marzec 2015, nr 103/81 online
Życząc wszystkim naszym Czytelnikom Aptekarzom samych pomyślności w tym świątecznym okresie chcieliśmy w niniejszym artykule przyjrzeć się nie tyle problemowi, co zagadnieniu używania w recepturze aptecznej urządzenia popularnie zwanego unguatorem.
Jak sama nazwa sugeruje urządzenie ma nam być przydatne do produkcji maści i faktycznie temu celowi służy. Niemniej jednak naszym zdaniem z jego używaniem i przydatnością związanych jest wiele wyobrażeń i mitów niekoniecznie mających odzwierciedlenie w postrzeganej rozumowo rzeczywistości. Ponadto wiele osób, tych związanych z zawodem i tych będących „w pobliżu” traktuje unguator jako wyjątkowe, jedyne i niepowtarzalne remedium na nowoczesną recepturę, natomiast tradycyjny moździerz i pistel jako eksponat muzealny lub jeden z elementów historii farmacji.
Pierwszym zasadniczym faktem, który należy sobie uświadomić jest to, że unguator nie jest jakimś wyjątkowo specjalistycznym sprzętem, jest po prostu niczym innym, jak mieszadłem mechanicznym – mikserem, bez mała prawie takim z jakim mamy do czynienia w kuchni. Oczywiście może ktoś powiedzieć, że przecież urządzenia te nie są wcale do siebie podobne. Faktycznie, jednak poza różnicą wizualną w obudowie i mechanice mieszania, istotnej różnicy w działaniu nie ma – no może poza tym, że unguator daje nam możliwość dodatkowego automatycznego ruchu w płaszczyźnie pionowej. Sama zaś istota działania opiera się na obrotach mieszadła dokładnie tak, jak w mikserze kuchennym czy popularniejszych obecnie blenderach. Kształt mieszadła sprawia, że nawet bardziej powinniśmy porównywać unguator do tego ostatniego urządzenia.
Z tego o czym powyżej wspomnieliśmy wynika dość istotny fakt, którego świadomość jest nam potrzebna w pracy za drugim stołem. Mieszanie nie jest rozdrabnianiem! Blenderem nie da się zrobić cukru pudru z cukru kryształu, zaś unguatorem – podkreślmy to – nie da się zmikronizować substancji krystalicznej. Stąd wynika pierwszy możliwy błąd, którego mamy nadzieję nie popełniają nasi koledzy w zawodzie: mianowicie wsypywanie do pudełka od unguatora po kolei podstawy maściowej i dalej substancji stałych – proszków nawet w postaci dość dużych kryształów.
Poza substancjami, które rozpuszczają się w podłożu maściowym nie ma szans i możliwości, abyśmy uzyskali jakąkolwiek mikronizację proszku. Chyba, że naszym celem jest wykonanie drobno lub gruboziarnistego peelingu – wtedy można, a nawet trzeba wsypać substancje stałe bez uprzedniej mikronizacji. Znamy takie przypadki, kiedy pacjenci wracali do apteki, twierdząc, że ich maści są jakieś dziwne i podczas smarowania na skórze pozostają grudki – pytanie do farmaceuty czy takie było zamierzenie terapeutyczne?
Przykład 1.
Rp.
Acidi salicylici 3,0
Sulfuris ppti. 10,0
Vaselini flavi ad 100,0
M.f. ung.
Powyższa recepta, to przykład jednej z wielu tego typu zapisywanych przez lekarzy dermatologów i lekarzy pierwszego kontaktu. I bynajmniej nie chodzi tutaj o składniki i ich ilości czy wskazania terapeutyczne, ale o budowę krystaliczną – szczególnie kwasu salicylowego, który istnieje na rynku w mniej lub bardziej morfologicznie zróżnicowanych strukturach krystalicznych. Idąc tropem „pełnej uniwersalności” unguatora można popełnić błąd i wprowadzić wszystkie składniki do pudełka "jak leci", również substancje krystaliczne i wymieszać. Jednak nawet największe obroty i czas mieszania nie spowodują mikronizacji, a jedynie stopią wazelinę, prowadząc do sedymentacji składników stałych na dnie pudełka i zamiast homogennej maści będzie jak w wojskowym kotle: "gęste na dnie, rzadkie na wierzchu".
W receptach tego typu należy pamiętać o mikronizacji składników krystalicznych, której dokonujemy w tradycyjny sposóbm czyli za pomocą moździerza i pistla, zgodnie z zasadami stosowanymi podczas technologii proszków. Dopiero zmikronizowaną i ujednoliconą masę proszkową wprowadzamy do pudełka z odważonym podłożem. Po wymieszaniu z zachowaniem średniej prędkości obrotowej i czasu mieszania otrzymamy homogenny układ półstałej formy leku.
Bardzo często stawiane jest pytanie dotyczące szybkości obrotów i czasu mieszania. Niestety nie spełnimy oczekiwań większości i nie podamy gotowego przepisu z jaką prędkością obrotową i w jakim czasie mieszać. Powód jest prosty – do każdej recepty należy dostosować inny czas mieszania i prędkość obrotową. Należy pamiętać, że wysokie obroty przez dłuższy czas spowodują stopienie podłoża (potrzebne np. aby stopić masło kakaowe), nie zawsze pożądane w przypadku maści, a szczególnie niepożądane w przypadku maści typu zawiesiny. W niektórych przypadkach potrzeba małych obrotów i długiego czasu mieszania aby przygotować maść typu emulsji lub maść z podłożem absorpcyjnym.
Kiedyś znajomy aptekarz żalił się, że „nie wychodzą” w unguatorze maści zawierające wodny roztwór kwasu bornego w podłożu eucerynowym:
Przykład 2.
Rp.
2% Sol. Acidi borici 40,0
Eucerini ad 100,0
M.f. ung.
W powyższym przykładzie mamy aż 40% fazy wodnej w stosunku do 60% podłoża. Jak zrobilibyśmy taka receptę tradycyjnie? Odważylibyśmy podłoże, odważylibyśmy osobno przygotowany roztwór kwasu bornego i stopniowo do mieszanego podłoża dodawali małymi porcjami fazę wodną. Każdą następną porcję dodawalibyśmy po absorpcji do podłoża porcji poprzedniej. Proces trochę trwa, ale widząc co się dzieje w moździerzu nie przelalibyśmy fazy wodnej. Po kilkunastu minutach otrzymalibyśmy gotowy preparat. Ponadto nie doprowadzilibyśmy do przegrzania układu (nikt nie kręci pistlem z taką prędkością) i zastygania stopionej maści w pojemniku, co prowadzi do zmiany reologii i rozsmarowywania w porównaniu do metody „z pistla”.
A jak wykonać to przy pomocy unguatora? Może w pierwszej kolejności – czego nie robić. Odważamy do pojemnika podłoże, nabierając łopatką, następnie wlewamy roztwór kwasu bornego, zamykamy pojemnik z mieszadłem i… faza wodna cieknie po rękach zanim jeszcze założymy pojemnik do maszyny lub w czasie mieszania. Powstają straty, których być nie powinno. Często po zadaniu wysokich obrotów i krótkiego czasu – aby było szybciej, bo po to są maszyny – okazuje się, że fazy są nie połączone, albo połączone w części, albo podłoże jest stopione, a faza wodna swobodnie „pływa” na powierzchni. Oczywiście w takiej chwili najbardziej "obrywa" producent euceryny . Można tego wszystkiego uniknąć.
Odważmy zatem eucerynę do pojemnika, nawet całą. Są dwa sposoby „uszczelniania” pojemnika. Pierwsza – odważając kolejne porcje rozprowadzamy je łopatką w pojemniku aby „zaszpachlować” dno. Druga – po odważeniu całości podłoża chwilę mieszamy w unguatorze, w celu uszczelnienia ruchomego dna i polepszenia właściwości podłoża przed absorpcją fazy wodnej. Po takim zabiegu dodajemy fazę wodną, ustawiamy obroty np. od 1 do 3 i mieszamy nawet powyżej 6-ciu minut. Jeżeli po tym czasie faza wodna w całości nie została zaabsorbowana to procedurę powtarzamy dostosowując obroty i czas mieszania do wzajemnej proporcji faz w pojemniku. W przypadku takich recept musi zadziałać intuicja farmaceuty-technologa, ponieważ zbyt duże obroty i czas mieszania nie doprowadzą nas do oczekiwanych rezultatów. Oczywiście to, czy zastosujemy obroty oznaczone jako 1 czy jako 3, a czas nie 5 a 7 minut, zależy od rodzaju recepty, ilości i formy fizycznej składników oraz wzajemnych proporcji pomiędzy fazami.
Substancje rozpuszczalne w podłożu oczywiście w zależności od ilości można dodać bez mikronizacji ponieważ istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że substancje te rozpuszczą się. Jest to wynikiem po pierwsze mieszania, a po drugie wzrostu temperatury podczas tego procesu.
Wzrost temperatury w mieszanej przez nas formulacji następuje poprzez tarcie mieszadła. Nie jest to duży wzrost, niemniej jednak zauważalny. Ten wzrost temperatury oprócz oczywistych zalet związanych ze wzrostem rozpuszczalności substancji w podłożu maściowym może być powodem wystąpienia po czasie niezgodności w przypadku wytwarzania emulsji. Dzieje się to w przypadku, gdy wytwarzamy emulsję przy największych obrotach unguatora i od razu wyłączamy. Wówczas tarcie powoduje wzrost temperatury, a mieszanie kończymy, gdy temperatura emulsji jest wyższa od temperatury przechowywania. W momencie gdy temperatura emulsji spadnie, może dojść do wypadania faz – koalescencji. Nie ma to oczywiście miejsca w stabilnych emulsjach, ale często naszym udziałem jest wytwarzanie emulsji na granicy możliwości emulgacyjnych emulgatora, wówczas taka sytuacja jest całkiem prawdopodobna.
I tu spotykamy się naszym zdaniem z największą – dla farmaceuty – niedogodnością unguatora. Jest ona jednocześnie jego jedną z większych zalet. Mianowicie mamy na myśli opakowania. Dzięki nim pacjent dostaje w miarę profesjonalny produkt, ale ze względu na nieprzezierność tego opakowania farmaceuta jest pozbawiony możliwości skontrolowania jakości wytworzonego produktu. Nie ma to żadnego znaczenia dla recept typowych, takich które znamy niejako na wylot i wcale nie musimy się im przyglądać żeby wiedzieć, że wszystko jest „ok”. Inaczej jest z receptami wyjątkowymi, takimi, które zawierają np. produkt rynkowy, inne stężenia substancji bądź w jakikolwiek inny sposób odbiegają od standardu. Podczas wykonywania takiej recepty w moździerzu aptekarz widział doskonale co się z preparatem dzieje, a podczas przekładania już gotowego do opakowania miał okazję do ostatecznej kontroli wyrobu. Korzystając z unguatora musimy niestety opierać się na danych literaturowych, zaufać kolegom, którzy taki preparat wykonywali przed nami bądź zdać się na farmaceutyczną intuicję. Sprawdzenie wykonanej maści emulsji przez odkręcenie wieczka i popatrzenie z góry na produkt o niczym nam tak naprawdę nie mówi, bo niezmieszana faza wodna może być np. na dnie opakowania.
Wielu z nas aptekarzy uważa, że unguator jest idealnym narzędziem do wyrobu czopków, wyróżniają wręcz wykonanie czopków przy pomocy unguatora jako osobną metodę. Nie zgadzamy się w tym względzie. Nie deprecjonując zasadniczej zalety jaką jest stopienie podłoża czopkowego w niskiej temperaturze bez praktycznie możliwości przegrzania. Jest to właściwie jedyna z zalet.
To, że czopki robione na bazie masła kakaowego nie wychodzą niektórym przez wylewanie jest zawsze spowodowane przegrzaniem masy czopkowej. Gdyby technolog przestrzegał reżimu temperaturowego preparaty udawałyby się w 100%. W przypadku wykonywania za pomocą unguatora jest dość istotną wadą ilość strat, które wynikają z tzw. martwych przestrzeni w opakowaniu unguatora, które służy nam w tym przypadku jako narzędzie dozujące. Wytwarzanie czopków w unguatorze mimo zalet niesie również niebezpieczeństwo daleko idącej sedymentacji zawartych w recepturze składników sproszkowanych. Porównajmy kolejne przykłady:
Przykład 3.
Rp.
Vit A liq. 10 000 j.m.
Cacao olei q.s.
M.f. supp.
Przykład 4.
Rp.
Metamizoli natrici 0,5
Benzocaini 0,15
Cacao olei q.s.
M.f. supp.
Przykład 5.
Rp.
Sulfaguanidini 0,5
Acidi borici 0,2
Lactosi 0,1
Cacao olei q.s.
M.f. supp.
W formulacji 3 składników sproszkowanych nie ma, ilość witaminy jest niewielka, więc wylewanie nie nastręczy trudności i otrzymane czopki będą homogenne. Ale przykłady 4 i 5 zawierają dość dużą zawartość substancji sproszkowanych na jednostkową formę leku. W takim przypadku metoda wylewania może przy małej wprawie okazać się nieskuteczna, ponieważ nie zdążymy wylać stopionej masy czopkowej przed sedymentacją dużej ilości proszków. Dotyczy to nie tylko przygotowania masy w unguatorze, ale także przez zwykłe stapianie w parownicy. Unguator spowoduje stopienie i dokładne wymieszanie składników recepty, ale nie wpływa na stabilność otrzymanej zawiesiny. W przykładzie 5, na 12 czopków przypada 9,6 g substancji aktywnych w formie proszku. Z kolei lepkość stopionego masła kakaowego nie jest na tyle duża, aby spowolnić sedymentację. Z powodów rozliczenia z NFZ i braku dostępu raczej nie będziemy dodawać koloidalnej krzemionki, sproszkowanej celulozy czy skrobi kukurydzianej, żeby opóźnić sedymentację. Pozostaje metoda formowania w prasie. Jeżeli nie będziemy o tym pamiętać, to w czasie wylewania nastąpi sedymentacja, początkowo czopki będą wydawać się „ładne”, natomiast pod koniec zostanie nam zgęstniała masa przesycona proszkami. A jeżeli nawet wylejemy ją, to po zastygnięciu podczas wyciągania z opakowania jednostkowego zaczną odłamywać się „przody”, ponieważ tam będzie dużo osiadłego proszku, a mało podłoża.
Reasumując unguator jest świetnym urządzeniem, które w znaczny sposób przyspiesza nam pracę w recepturze – możemy nastawić mieszanie i w tym czasie robić inne rzeczy. Jest on jednak niczym więcej jak mikserem – blenderem. Kwestią osobną pozostaje koszt takiego urządzenia, dla porównania blender kosztuje góra 300zł (i to już naprawdę taki z górnej półki). W związku z powyższym nie powinniśmy traktować go inaczej jak zwykłe narzędzie naszej codziennej pracy, narzędzie, które ma nam tą pracę ułatwić, ale za nas jej nie wykona, a przede wszystkim nie zdejmie z nas odpowiedzialności za jakość otrzymanego preparatu, która to odpowiedzialność spoczywa tylko i wyłącznie na naszych barkach, a jej sprostanie zależy do naszej wiedzy i zdolności.
dr n. farm. Michał Krzysztof KołodziejczykSpecjalista Farmacji Aptecznej
Starszy Wykładowca
Zakład Technologii Postaci Leku
Katedra Farmacji Stosowanej
Uniwersytet Medyczny w Łodzi
dr n. farm. Michał J. Nachajski
adiunkt
Zakład Technologii Postaci Leku,
Uniwersytet Medyczny w Łodzi