Contra pestis

marzec 2014, nr 91/69 online
   Choroba jest to taki stan organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów –  to jedna z najnowszych definicji choroby zatwierdzona prze WHO. Okazuje się, że jednoznaczne określenie zdrowia i choroby nie jest najłatwiejszym zadaniem. Do obowiązującej obecnie definicji dochodzono przez parę wieków i jeszcze do niedawna posługiwano się wyjaśnieniem, iż choroba jest przeciwieństwem zdrowia. Ale nie same pojęcia są dylematem ludzkości… Znacznie większym problemem są choroby, które dotykają nas niezmiennie od początku istnienia ludzkości, stając się jednocześnie głównym powodem do poszukiwań nowych środków leczniczych. Wiedza na temat fizjologii człowieka, chorób i środków leczniczych przebyła bardzo długą drogę, ale możemy obecnie cieszyć się tym, że nie zagrażają nam już epidemie, które dziesiątkowały niegdyś całe wsie i miasta.
 
 
Morowe powietrze
 
 
   Jedną z bardziej dotkliwych chorób była dżuma nazywana również „czarną śmiercią”, "powietrzem morowym” lub po prostu „morem”. Dżuma obok tyfusu, ospy, cholery i durów określana była również ogólną nazwą „zaraza” lub łacińskim słowem pestis. Epidemie przetaczające się przez całą Europę, w średniowieczu przyczyniały się do zmniejszenia populacji ludzkiej nawet o 80%. Wraz z ludźmi, głównie biednymi, umierały zwierzęta. Jedynym ratunkiem przed morem była jak najszybsza ucieczka w bezpieczne, najlepiej odludne miejsce. Najbogatsi mieszczanie, szlachta i królowie wyjeżdżali do swoich posiadłości ulokowanych najczęściej w głębokiej puszczy. Pozostała ludność zdana była na własne siły oraz tych, którzy potrafili się poświęcać, niosąc pomoc. Mając na uwadze, iż stan wiedzy medycznej znacznie odbiegał od dzisiejszego poziomu, warto zwrócić uwagę na postrzeganie choroby w wieku XVI i XVII, a zwłaszcza na sposoby zapobiegania i leczenia dżumy.
 
   Jedną z ważniejszych osób w dziejach polskiej medycyny i walki z dżumą był Maciej Miechowita (1457-1523). Jako typowy przykład uczonego humanisty doby odrodzenia, Miechowita wsławił się w kilku dziedzinach naukowych. Doceniane są jego zasługi i dorobek w zakresie historii, astronomii, astrologii i medycyny. Sięgając do rozpraw „Contra sevam pestem reginem” oraz „Conservatio sanitatis”, poznajemy przede wszystkim zalecenia związane z codzienną higieną w okresie epidemii. Maciej Miechowita zwraca uwagę na przestrzeganie właściwej diety, a zwłaszcza na to, by unikać produktów, które ulegają zepsuciu jak: owoce, ryby, przetwory mleczne. Przestrzega również przed rozwiązłością seksualną, jako jedną z możliwych dróg przenoszenia zaraz, a także przed wiatrami. Szczególnie niebezpieczne miały być wiatry wiejące z miejsc objętych zarazą i znad bagien, a ponadto wiatry południowe i zachodnie. W celu uchronienia się od „zarazy”, Miechowita zalecał przede wszystkim dbać o świeżość i suchość powietrza, czemu służyć miały wiatry północne i wschodnie – należało wówczas otwierać okna w celu wietrzenia domu, a ponadto stosować okadzania domostw i ubioru, ziołami. Przede wszystkim należało jednak dbać o ciało i poddawać je regularnemu oczyszczaniu poprzez puszczanie krwi, stosowanie środków przeczyszczających czy nawet prowokowanie wymiotów. Te podstawowe wytyczne powtarzane są przez kolejne lata walki z morem i odnaleźć je możemy między innymi na kartach takich opracowań jak: „Książki o zachowaniu zdrowia człowieczego od zarazy morowego powietrza doktora Antoniego Sznebergiera z łacińskiego na język polski teraz nowo przez Jana Antoninusa przełożone” (1562) czy też w „Herbarzu, to jest ziół tutecznych, postronnych i zamorskich opisanie…” (1568) Marcina Siennika.
 
 
Burmistrzowie powietrzni
 
 
   Prawdopodobnie dopiero w okresie nowożytnym wprowadzona została funkcja burmistrza powietrznego, czyli człowieka, który wybierany był do sprawowania nadzoru nad ludnością w czasie zarazy. Bardzo często zadanie to powierzano aptekarzom. Jak podaje Wojciech Roeske w opracowaniu „Polskie apteki”, znane było niegdyś powiedzenie: cóżeś ty za aptekarz, skoro przed morem uciekasz… Sprawowanie opieki nad „zapowietrzonym” terenem zostało powierzone aptekarzom, królewskim przywilejem w 1612 roku, choć zadanie to wykonywane było już wcześniej. Niestety poświęcenie aptekarzy dla ratowania zadżumionych bardzo często niosło za sobą przykre konsekwencje, a mianowicie chorobę i śmierć członków rodziny. Również sam burmistrz powietrzny musiał liczyć się ze skutkami przebywania wśród chorych. W historii walki z epidemią morowego powietrza zapisali się przede wszystkim: Łukasz Drewno oraz Jan Alembek.
   Łukasz Drewno (1565-1652) był warszawskim aptekarzem, pełniącym w latach 1624-1625 obowiązki burmistrza powietrznego. Szczególne uznanie przypisuje się mu ze względu na to, iż pozostał w mieście jako jedyny przedstawiciel służb medycznych, wprowadził nadzór nad chorymi, a także już zmarłymi osobami. Zwracał jako jeden z pierwszych uwagę na możliwości zapobiegania chorobie przede wszystkim poprzez izolowanie zdrowych od chorych. Prowadził w tym czasie ewidencje chorych i zmarłych, a także zapisywał jakie leki podawane były w okresie zarazy.
   Kolejnym „sławnym” aptekarzem burmistrzem powietrznym był Jan Alembek, walczący z epidemią we Lwowie. Po opanowaniu zarazy w 1625 roku napisał książkę: „Apteka mego doszwiatszenia jak w Niemczych, tak w Polszcze y we Włoszych czasu powietrza morowego” w której przedstawił swoje obserwacje związane z dżumą i uwagi na temat przebiegu choroby, sposobów wykrywania, leczenia oraz zapobiegania. Do podstawowych sposobów zapobiegania dżumie (wymienianych już przez Macieja Miechowitę) należało przestrzeganie następujących zaleceń: unikanie zmęczenia (fatiga), głodu (fames), owoców (fructus), kobiet (femines), powiewów wiatrów (flatus). A do tego należało stosować upusty krwi phlebotomi, oczyszczać powietrze, palić ogień ze zdrowych drzew, stosować kadzidła, które miały na celu osuszać powietrze i oczyszczać ciało z wydzielin. Pomocnym środkiem zapobiegawczym, miało być stare węgierskie wino, a także wywoływanie wymiotów. Co ciekawe, Jan Alembek, zwrócił również uwagę na większą podatność kobiet na „zachwycenie powietrza”, polecał zatem… pozbywanie się niewiast z domów!
   Prócz wymienionych sposobów zapobiegania i walki z dżumą, powszechnym "lekarstwem" miała być również modlitwa, jako że jedną z częściej wymienianych przyczyn była „kara boska”. Przypominał o tym Marcin Siennik, pisząc: iż czasów tych często Pan Bóg świat karze powietrzem morowym na kogo ma przypuścić z wolej swej raczy, żaden z tego wydź nie może. Zasię kogo z łaski swej strzec raczy, inej mu obrony nie potrzeba (…) wszakże jednak jako nie wszytki Pan Bóg upadku dopuszcza, tak też nie wszystkich od upadku strzeże!
 
 
Przeciwko zarazie…
 
 
   Nadzór nad chorymi, zakładanie szpitali i cmentarzy morowych, palenie odzieży i posłania to przykłady walki z rozprzestrzeniającymi się zarazami. Prócz tych działań i dbania o higienę, podejmowano się również zapobiegania i leczenia, mając do dyspozycji jedynie środki naturalnego pochodzenia.
   Jednym ze sposobów rozpoznawania i prognozowania przebiegu choroby było wylewanie uryny na świeże zielone pokrzywy. Jeżeli pokrzywy pozostawały w dobrym stanie, wówczas chory miał szanse na wyzdrowienie. Kolejną metodą diagnostyczną, było wylanie uryny na miednicę lub zlewkę i dodanie niewielkiej ilości mleka kobiety karmiącej. Jeżeli mleko opadało na dno – chorego czekała śmierć. Oczywiście w zależności od dostępnych środków podejmowano się prób leczenia, a każdy zdrowy starał się uchronić przed zarazą. Jednym z ważniejszych medykamentów były korzenne przyprawy i wonności. Bogaci ludzie nosili przy sobie ambrę w specjalnie do tego celu przystosowanych „balsaminkach” zawieszonych na szyi, która miała na celu odkażanie powietrza. Ubodzy, jak czytamy w „Herbarzu…” Siennika: mogli gwoździki warzyć w occie, a zawieszać w chuste i woniać, albo jałowiec, piołun, koriander, kozłek, z tych którekolwiek namoczyć w winie albo w occie, a zawinąć także w chustke i woniać nosząc albo w tym winie gabkę rozmocz a woniaj. Bardzo często zalecanym lekarstwem mającym uchronić przed „morem” były różnorakie octy winne. Do najsławniejszych należał tak zwany „ocet siedmiu złodziei”, który przygotowywany był poprzez moczenie piołunu, rozmarynu, szałwi, mięty, ruty, cynamonu, goździków, gałki, czosnku i kamfory w occie. Ocet ten jak podawał jeszcze w wieku XIX  „Nowy chemik paryzki” służył do obmycia rąk, twarzy i szyi, a w przypadku przebywania w „miejscu zapowietrzonym” należało trzymać w ustach gąbkę nasączoną w tymże occie lub też okadzać nim powietrze wylewając na rozżarzony metal. Nazwa tego specyfiku („ocet siedmiu złodziei” lub też czasem „ocet czterech złodziei”) nawiązuje do historii, jakoby tajemnica przygotowania i stosowania,  została  ujawniona przez grasujących w okresie zarazy złodziei, rabujących mienie umierających na dżumę ludzi.
   Równie ciekawym sposobem ochrony przed „zapowietrzeniem” było spożywanie grzanek posypanych proszkiem przygotowanym według zalecenia ”Herbarza…” Siennika: Weźmi drzewa aloes, kubeby, kardamonu każdego łot. cynamonu, imbiru, cytwaru każdego pół łota, gwoździków, muszkatołowego kwiatu, polnej driakwie każdego ćwierć. Wężowego korzenia (…) podróżniku oboiego, kości serca jeleniego albo kości jednorożcowej każdego po ćwierci, złota czystego pięć tabliczek, cukru białego czystego dziesięć łotów, z tych wszystkich rzeczy uczynić proch a tym prochem posypować grzanki. A tak jedz. Zachowywa człowieka w dobrym zdrowiu i broni serca od zakażenia powietrza morowego.
   W „Herbarzu” Marcina Siennika w rozdziale: „O rządzeniu czasu morowego powietrza” odnajdujemy akapit "Lekarstwa z apteki, serce tak posilaj”, w którym wymienione są między innymi: lekwarz różany, lekwarz wołowego języka, lekwarz z kwiatu boragowego, który czynią z kością serca jeleniego z tabliczkami złotemi. Ponadto autor poleca: wódki palonej pić jest rzecz dobra. Naprzód wódka szczawiowa, wódka wężowego korzenia, podróżnikowa, ziela wężownikowego, wołowego języka, rojownikowi, boragowa, osładzając je cukrem (…) a chociaż nie będziesz miał tych wszystkich, ale aby wżdy jedne z tych którykolwiek. Dla uboższej części zalecane były środki znacznie łatwiej dostępne jak: driakiew polna, podróżnik, rojownik, kurze ziele, które należało uwarzyć wraz z kwaśnymi jabłkami, dodając w następnej kolejności: kwiatu różanego i dziewannowego. Przygotowane lekarstwo należało pić trzy godziny przed obiadem, i dwie godziny przed wieczerzą. Jedną z ważniejszych roślin stosowanych zapobiegawczo oraz leczniczo był biedrzeniec, który (o ile środki finansowe na to pozwalały) należało stosować z białym winem lub po prostu przygotowywać wywar wodny. Bogatsza część społeczeństwa miała do dyspozycji teriak, driakiew i bezoar oraz  następujące lekarstwa: skórki jabłka cytrynowego oraz cytwar, które należało przeżuwać lub po prostu trzymać w ustach.
   Obok szeregu przepisów na medyczne specyfiki bazujące na roślinach, surowcach zwierzęcych i minerałach, porad dietetycznych, odnajdujemy na końcu rozdziału poświęconego morowemu powietrzu, następującą wskazówkę: jest rada najużyteczniejsza, aby człowiek rychło miejsce zmienił gdy baczy, że jest powietrze zarażone. Przyjechawszy do zdrowego powietrza, aby tam trwał długo, a mieszkając w nim aby się słusznie chował.
   Niniejszy artykuł  jedynie w zarysie  oddaje sytuację ludzi w czasach, kiedy nie znane były ani współczesne metody diagnostyczne, ani środki lecznicze, którymi dziś dysponujemy. Samo zjawisko choroby, a tym bardziej zarazy musiało być czymś przerażającym dla ówczesnego człowieka. I nie ma się co dziwić, epidemie dżumy dziesiątkowały całe miasta,  zmieniając wielokrotnie bieg historii.
   I choć mamy XXI wiek, a osiągnięcia medycyny są godne podziwu, to w dalszym ciągu choroba jest nieodłącznym towarzyszem człowieka. Niewątpliwie znacznie łatwiej jest współcześnie przechodzić przeziębienie czy ból głowy, mając do dyspozycji szereg środków znoszących te dolegliwości, ale czy poradzilibyśmy sobie z sytuacją, gdy dochodzi do wybuchu epidemii? Z pewnością środki i wiedza, którą obecnie dysponujemy daje nam większe poczucie bezpieczeństwa niż kilkaset lat temu. Historia medycyny i farmacji pokazuje jednak jak długa była droga do współczesnych „luksusów”, choć nie ma co ukrywać, mimo postępu wiedzy i techniki, cały czas przed nami wiele zagadek związanych ze zdrowiem i życiem. W dalszym ciągu wyjaśnienie przyczyn i mechanizmów niektórych chorób pozostaje niezbadane, z pewnością również dużo środków leczniczych jeszcze do odkrycia…
 
mgr farm. Joanna Typek
 

Podobne wpisy