01.2010 – „Przegląd prasy.”

styczeń 2010, nr 41/19 online
 
 
 
 
    Ogromny natłok informacji, cisnący się z łam kilkuset czasopism naukowych, polskich i zagranicznych, zazwyczaj zniechęca aptekarzy do ich lektury. Poza tym – większość informacji dotyczy zagadnień tak bardzo odległych od codziennej pracy w aptece… Zadaniem niniejszego przeglądu prasy będzie dostarczenie Czytelnikom „Aptekarza Polskiego” najświeższych wiadomości z czołowych czasopism naukowych świata i Polski. Wybór omawianych artykułów, dokonywany przez praktykującego na co dzień za pierwszym stołem, uwzględnia wyłącznie potrzeby farmaceutów-aptekarzy, nie zaś farmaceutów-naukowców i pracowników przemysłu farmaceutycznego. Właśnie dlatego czytelnik nie znajdzie tu najnowszych odkryć z zakresu biotechnologii, biologii molekularnej i medycyny, a więc zagadnień dominujących w prasie zagranicznej.
 
   Grudniowy numer najsłynniejszego czasopisma medycznego „The Lancet” przynosi interesujący felieton „The health illiteracy problem in the USA” („Problem zdrowotnego analfabetyzmu w Stanach Zjednoczonych”). [1] Tekst ten poświęcony jest tematowi znanemu i szeroko dyskutowanemu także w Polsce, mianowicie przystępności i łatwości interpretacji informacji medycznej, m.in. ulotki dołączonej do leku. Ofiarami nieczytelnych lub zbyt fachowych informacji są paradoksalnie osoby, które powinny rozumieć je najlepiej: pacjenci starsi oraz niewykształceni i ubodzy. Amerykanie wszystko to postrzegają w kategoriach ekonomicznych i wyliczają ujemne skutki finansowe: według danych Agencji do spraw Badania i Jakości Opieki Zdrowotnej osoby, które nie rozumieją informacji medycznej zapisują się znacznie częściej do lekarzy pierwszego kontaktu, wzywają pogotowie ratunkowe i wymagają dłuższego czasu hospitalizowania. A to wszystko kosztuje! Szacuje się, że informacji medycznej nie rozumie ponad połowa dorosłych Amerykanów, choć prawdopodobnie ilość ta może być większa, ze względu na brak odpowiednio opracowanych metod statystycznych dla tego problemu. Kwestią „zrozumiałości” informacji medycznej zajmował się ostatnio Amerykański Instytut Medyczny na specjalnie zorganizowanych warsztatach. Wnioski z nich płynące wcale nie są pocieszające: brak jest odpowiednich i łatwych w użyciu narzędzi socjologicznych i statystycznych, służących do poznania problemu analfabetyzmu zdrowotnego, a te które istnieją – nie uwzględniają tak podstawowych kategorii, jak indywidualne zdolności poznawcze pacjenta.
   Autor omawianego felietonu ironizuje, że tak bardzo demokratyczny amerykański system opieki zdrowotnej, skierowany jest do wszystkich obywateli, szkoda tylko, że… nikt nie rozumie przekazywanych w nim informacji medycznych! Wielką niewiadomą pozostaje także świadomość zdrowotna Europejczyków. Z niecierpliwością oczekuje się po drugiej stronie oceanu wyników badań „European Health Literacy Survey”. Tymczasem amerykański system opieki zdrowotnej powinien skupić się nie tylko nad rygorystycznym nadzorowaniem świadczeń zdrowotnych i restrykcyjną kontrolą leków i procedur leczenia, ale także na szerzeniu oświaty zdrowotnej i opracowywaniem zrozumiałych informacji medycznych.
   Aptekarzy zainteresuje z pewnością artykuł „Wartość zdrowia jako czynnik motywacyjny do działań prozdrowotnych”, opublikowany na łamach czasopisma „Zdrowie Publiczne”. [2] Wprawdzie nie jest on w sposób ścisły związany z farmacją, ale porusza problem bardzo istotny dla relacji aptekarza z pacjentem. Otóż na podstawie badań statystycznych okazało się, że zdrowie jest dla mieszkańców Polski bardzo istotną wartością i potencjalnym, istotnym czynnikiem decyzyjnym. Zatem – odwołując się do szeroko pojętego „zdrowia” – można mieć decydujący wpływ na wybór rodzaju i charakteru zachowań, służących poprawie lub utrzymaniu optymalnego stanu zdrowia pacjenta. Sprawdza się stare polskie porzekadło, że zdrowie jest najważniejsze. Co się jednak okazuje: styl życia badanych, będący obrazem związku wartości z podejmowanymi działaniami, posiada jednak zbyt mało cech o pozytywnym wpływie na zdrowie (…). Oznacza to, że deklaracje na temat tego, jak istotne jest zdrowie, nie znajdują żadnego pokrycia w praktyce. Nie muszę dodawać, że w tym właśnie miejscu otwiera się dla aptekarzy niezwykle szerokie pole do działania. Powołując się na omawianą przez autorów inspirującą relację „tryb życia – zdrowie”, jako pierwsze ogniwo opieki zdrowotnej, nie tylko możemy edukować pacjentów, informując o sposobach realizowania zdrowego stylu życia i konieczności podejmowania właściwych decyzji prozdrowotnych. Możemy także na tej zasadzie informować pacjentów o dostępnych w aptece preparatach witaminowych, odżywkach, lekach ziołowych, które korzystnie wpłyną na stan zdrowia.
   Na koniec – lektura obowiązkowa! Mowa o artykule poglądowym „Biegunki o etiologii wirusowej”, zamieszczonym w „Postępach Mikrobiologii”. [3] Już sam tytuł artykułu mówi aptekarzom wszystko: z problemem biegunek wirusowych spotykamy się w aptece niemal codziennie, a dotknięci nimi pacjenci właśnie do apteki kierują swe pierwsze kroki. Autorzy przypominają, że w przebiegu tego typu infekcji najczęściej obserwuje się liczne, wodniste stolce, wymioty, bóle brzucha z towarzyszącą podniesioną ciepłotą ciała. Jak zaznaczono objawy te pojawiają się kilkanaście godzin po pierwszym kontakcie z osobą chorą lub po spożyciu zakażonego pokarmu. Następnie przedstawiono szczegółowo kolejne grupy wirusów, odpowiedzialnych za wywoływanie biegunek (adenowirusy, rotawirusy, astrowirusy, kaliciwirusy i pikonawirusy) oraz przebieg wywoływanych przez nie infekcji. Nie pominięto także krótkiej charakterystyki metod diagnostycznych, stosowanych przy omawianych zaburzeniach jelitowych.
   Dla farmaceutów najważniejszym pozostaje jednak rozdział dotyczący farmakoterapii biegunek o etiologii wirusowej – mamy tu bowiem pełne pole do popisu, ordynując leki dostępne bez recepty lekarskiej. Autorzy przyznają, że brak specyficznego leku działającego na wirusy biegunkowe sprawia, że najistotniejsze jest nawadnianie poprzez podawanie płynów i elektrolitów. Jednocześnie autorzy zastrzegają, że tylko nieliczne badania wskazują na celowość podawania probiotyków, skracających czas trwania biegunki i że mogłyby one odgrywać raczej rolę profilaktyczną, gdyż z przeprowadzonych obserwacji wynika, że u dzieci którym podawano preparaty Lactobacillus, stwierdzano mniejszą ilość biegunek w porównaniu z grupą kontrolną. Autorzy sugerują, że przy ciężkim przebiegu biegunki, celowym jest także podawanie dzieciom preparatów z loperamidem, kodeiną i difenoksylatem. Przedstawiono także wyniki w stosowaniu chemioterapeutyku nitazoksanid. Warto dodać, że preparat ten, niezarejestrowany w Polsce, produkowany jest w Stanach Zjednoczonych i tylko stamtąd może być sprowadzany w procedurze importu docelowego. Jednak ze względu na stosowanie tego leku u pacjentów chorych na kryptosporydiozę i konieczność uzyskania zgody na sprowadzenie od konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie chorób zakaźnych jego użycie w biegunkach o etiologii wirusowej wydaje się być na razie tylko teoretyczne. Ze swojej strony pozwolę sobie dodać, że doskonałe efekty w leczeniu biegunek wirusowych obserwowałem doradzając moim pacjentom preparat kojarzący salol (Phenylis salicylas) i białczan taniny (Tanninum albuminatum), z tym jednak zastrzeżeniem, że zawsze należy zasięgnąć informacji o ewentualnej nadwrażliwości na salicylany. Dużo miejsca poświęcono w cytowanym artykule na omówienie dostępnych żywych, doustnych szczepionek przeciwko rotawirusom oraz ich kontrowersyjnej historii. Głównym zadaniem takich szczepionek ma być chronienie przed umiarkowanymi i ciężkimi zakażeniami oraz zmniejszenie liczby dzieci trafiających do szpitala z powodu odwodnienia. Jednak, jak zaznaczają autorzy, pierwsza wprowadzona na rynek amerykański szczepionka, została wycofana już po 9 miesiącach stosowania! Powodowała bowiem trudne do wyjaśnienia wgłębienia jelita. Scharakteryzowano także dostępną obecnie na rynku szczepionkę przeciwko rotawirusom.
opracował dr n. farm. Maciej Bilek
[1] The health illiteracy problem in the USA. „The Lancet” 2009, December 19/26, s. 2028. Artykuł redakcyjny. [2] M. Malik, D. Zarzycka, J. Iłżecka, M. J. Jarosz: Wartość zdrowia jako czynnik motywacyjny do działań prozdrowotnych. „Zdrowie Publiczne” 2009, nr 1, ss. 33-39.
[3] M. Solarska, A. Midak-Siewirska, T. Dzieciątkowski: Biegunki o etiologii wirusowej. „Postępy Mikrobiologii” 2009, nr 3, ss. 197-206.
 

Podobne wpisy