01.2010 – „Nowowybranym członkom prezydium NRA – do sztambucha.”

styczeń 2010, nr 41/19 online

 NOWOWYBRANYM CZŁONKOM PREZYDIUM NRA

– DO SZTAMBUCHA

    
    Na początku o afektach. Nie lubię określenia „farmaceuta”. Aptekarz – tak! W wielkim cieście, nie do końca dopieczonym, znajduję jeden, i tylko jeden, rodzynek. „Farmaceuta wykonujący zawód w aptece, punkcie aptecznym lub hurtowni farmaceutycznej jest aptekarzem” (art. 2a ust. 4 ustawy o izbach aptekarskich). Ale dalej już nie znajduję rodzynka, gdzież mam szukać aptekarza? Owszem, jest aptekarski samorząd. Czy do końca aptekarski? Przecież ten termin zobowiązuje. Wszystkich. Mnie też, sługę tegoż samorządu.
    Aptekarzem był pan Supady w aptece mojego dzieciństwa. Także jego żona. Gdy wchodziłem do ich (traktowali ją jako swoją, tak naprawdę była państwową) apteki, uderzał mnie najpierw specyficzny lekki zapach. Nie był niemiły. Następnie cisza, spokój, porządek. Nie wypadało głośno mówić. Samemu trzeba było się wyciszyć. Pan Supady nie śpieszył się, był dokładny. W informowaniu o leku, w poradzie. Nie przypominam sobie ulotek, pisemnych instrukcji etc. Nie było też wtedy pojęcia „opieka farmaceutyczna”. To pan Supady był spolegliwym opiekunem, gdy przystępnie tłumaczył o leku, który wydawał, a często też sam sporządzał. Wypytywał o objawy choroby, wiek pacjenta itd., zastanawiał się i ordynował czasami poprawiając czy uzupełniając pana doktora. Ten wizerunek dobrego aptekarza z czasów, gdy nie było aptekarskiego samorządu, przypomniał mi się i nabierał głębszych treści, już bardziej dojrzałych niż fragmentaryczne, dziecinne wspomnienia, gdy wsłuchiwałem się w jakże nieocenione, wystąpienia znakomitej pani dr. Elwiry Telejko, podczas jej członkostwa w Naczelnej Radzie Aptekarskiej jak usiłowała godzić dobrą tradycję z bezwzględną nowoczesnością. Wiem też, że obecna jej twórczość naukowa i działania dobrze służą budowaniu realnej opieki farmaceutycznej (tego ustawowego terminu się trzymam).
    Ale dziś coraz bardziej dostrzegam znaki czasu teraźniejszego i przyszłego. Postać dobrego aptekarza z Aleksandrowa Kujawskiego tak ciepło opisanego przez Marię Danilewiczową (Blisko i daleko. Opowiadania, Londyn 1953) jej ojca, Wilhelma Markowskiego, nie musi teraz wszystkich przekonywać, tak jak sam tytuł wspomnienia Na posterunku. Tożsamość aptekarz – właściciel apteki objęta jest procesem zanikania. Nie spodziewam się tu zmartwychwstania, nie łudzę się, że ukaże się wskrzesiciel. Nie ma tu nic do powiedzenia tradycja, sens i rozum. Racjonalny wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 19 maja 2009 r. (C-531/06), który przedstawiałem wcześniej w „Aptekarzu Polskim”, przywołujący optymalny model prowadzenia apteki wyłącznie przez farmaceutę (aptekarza) nie zawróci z tzw. drogi rozwoju społecznego, nie zmieni historii. Piękny sen o wolności urzeczywistnia się w wolnym rynku. I to on będzie święcił triumfy. Wybitny współczesny filozof, Slawoj žižek (ur. 1949r.) stwierdza, „że pieniądz stanowi ostateczną rzeczywistość naszego życia, że jest bestią, której nigdy nie oswoimy.” Powiem więcej: jest bogiem, którego królestwo jest z tego świata. I on decyduje: aptekarz jako wolny zawód chyli się ku zachodowi. Zastępuje go farmaceuta. Przybiera różne imiona i znaczenia, ale zawsze odpowiada znakom czasu: kierownik apteki, najemny pracownik, dyspozycyjny, specjalista, lojalny (objęty programem lojalnościowym). Coraz bardziej uzależniony od narzuconej refundacji, od sieci, z której nie ma wyjścia, manipulowany kredytem kupieckim, upustem, marżą, bonifikatą. Łudzony wolnością, równością, partnerstwem…
    Ten proces nie jest jednak zakończony. I w tym pociecha. I nie wszystko jeszcze stracone. Dopóki statek nie pójdzie na dno, orkiestra powinna grać. Dopóki istnieje samorząd (a ten się nie podoba organowi, który ma chronić prawa obywatelskiej[?!]), powinien działać.
    Teraz o realiach. Zdaję sobie sprawę z konieczności nowelizacji ustawy o izbach aptekarskich. Wzorem może być nowa, obowiązująca od 1 stycznia tego roku ustawa o izbach lekarskich, obejmująca również całą odpowiedzialność zawodową lekarzy, bez odsyłania do rozporządzenia. Niektóre sprawy, dziś nie najlepiej regulowane w ustawie Prawo farmaceutyczne, powinny znaleźć swoje unormowanie właśnie w ustawie o izbach aptekarskich. Np. sprawa doskonalenia zawodowego i specjalizacji farmaceutów. Oczywiście powinno też być zmienione i udoskonalone Prawo farmaceutyczne. Czy jednocześnie przystąpić do konkretnych prac nad ustawą o zawodzie? Odpowiedź winna wynikać z dyskusji obejmującej nie tylko kręgi działaczy samorządowych. Ale najpierw trzeba zgody co do wyboru: zawód aptekarza czy zawód farmaceuty. Taka dyskusja może się toczyć na forum „Aptekarza Polskiego” i innych gazet samorządowych. Na tych łamach najpierw należy – wydaje się – zająć się opieką farmaceutyczną. Aby dojść do przygotowania odpowiednich przepisów prawnych regulujących tę, niezmiernie ważną dla aptekarzy dziedzinę ich działania, słusznie postrzeganą jako istotny element wykonywania zawodu, odróżniający aptekarzy od sprzedawcy leku. Po drodze też wiele materii do uregulowania, także szczegółowych jak odpowiednie, osadzone w dzisiejszej złożonej rzeczywistości uregulowanie statusu kierownika apteki, jego praw i obowiązków, także w relacji z właścicielem apteki, który nie jest farmaceutą. Albo np. usunięcie irracjonalnego limitu wieku dla kierownika apteki, czy też rozsądne uregulowanie dyżurów aptek (art.88 ust. 3 i art.94 Prawa farmaceutycznego). Gdyby ode mnie zależało – najpierw wnioskowałbym przygotowanie nowej ustawy o izbach aptekarskich. Dotychczasowa, w dużej części wzorująca się na ustawie z dnia 15 czerwca 1939r. o Izbach Aptekarskich (Dz. U. Rzeczpospolitej Polskiej Nr 55, poz. 346) jest w wielu miejscach nieaktualna, używa czasami pojęć nieadekwatnych wobec obowiązującego prawa i istniejącej praktyki.
    Występowanie w obronie interesów aptekarzy wydaje się najważniejszym zadaniem osób sprawujących funkcje samorządowe. Zwłaszcza w relacji z Inspekcją Farmaceutyczną, Ministrem Zdrowia, administracją publiczną, Narodowym Funduszem Zdrowia. Zdaję sobie sprawę z nie zawsze komfortowej sytuacji prezesa rady czy innego przedstawiciela samorządu w tej relacji, kiedy zwłaszcza trzeba słusznie poddać krytyce konkretne działanie czy decyzję organu (urzędu), wykazać naruszenie prawa czy przekroczenie uprawnień. Interes osobisty, dobra znajomość czy miłe koleżeństwo ustępują wtedy interesowi samorządu czy słusznemu interesowi innego aptekarza. Jeśli przedstawiciela izby opuszcza odwaga cywilna i stanowczość to oznacza, iż nie rozumie swego mandatu, nie dorósł do swej funkcji, ale też nie będzie cieszył się autorytetem.
    Czasy się zmieniają. Po uchwaleniu w 1991r. ustawy o izbach aptekarskich weszła w życie w 1997r. Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej, która dała zasadniczą podstawę dla funkcjonowania samorządów takich jak samorząd aptekarski, czyli skupiające osoby zawodów zaufania publicznego (art. 17 ust. 1) oraz wprowadziła szereg fundamentalnych zasad także dla tych samorządów. Następnie wejście Polski do Wspólnoty Europejskiej i przyjęcie prawa unijnego jeszcze w większym stopniu kształtuje naszą praktykę i kulturę prawną. Wymienić tu należy choćby parę zasad. Np. zasadę otwartości (transparentności), która wymaga podania motywów nie tylko wyroków sądowych czy decyzji administracyjnych (konieczność uzasadnień), ale także przejrzystości działań organów, gwarantuje dostęp do dokumentów publicznych, umożliwia efektywną kontrolę osób piastujących urząd, nie dopuszcza do przejęcia faktycznej władzy przez nieformalne grupy (agency capture) itd. Z kolei zasada solidarności oznacza, że samorząd zawodowy zasadza się na więzi i wzajemnej pomocy między jego członkami. Zasada solidarności zawiera wewnętrzny nakaz redystrybucji. Członkowie samorządu płacą składki i mają prawo liczyć na pomoc swoich organów oraz tych, których wybrali. Powinni zatem spodziewać się obrony swych interesów, troski swych przedstawicieli o stanowienie dobrego prawa, pomocy prawnej i innej. Sam samorząd winna cechować wspólnota prawa. Uchwały rad poszczególnych izb nie powinny różnić się istotnie między sobą, a raczej opierać się na zasadzie lojalnej współpracy. To są tylko przykłady płynące z zasad unijnych i słusznych wyobrażeń ponowoczesnej kultury publicznej.
    Poszanowanie tych zasad w dobrze funkcjonującym samorządzie idzie w parze z pracą organiczną przedstawicieli. Nie można oczywiście zapomnieć o celach kardynalnych dla polskich aptekarzy. Wybór czasu, formy i kolejności konkretnych działań zawsze będzie miał tu decydujące znaczenie.
    Czy jest możliwe np. przywrócenie tożsamości aptekarz- właściciel apteki, jako najbardziej optymalnej formy jej prowadzenia? Nie wiem. „Trzeba wiary” zapewnia Słowacki. Jego Kordjan woła: „Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba…” Nigdy nie powinien opuszczać optymizm. Czasami w beznadziejnej wydawałoby się sytuacji nieoczekiwany zbieg okoliczności przynosi radykalną zmianę. Jak w tej przypowieści o Janku, co psom szył buty. Przypadek  odmienił jego los, co nie mieściło się nawet w najśmielszych marzeniach…
 
Edward Jędrzejewski 
 
Fot. SSilver – Fotolia.com
 

Podobne wpisy