarzanych w przemyśle sprawa jest jasna, w przypadku receptury aptecznej już nie do końca…  
   Jak wiadomo, trwałość leku jest jednym z podstawowych czynników decydujących o jego bezpieczeństwie i jednocześnie skuteczności terapii. Stąd też często leki recepturowe przez wielu są deprecjonowane. Jako powód podaje się niewielką albo wręcz wątpliwą trwałość danego preparatu. Drugą niejako stroną medalu jest obowiązujące prawo, które pozwala na wypisanie na jednej recepcie nawet do dziesięciu „porcji” leku recepturowego – przecież maści możemy wykonać kilogram. Realizujący taką receptę farmaceuta musi mieć choćby przybliżoną świadomość trwałości wykonywanej postaci leku, tak aby nie wydać pacjentowi preparatu pozbawionego działania albo wręcz szkodliwego. I choć zwykło się uważać, że medal ma dwie strony, to jednak jak każdy walec składający się z dwóch podstaw ma jeszcze wąski bok, czyli niejako trzecią stronę. Tą wąską trzecią stroną naszego medalu trwałości leku jest dostęp praktykujących farmaceutów do źródła wiedzy w przedmiotowym temacie… Albo lepiej powiedzieć – brak dostatecznych i jednoznacznych źródeł i wynikającej z nich wiedzy. Ale spróbujmy – bo mamy wątpliwości, przy tak szerokim temacie, czy nam się to uda – rozważyć temat po kolei szczegółowo.
   „Pierwsza” strona medalu wydaje się być do rozstrzygnięcia najprostsza. Każdy, kto miał do czynienia z lekiem recepturowym wie z doświadczenia, że trwałość takiego preparatu wcale nie jest mała albo wątpliwa. Po prostu wiemy, że te leki są wystarczająco trwałe, przy zachowaniu należytego „lege artis” wykonania, zastosowania odpowiedniego opakowania i przekazania pacjentowi informacji o sposobie użycia i przechowywania. Oczywiście nie mamy wpływu po wydaniu leku recepturowego na to, co pacjent zrobi z produktem leczniczym, czy posłucha farmaceuty, czy będzie używał produkt po swojemu. Na przykład wybierając opakowanie farmaceuta będzie zwracał uwagę na jego rodzaj i skuteczność działania opakowania w zakresie zabezpieczenia przed czynnikami zewnętrznymi, dostosuje pojemność do masy leku itp. Ale pacjent może zostawić opakowanie otwarte, może nie myć rąk przed aplikacją maści, bądź używać palca zamiast aplikatora. Każdy farmaceuta o tym wszystkim wie, ale problem w tym, że jako całe środowisko aptekarzy powinniśmy mieć możliwość udowodnienia, że tak faktycznie jest, że leki recepturowe są trwałe. A jest to niestety problematyczne. Z czego to wynika, postaramy się nakreślić w trzecim punkcie.
   „Druga strona medalu” – leków recepturowych nie da się wrzucić do jednego worka. Jakichkolwiek podziałów byśmy nie przeprowadzali, to obok siebie znajdą się preparaty, które będą diametralnie różniły się pod względem trwałości. Postaci leków recepturowych mamy wiele, ale leków recepturowych jest już liczba nieskończona, a trwałość musi być rozpatrywana w odniesieniu do konkretnego preparatu. Używamy pojęcia trwałość, ale to także termin, który jest pojęciowo bardzo obszerny. Na szeroko rozumianą trwałość postaci leku składają się między innymi trwałość chemiczna, trwałość fizyczna, trwałość mikrobiologiczna, trwałość toksykologiczna, trwałość farmakologiczna, trwałość biofarmaceutyczna itd. Każda z nich ma udział w całościowej – praktycznej trwałości postaci leku.  Żeby nie robić zbędnego bałaganu i nie przegadać  tematu, posłużymy się jak zwykle przykładami. W najnowszym podręczniku przedmiotowym przeczytamy, że trwałość roztworów, zawiesin, emulsji, żeli i kremów hydrofilowych wynosi 7 dni. Pod rozwagę czytelników poddajemy przykład 1:
 
 
   Przykład 1.
   Rp.
   Acidi borici 3,0
   Aquae pur. ad 100,0

   M. f. sol.
 
 
    Z powyższego przepisu recepturowego mamy zrobić lek w postaci oczywistego roztworu – proszę spróbować oszacować trwałość tego preparatu. Przepraszamy za sarkazm, jednak nam, jak do tego byśmy się nie odnosili wychodzi jednak zawsze dłużej od podanych podręcznikowo 7 dni. I kolejny przykład recepty na lek złożony:
 
 
   Przykład 2.
   Rp.
   Acidi salicylici 2,0
   Spir. Vini 700 ad 100,0

   M. f. sol.
 
 
    Też mamy do wykonania roztwór i też trwałość wychodzi nam "nieznacznie dłużej" niż książkowe 7 dni. No to jeszcze jeden przykład, też recepty na wykonanie roztworu, ale…
 
 
   Przykład 3.
   Rp.
   Tetracyclini 0,5
   Aquae pur. ad 50,0

   M. f. sol.
 
 
    W przypadku powyższego preparatu możemy mieć pewność, że roztwór ten będzie nietrwały i rozłoży się najpóźniej po kilku godzinach. W takiej postaci nie ma najmniejszych szans na trwałość siedmiodniową. W przypadku innych postaci recepturowych (maści, mieszanki, krople itd.) mamy do czynienia z dokładnie taką samą sytuacją, a rodzaj substancji, czy autorsko ułożony przez lekarza skład recepturowy preparatu, to nie jedyny czynnik mogący wpłynąć na trwałość leku złożonego. Pragniemy także zwrócić uwagę, że rozwój autorskiego zapisu leku recepturowego z różnorakim doborem składników tworzących postać leku recepturowego jest tym elementem, który decyduje o rozwoju receptury. Tylko przekonanie lekarzy co do sensu preskrypcji dla indywidualnego pacjenta wpłynie na rozwój receptury, ale także będzie powiązane z określaniem trwałości innowacyjnych, autorskich składów leków złożonych.  Jak już wspomniano, czynnikiem oddziałującym może być sposób przechowywania, ale także rodzaj opakowania. Do dyspozycji mamy chociażby butelki recepturowe ze szkła, z polipropylenu (pp) bądź z polietylenu (pet). Idziemy o zakład, że są roztwory (a inne postaci leku również) różniące się trwałością w zależności od rodzaju opakowania. Bardzo dobrym przykładem jest zastosowanie w recepturze kropli ocznych opakowań jednorazowych. Wówczas trwałość kropli niekonserwowanych przedłuża się z podręcznikowych 24h, do czasu potrzebnego do zastosowania, z oczywistym uwzględnieniem rodzaju substancji.

   Z powyższych rozważań wyłania się konkluzja, że nie da się przyjąć ogólnej zasady określania trwałości leku recepturowego, a tym samym trwałość każdego wykonywanego preparatu powinna być rozpatrywana każdorazowo indywidualnie. I tu przechodzimy do kwestii tego, na czym może się oprzeć aptekarz wykonujący preparat recepturowy. Odpowiedz jest niestety niezbyt satysfakcjonująca, gdyż badań nad trwałością leku recepturowego jest jak na lekarstwo.

 
   W podręcznikach powielane są niezweryfikowane informacje np. ta dotycząca higroskopijności kwasu acetylosalicylowego. Informacja taka jest ponawiana w nowych wydaniach podręczników, choć kwas acetylosalicylowy wcale higroskopijny nie jest (patrz jeden z poprzednich artykułów w Aptekarzu Polskim pt. „Higroskopia i Euteksja”). Oczywiście prawdą jest, że szybko hydrolizuje w otoczeniu wilgoci, ale to zupełnie inna sprawa. Potrzeba zatem współczesnych badań, przy użyciu nowoczesnej technologii badawczej w tej kwestii. Dla farmaceuty aptekarza przeprowadzenie takich badań jest niewykonalne ze względów przede wszystkim prawnych – jak rozliczyć substancje, które zostały do badań wykorzystane? Również finansowych oraz czasowych, po prostu w aptece nie ma czasu na tego typu zagadnienia.
   Można w związku z tym zadać sobie pytanie, a właściwie to pytanie stawiają zarówno aptekarze jak i lekarze – wiemy z doświadczenia spotkań zarówno z jednym, jak i drugim środowiskiem: dlaczego zatem ośrodki naukowe szczególnie Katedry i Zakłady Farmacji Stosowanej nie podejmują trudu badawczego nakierowanego na trwałość preparatów recepturowych, skoro badania takie są wręcz wyczekiwane przez środowisko farmaceutyczne i lekarskie?
   Odpowiedz jest jak zwykle bardzo prozaiczna. Chodzi o system finansowania badań naukowych i nauki w Polsce. Badania naukowe dotyczące receptury aptecznej, czy te dotyczące trwałości leku recepturowego czy jakiekolwiek inne są nieopłacalne dla jednostki naukowej, ponieważ za takie badania nie ma odpowiednich punktów IF, a z tych punktów w realiach naukowych jednostka naukowa „żyje”. Nie ma znaczenia dla tworzonych rankingów, jaki jest profil zakładu czy katedry, ponieważ do wszystkich generalnie przykłada się taką samą miarę. Oznacza to, że np. od tzw. „Farmacji Stosowanych” wymaga się, aby osiągane punkty IF były na takim samym poziomie jak w zakładach reprezentujących modne i dobrze publikujące się w zachodnich czasopismach dziedziny naukowe. Niestety, aby istnieć trzeba mieć punkty IF, granty. Z naszych obserwacji w skali całego kraju wynika, że często jednostki naukowe tzw. „Farmacje Stosowane” są zmuszone zajmować się zupełnie innymi naukowymi zagadnieniami, sprowadzając recepturę do dydaktyki, działalności studenckich kół naukowych i czasami realizacji pojedynczych prac magisterskich.
 
   Zawsze tak było, jest i pewnie będzie, że w danym okresie dziejów jest na coś „moda”, tak jest też i w nauce. Są "topowe" dziedziny i dziedziny takie, które mają swój określony profil niezależnie od mody – taką dziedziną jest receptura apteczna, która nie będąc nauką podstawową, a do tego niszową dziedziną zawodową, nie stanowi materiału na tworzenie punktów IF czy MNiSW. Te ostatnie receptura apteczna ma jeszcze w zasięgu, ale uzyskanie kolejnych stopni i tytułów naukowych dla kogoś, kto np. jest pasjonatem naukowym receptury jest raczej niemożliwe.
   Ośrodki naukowe są rozliczane z punktów zdobytych za publikacje naukowe szczególnie takie, które zamieszczane są z niemałym trudem w czasopismach zachodnich z wysokim wskaźnikiem IF. Z kolei tylko wysoki wskaźnik IF gwarantuje finansowanie badań naukowych, ponieważ punkty przeliczane są na konkretne pieniądze. Bez IF nie ma finansowania, więc nikt przystępuje do badań naukowych np. o trwałości leku recepturowego. Drugim źródłem finansowania jest zdobycie grantów z NCN czy CNBiR itp., ale ani jedno, ani drugie źródło finansowania nie jest dobre dla naszego tematu. Niestety z zakresu trwałości leku recepturowego niezwykle trudno, jeśli w ogóle jest to możliwe, wykonać publikację, która zostałaby przyjęta przez czasopismo z wysokim wskaźnikiem IF. Jeśli chodzi o zdobycie grantu problem jest tej samej wagi. Można odnieść wrażenie, że pewien element nazwijmy to „naukowo-zawodowy” receptury aptecznej został na przestrzeni lat i ciągłych przemian zagubiony, ponieważ z jednej strony nie ma sensu zajmować się recepturą apteczną na Wydziałach Farmaceutycznych z przyczyn opisanych wyżej, z drugiej w układzie czysto aptecznym też nie, ponieważ nie ma uwarunkowań prawnych ani szeregu innych możliwości, też już wymienianych, aby się tym zająć. I to jest ta „trzecia strona medalu”, a oba środowiska zawodowe związane przecież nie tylko z lekiem gotowym, ale i z recepturowym w dalszym ciągu oczekują konkretnych odpowiedzi na konkretne pytania.

dr n. farm. Michał Krzysztof Kołodziejczyk
Specjalista Farmacji Aptecznej
Starszy Wykładowca
Zakład Technologii Postaci Leku
Katedra Farmacji Stosowanej
Uniwersytet Medyczny w Łodzi

dr n. farm. Michał J. Nachajski
adiunkt
Zakład Technologii Postaci Leku,
Uniwersytet Medyczny w Łodzi

Fot. Fotolia.pl

Piśmiennictwo u autorów

 

Podobne wpisy