O szybie
Jednak zadanie to okazało się nad wyraz trudne. Perspektywa odpoczynku w moim przypadku jest nieco odległa, bo w kalendarzu kartka jest zapisana dopiero na wrzesień. W pracy dużo obowiązków, a i pacjenci zabierają paradoskalnie więcej energii niż w sezonie. Brakuje chwili oddechu, a więc ciężko poukładać myśli w głowie.
Podzieliłam się swoim problemem z Szymonem – młodym chłopakiem pracującym w telemarketingu w jednej z hurtowni farmaceutycznych, z którą współpracujemy. Szybko kontakt czysto zawodowy nabrał nieco koleżeńskich barw, dlatego po jednym z dokonanych zamówień pożaliłam się, że mam dylemat, o czym tym razem napisać. A Szymon rzucił od razu jedno krótkie hasło: „o szybie!“ Pomyślałam – dlaczego nie.
W poprzednim artykule wspominałam, że szyba odchodzi do przysłowiowego lamusa. Modne stają się apteki bez niej, dzięki czemu farmaceuta jest „na wyciągnięcie ręki“. To częsty zabieg stosowany przez pracodawców, aby przyciągnąć klientów. Ja, hołdując tradycji, wolę jednak stary styl. Nie tylko ze względów bezpieczeństwa czy dbania o własne zdrowie, ale takie wyposażenie przywołuje na myśl starodawne apteki. Po prostu ma to swój klimat. Osoby z mojego otoczenia wiedzą, że miewam staroświeckie podejście do wielu tematów, ale koledzy z branży mogą stwierdzić, że przesadzam. Jednak od tamtej rozmowy z Szymonem zaczęłam się głębiej zastanawiać nad tym zagadnieniem. Czy faktycznie brak tej szklanej „przeszkody” ułatwi relację na linii pacjent – aptekarz?
W jednym z tekstów, które ostatnio wpadły mi w ręce przeczytałam dość trafne stwierdzenie: „Zewsząd dociera do nas mnóstwo bodźców, które przytępiają naszą uważność na drugiego człowieka […]”. Czytając te słowa wyobraziłam sobie jedną sytuację, która niestety powtarza się dosyć często. Zobaczyłam pacjenta, który rozmawia przez telefon, jednocześnie próbując rozmawiać ze mną. W takim przypadku trudno jednak o uważne słuchanie i zrozumienie, dlatego też niektóre kwestie musiałam powtarzać wielokrotnie. Czy taka konwersacja miała sens? Dla mnie była bezproduktywna. Nie można mówić o dialogu, ale jedynie o niepotrzebnym traceniu energii przeze mnie. Od tamtego dnia staram się nie uczestniczyć więcej w tego typu sytuacjach.
My, farmaceuci często też postępujemy podobnie, starając się załatwić kilka spraw jednocześnie. Sama jestem tego idealnym przykładem, tłumacząc się bardzo dobrą podzielnością uwagi. Chwila refleksji pojawiła się jednak ostatnio, kiedy usłyszałam dosyć dobitnie od swojego znajomego – „proszę skupić uwagę na jednej rzeczy„. To słowa kogoś, kto trafnie mnie „diagnozuje”, więc wzięłam je sobie do serca. Moim kolegom radzę podobnie.
W dalszym fragmencie wspomnianego wyżej artykułu czytamy, że „[…] dodatkowo używamy narzędzi, które ograniczają wzajemny kontakt„. Po ich lekturze maluje się jeszcze inny obraz. Sytuacja, kiedy farmaceuta usiłuje przekazać całą swoją wiedzę, chcąc tym samym zadowolić pacjenta. Jednak jak wynika z wielu moich obserwacji, najczęściej przynosi to więcej szkody niż pożytku, w myśl, że „im więcej używamy słów, tym mniejsza staje się ich waga„.
Jak się okazuje, pacjent w większości oczekuje konkretnej i zwykle zwięzłej informacji. To powoduje kolejne „zgrzyty“. Najważniejsze jest więc dostosowanie się do potrzeb pacjenta. Często nie są one wygórowane, więc czy warto nadmiernie się wysilać? Myślę, że osoby z większym doświadczeniem w zawodzie mogą zadać sobie szereg jeszcze innych pytań. Uważam, że warto, choćby dla własnej higieny pracy. Mi to pomogło.
Rozmyślając o relacjach z pacjentami nasunęło mi się jeszcze jedno zagadnienie. Właściwie ma ono szerszy wydźwięk, bo zdaje się powinniśmy pamiętać o tym każdego dnia, zarówno w pracy, jak i w życiu osobistym. Nie tylko wśród rodziny, znajomych i przyjaciół, ale także wśród obcych. Nie potrafię ująć tego sama, posilę się więc słowami Jerzego Maksymiuka, który w jednym ze swoich felietonów napisał: „Dobrze być sobą, bo na pewno sztuczność nie sprawdza się nie tylko na scenie. I dobrze jest wyróżniać się pozytywnie„.
Miał to być przyjemny tekst, a znów zmusza do przemyśleń. W moim przypadku były one tak głębokie, że nie pozwoliły „spisać się” we Wrocławiu. Musiałam uciec więc, wyrwać z tego pędu, który dopadł mnie ostatnio i trzymał każdego dnia. Potrzebowałam wyciszenia i oczyszczenia głowy tak, aby móc się skupić i napisać dla Was. Udało mi się to dopiero tutaj, na plaży w moim ukochanym Gdańsku. A Wam? Udanego wakacyjnego wypoczynku!
mgr farm. Anna Rogalska
