„Czy istnieją w medycynie granice humanitaryzmu?”

Helping Each Other


Pierwsze pisane wiadomości o miejscu, w którym podjęto opiekę nad chorymi dotyczą Azji Mniejszej, a datowane są na 356 rok. Organizowane hospicja przeznaczone były dla bezdomnych oraz dla chorych wędrowców. Przykładem takiego dawnego zakładu było „Miasto Miłosierdzia” z 369 roku założone przez teologa i biskupa Cezarei – Bazylego Wielkiego. Znaczny rozwój szpitalnictwa nastąpił w świecie kultury arabskiej. Najdawniejsze szpitale utworzone w Bizancjum, Bagdadzie czy Kairze były podzielone na oddziały szpitalne, dysponowały własną apteką, miały nawet sale wykładowe. W Jerozolimie w pobliżu Grobu Świętego wybudowano szpital − przytułek dla chorych i pielgrzymów. Przebywający w nim pielgrzym Jan z Wurzburga w 1160 roku opisał, iż był pod dużym wrażeniem pracy szpitala i przytuliska. Zakony prowadzące w czasach średniowiecza szpitale przestrzegały zasady ówczesnej dobrej praktyki, na przykład zasadę, iż każdy chory miał do dyspozycji własne łóżko, co obrazowało postępowe myślenie. Zapewniano także każdemu podopiecznemu przydział białego chleba czy też mięsa, dbano, aby chorzy w cięższym stanie otrzymywali drób.

Szpitale zakonne oprócz części infirmerycznej obowiązane były organizować przytuliska, w których należało przyjmować i wychowywać porzucone przez rodziców dzieci. Noworodki były porzucane z powodu biedy oraz z bezdusznego procederu – nagminnie pozbywano się jednego dziecka w przypadku urodzenia bliźniąt. W starożytności pogańskiej los podrzutków był najczęściej wyrokiem ich śmierci. Porzucone dzieci to kolejna grupa odrzuconych poza społeczeństwo, która uzyskała w szpitalach zakonnych pomoc i opiekę należną każdej osobie. Przełożeni zakonu podkreślali, że bracia zakonni powinni służyć odrzuconym na margines ludziom biednym, chorym i porzuconym w sposób tak oddany, jak służą swoim panom. Można stwierdzić, że dobro człowieka, szczególnie chorego, słabego, porzuconego było celem działań i starań zakonników średniowiecza.

Papież schyłku XII wieku, Innocenty III będąc w Paryżu zachwycił się tamtejszym średniowiecznym szpitalem nazwanym Hotel Dieu i jego dobrą organizacją. Szpital w Paryżu został założony przez rycerza z zakonu templariuszy o imieniu Guido. Na skutek walk z muzułmanami Guido musiał uciekać z Ziemi Świętej, udał się do Paryża. W tym mieście, wzorując się na znanej mu placówce z Ziemi Świętej zorganizował szpital paryski w 1170 roku. Papież Innocenty III zapragnął, aby na wzór działającej placówki w Paryżu, zorganizować podobną w Rzymie.

Terenem, na którym podjęto w Rzymie budowę szpitala, były posiadłości należące w czasach cesarstwa rzymskiego do Agrypiny Większej, jej męża Germanika i syna Kaliguli. Do dziś zachowały się resztki murów willi Agrypiny, pozostałości fresków czy też marmurowe posadzki w szpitalu, niestety nie są obecnie udostępnione zwiedzającym. Znajdują się pod posadzką szpitalnej sali. Istniejące zabudowania z czasów cesarstwa rzymskiego oraz późniejsze z 727 roku Schola Saxorum (centrum przyjmujące pielgrzymów przybywających do Rzymu do grobu św. Piotra z Anglii z rejonu Saxia), papież Innocenty III przekazał na potrzeby nowego przytułku i szpitala, budowanego na tym miejscu z funduszy kościelnych. Kompleks szpitalny uruchomiono w 1198 roku, a prowadzenie tej papieskiej placówki szpitalnej powierzono zgromadzeniu kanoników regularnych Świętego Ducha (późniejszemu charytatywnemu średniowiecznemu zakonowi Ducha Świętego).

Na dyrektora papież mianował doświadczonego już zakonnika – budowniczego szpitali, wspomnianego Guido de Montpellier, zatrudniono doświadczonych w materia medica ówczesnych aptekarzy oraz medyków, a do opieki nad chorymi przyjęto pobożne kobiety cywilne, siostry i zakonników z bractwa, późniejszego zakonu Świętego Ducha. Szpital przeznaczono dla ubogich chorych i dzieci porzuconych przez matki.

Kompleks szpitalny Santo Spirito z 1198 roku. Fotografia ze zbiorów francuskiego Muzeum Narodowego.

Z polecenia papieża Innocentego III w tymże szpitalu już około roku 1200, w szpitalnym murze umieszczono pierwsze w średniowieczu „okno życia”. W średniowieczu niechciane dzieci rzymskie i z okolic, najczęściej porzucano do Tybru, nowatorskie papieskie „okno życia” pomyślane było jako miejsce umożliwiające matkom, które nie mogą lub nie chcą opiekować się swoim noworodkiem, anonimowo pozostawić dziecko w oknie szpitala. Dziś można podziwiać tę nowatorską ideę a także myśl techniczną – drewniany mechanizm kołowrotka w oknie. Dzieci porzucone (Proietti) przechodziły na własność papieża, pozostawały pod opieką szpitala, w wydzielonym dziedzińcu (antico conservatorio). Na dziedzińcu był piękny ogród i elegancka studnia, przebywały tu mamki karmiące podrzutki – noworodki. Część dzieci (nawet 2 tysiące równocześnie) przebywała u mamek, uprzednio wyselekcjonowanych, przebadanych, w domach swoich opiekunów, poza szpitalem, głównie w okolicy Rzymu. Rodziny za opiekę otrzymywały od Szpitala Santo Spirito comiesięczną pomoc finansową i ubraniową. Ostatecznym terminem powrotu dzieci do szpitala było ukończenie 11 roku życia przez dziewczynki, dla chłopców było to o rok później. Dziewczynki zamieszkiwały w przytułku żeńskim (conservatorio), a chłopcy w męskiej szkole (scuola dei putti). Część dzieci trafiało stąd do adopcji. Pozostali chłopcy z czasem usamodzielniali się. Większość zdrowych dziewczyn była adoptowana, inne były oddane na służbę lub wydane za mąż. Pozostałe, często słabe czy chore, do końca życia pozostawały jako panny (zitelle), niektóre stawały się zakonnicami pracującymi w przytułku. Opis życia klasztoru i podopiecznych dziewcząt podaje, iż trzykrotnie w roku odbywały się uroczyste procesje, najważniejsza z okazji Zielonych Świąt. Długi orszak, pod opłaconą opieką gwardii szwajcarskiej, składający się z personelu i podopiecznych maszerował ze szpitala Santo Spirito, przez Most Anioła do Bazyliki św. Piotra. Podopieczne dziewczęta wystawione były na widok tłumu rzymskiego, często wulgarnie odnoszącego się do młodych podrzutków (proietti) jak i dorosłych pensjonariuszek. W 1737 roku zaprzestano urządzać procesje z udziałem panien, przede wszystkim z powodów oszczędności finansowych.

„Okno życia”. Rzym, czerwiec 2014 rok. Fotografia ze zbiorów Autorki.

W Polsce pierwsze podobne do rzymskiego „okno życia” przyjmujące porzucone noworodki, otwarto w Krakowie niedawno, bo w 2006 r. W krakowskim oknie życia 16 dzieci ocaliło życie. Z działalnością opisanego szpitala Santo Spirito związane są losy Kamila de Lellis, Włocha z regionu Abruzja. Kamil wywodził się z rodziny szlacheckiej, urodził się w 1550 roku. Jego mama urodziła go w późnym wieku, przedwcześnie zmarła. Ojciec chłopca był oficerem wojsk zaciężnych. Siedemnastoletni Kamil wraz z ojcem zaciągnął się na wojnę z Turkami. Kamil jeszcze wielokrotnie zaciągał się do wojska, był to jego sposób na zdobywanie środków do życia, gdyż także ojciec przedwcześnie zmarł. Niestety młody Kamil wszystkie zarobione pieniądze tracił na hazard i rozrywki, namiętnie grał w karty i kości. Grą w karty przegrał cały swój majątek i broń służącą w czasie walk zaciężnych, poprzez hazard utracił wszystkie rzeczy osobiste, a nawet przegrał szlachectwo.

Św. Kamil (1550 – 1614). Źródło – Wikimedia Commons.
Kaplica w szpitalu Santo Spirito z 1198 roku. Fotografia ze zbiorów Autorki.

Kamil podzielił los nędzarzy-żebraków. Zachęcony przez zakonnika kapucyna do podjęcia pracy we wspólnocie, przeszedł on cudowne nawrócenie, zapragnął służyć bliźnim i Bogu. Kamil podjął pracę we wspomnianym papieskim szpitalu Santo Spirito, położonym tuż przy via Concillazione, nad Tybrem w pobliżu Watykanu. Jako zakonnik, pielęgniarz chorych i ekonom, Kamil de Lellis założył zakon gromadzący osoby poświęcające się opiece nad chorymi.

Rzymski papieski Szpital Santo Spirito z 1198 roku był miejscem badań naukowych i kształcenia medyków i aptekarzy w ramach mieszczącej się na terenie tegoż szpitala Akademii medycznej. Najwybitniejsi artyści i naukowcy renesansu (XV/XVI w.) – Leonardo Da Vinci czy Michał Anioł, także pracowali w tej najstarszej części szpitala, prowadząc badania z dziedziny anatomii człowieka. Papież Sykstus IV przebudował Palazzo del Commendatore (Pałac Dyrektora) w 1475 roku i zatrudnił Michała Anioła do wykonania fresków w budynku szpitala.

Apteka tegoż szpitala Santo Spirito była miejscem szeroko zakrojonych badań z dziedziny farmacji, między innymi dotyczących wykorzystania kory Cinchonae w leczeniu malarii, gdyż szpital ten jak i Wieczne Miasto wielokrotnie nawiedzany był wylewaniem wód Tybru, co skutkowało szerzeniem się malarii i zwiększaniem liczby pacjentów. W Muzeum Sztuki Medycznej (Muzeo del Arte Sanitaria) znajdującym się na terenie szpitala, zachowano znacznej wielkości naczynia do przeróbki kory Cinchonae. W muzeum wystawiono także naczynia, w których sporządzano przez wieki teriak.

Kamilianin o. Andrzej Tarkowski z Autorką. Fotografia ze zbiorów Autorki.
Kamilianin o. Andrzej Tarkowski z Autorką. Fotografia ze zbiorów Autorki.

Dawna apteka szpitalna (Spezzieria) obecnie pełni funkcję muzeum farmacji w pięknych 500 letnich wnętrzach, w pomieszczeniach na piętrze obok gabinetów dyrekcji szpitala można podziwiać bogaty księgozbiór biblioteki lekarskiej służący formacji medyków i farmaceutów po dzień dzisiejszy.

W opisanym tu rzymskim szpitalu Świętego Ducha można podziwiać historyczną wybudowaną w 1198 roku salę szpitalną o sporych wymiarach 120 x 12 x 12 metrów. Sala mogła pomieścić do 300 chorych, w razie potrzeby nawet do 600. Zaskakuje okienko w bocznej ścianie, umieszczone bardzo wysoko, przez które przełożeni kontrolowali staranność i sumienność pracy medyków i osób zatrudnionych do pielęgnacji chorych. Ta wielka sala szpitalna funkcjonowała aż do 2000 roku, w ostatnich latach została odrestaurowana, wyposażenie szpitalne usunięto.

Historyczne mury, freski, mozaiki sali szpitalnej oraz ołtarz Hioba mieszczący się pośrodku, są obecnie obiektem muzealnym. Zachwyca tyburio z 8-boczną kopułą wieńcząca ołtarz. Przez wieki tu codziennie odprawiano modlitwy o uzdrowienie chorych zajmujących sale po obu stronach centralnie umieszczonego ołtarza, projektu architekta Palladio. Tuż przy ołtarzu stały organy. Ściany sal szpitalnych pokryte były freskami przedstawiającymi scenki z życia papieży Sykstusa IV oraz Innocentego III. Chorzy leżąc rozmyślali nad scenami z papieżem Innocentym III. Przykładowa scena przedstawia go na osiołku, wyszukującego miejsce na budowę szpitala, inny fresk przedstawia papieża Innocentego III z zaangażowaniem łowiącego dzieci porzucone z Tybru.

Przy wyjściu ze szpitala w centralnym miejscu, tuż przy ołtarzu, znajduje się historyczne okno życia. Przy współcześnie działającej części szpitala – przy wejściu – postawiono już w XXI wieku pomnik żebraka, dla podkreślenia potrzeby okazywania miłosierdzia ubogim i bezdomnym. Polscy zakonnicy kamilianie prowadzą współcześnie posługę kapłańską w tymże szpitalu jako w placówce należącej do polskiej prowincji zakonu.

Pomnik żebraka przy wejściu do szpitala (Rzym, 2014 rok). Fotografia ze zbiorów Autorki.

Następcy idei miłości miłosiernej do chorych – kamilianie, składając śluby zakonne przyjmują na siebie dodatkowe ślubowanie służby chorym, nawet z narażeniem własnego zdrowia i życia. Tak jak w XVI wieku Kamil – posługiwacz i pielęgniarz, przełamywał bariery w opiece nad ubogimi chorymi, także zaraźliwie chorymi, tak i dziś pracują zakonnicy posługujący chorym.

Współcześnie kamilianie jako pierwsi w Polsce dostrzegli potrzebę pomocy osobom zarażonym wirusem HIV czy chorym na AIDS. W Konstancinie, a następnie także w Piastowie pod Warszawą kamilianie stoczyli prawdziwy bój z mieszkańcami, którzy pełni lęku przed zakażeniem się nieznanym wirusem, nie zgadzali się na otwarcie w ich miejscowości domu opieki nad osobami zarażonymi HIV. Nikt poza kamilianami w Polsce nie chciał zająć się tą grupą chorych. Mieszkańcy przejawiali wręcz niechęć, a nawet agresję wobec zakonników i ich podopiecznych. Społeczeństwo wnikliwie obserwowało pracowników służby zdrowia. Niektórzy z nich otwarcie mówili o niechęci do przyjmowania i leczenia nosicieli HIV. Społeczeństwo obserwując taki przekaz, oczywiście także obawiało się osób z nieznaną chorobą. U schyłku lat 80-tych XX wieku, staraniem kamilianów udało się otworzyć w Konstancinie i w Piastowie koło Warszawy ośrodki readaptacyjne dla narkomanów, dla zakażonych wirusem HIV i dla chorych na AIDS. Otwarcie pierwszych placówek było areną nad wyraz wyolbrzymionych zabezpieczeń ze strony oficjeli, obawiających się zarażenia chorobą, odzianych w kombinezony niczym kosmonauci. Kamilianie w zwyczajny sposób witali się z chorymi o dziwo – uściskiem dłoni.

Sposób, w jaki nasze społeczeństwo odnosiło się do zarażonych groźnym wirusem czy do osób z rozwiniętym zespołem AIDS – „dżumą XX wieku”, wyjaskrawiło pytanie: czy jest możliwe, by w medycynie istniały granice humanitaryzmu? Dzisiejsi kamilianie to ludzie z krwi i kości, pracujący wśród cierpiących, umierających, upośledzonych, chorych psychicznie i wśród narkomanów. Wykonują pracę o której inni nawet nie chcą wiedzieć. Kamilianie zajmują się także chorymi w domach prywatnych, szczególnie osobami umierającymi.

Jednym z polskich kamilianów był ojciec Bogusław Paleczny (1959 – 2010) – wszechstronny działacz społeczny, opiekun bezdomnych z Dworca Centralnego w Warszawie, później organizator domu opieki dla bezdomnych w Ursusie dla setki potrzebujących, finansowanej przez miasto i ministerstwo ds. polityki społecznej. Dom dla bezdomnych w Ursusie jest komfortowo urządzony, wręcz luksusowo, jak na polskie realia. Wyposażony jest między innymi w barek z kinem domowym, kawiarenkę internetową, jacuzzi czy solarium. To jest dobre miejsce wyprowadzania ludzi z bezdomności. Dodam, że ostatnio koszt utrzymania jednego pensjonariusza w Kamiliańskiej Misji im. „Św. Łazarza” w Ursusie miesięcznie wynosi poniżej 400 zł, czyli najtaniej spośród wszystkich warszawskich placówek tego rodzaju. Ojciec Paleczny założył Bar Charytatywny „Święta Marta” oraz punkt pomocy medycznej „Św. Kamil” – obecnie wszystkie działania kamilianów zostały skupione w Domu Św. Łazarza w Ursusie.

Ojciec Bogusław Paleczny (1959-2010). Fotografia ze zbiorów Zakonu.

W 2006 roku O. Bogusław Paleczny rozpoczął z bezdomnymi niespotykany dotąd projekt budowy jachtu pełnomorskiego w Ursusie, którym wraz z podopiecznymi chciał opłynąć świat – aby połączyć świat bezdomnych z pozostałym światem. Niestety przedwczesna śmierć w 2010 roku nie pozwoliła mu dokończyć dzieła. Budowa jachtu jest kontynuowana przez podopiecznych zakonu. Jako nietuzinkowy zakonnik O. Bogusław Paleczny pozostał w pamięci także jako ceniony autor utworów muzyki religijnej.

Większość kamiliańskich placówek w Polsce usytuowanych jest na Śląsku, w Tarnowskich Górach kamilianie prowadzą szpital i parafię św. Kamila. Tutaj także jest siedziba prowincji polskiej. W Zbrosławicach na Śląsku prowadzą Dom Pomocy Społecznej dla mężczyzn upośledzonych umysłowo. W Pilchowicach na Śląsku zorganizowali zakład dla dzieci specjalnej troski, w Zabrzu – zakład dla nieuleczalnie chorych, a w Hutkach koło Olkusza – prowadzą zakład opiekuńczo-leczniczy. W każdej z tych placówek znajdują pomoc chorzy, tu jest ich dom pełen miłości.

Oprócz prowadzenia domów opieki czy ośrodków dla narkomanów, kamilianie pełnią posługę kapelanów szpitalnych w wielu szpitalach na świecie. Trwają przy chorych w ich codzienności szpitalnej, towarzyszą im w cierpieniu, pomagają chorym znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie o sens życia doczesnego i przyszłego, o znaczenie cierpienia, zła, śmierci. Jako kapelani posługę sprawują m.in. w Szpitalu Matki Polki w Łodzi, w bielańskim szpitalu (Warszawa). Zakonnicy Prowincji Polskiej są obecni w szpitalach m.in. w kilku placówkach leczniczych w Berlinie, w dwóch rzymskich szpitalach – wspomnianym uprzednio szpitalu Santo Spirito oraz w San Camillo, także w szpitalu w Genui. Polscy kamilianie pracują także na Madagaskarze i w Tibilisi (Gruzja). Strojem rozpoznawalnym zakonników jest duży czerwony krzyż wyhaftowany na piersi na czarnym habicie.

W 2007 roku z inicjatywy zakonu ojców kamilianów i Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej (której przewodzi prowincjał kamilianów O. Arkadiusz Nowak) ustanowiono Nagrodę Imienia św. Kamila, patrona chorych i pracowników służby zdrowia, przyznawaną co roku w innej dziedzinie medycyny. Ideą nagrody jest wyróżnianie osób oraz instytucji, które szczególnie przyczyniają się do budowania kultury miłosierdzia, akceptacji chorych i ich rodzin oraz dla tych, którzy są głosem chorych, domagających się przestrzegania swych praw. Dobrze, że są wśród nas tacy, który nie stawiają sobie żadnych granic, podejmując humanitarną pomoc i opiekę nad tymi, których większość odrzuca.

Cały świat zna i podziwia wielką, przepojoną miłością zakonnicę ze Skopje, założycielkę zgromadzenia Misjonarek Miłości, która wraz z innymi siostrami podjęła się pracy, a raczej służby ubogim, chorym sierotom i odrzuconym poza nawias przez współczesny nam świat, umierającym w Indiach, która służyła także z narażeniem własnego zdrowia i życia. To drobnej postury Matka Teresa z Kalkuty, znana ze swej działalności na całym świecie, która była słusznie nazwana adwokatką biednych i bezbronnych. Jej Misjonarki Miłości w 1997 roku, w roku jej śmierci, obsługiwały 610 misji w 123 krajach służąc w hospicjach, domach dla zakażonych wirusem HIV oraz chorych na AIDS, dla zarażonych trądem i gruźlicą. Obecnie z sukcesem prowadzą jadłodajnie, programy wspierające ubogie dzieci i rodziny, domy dziecka i szkoły.

Współcześni kamilianie i inne zakony posługujące chorym, służą bez stawiania granic własnego bezpieczeństwa, otaczają opieką ludzi odrzuconych poza margines, tworzą dla podopiecznych odrębny świat, jakby równolegle istniejący z naszym, daleki od przemocy, od show-biznesu, od blichtru i miałkości życia na pokaz, oraz świat wolny od zbędnej polityki.

mgr farm. Małgorzata Tomańska

Opracowano na podstawie:
1. Maria Amoroso, „Il Complesso Monumentale di Santo Spirito in Saxia”, Azienda Sanitaria Locale Roma E, 2003 r.
2. Praca zbiorowa. „Człowiek a AIDS”, Wydawnictwo Lubelskie Nowe, 1994 r.
3. Prof. dr hab. Marian Surdacki ”Dzieci porzucone w Szpitalu Świętego Ducha w Rzymie w XVIII w.”, Towarzystwo Naukowe KUL, 1998r.
4. Wywiad udzielony przez kamilianina o. Andrzeja Tarkowskiego, Rzym, czerwiec 2014.
5. Wywiad udzielony przez siostrę duchaczkę Marię Gratia ( Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia), Rzym, czerwiec 2014.

Podobne wpisy