|

12.2013 – „Satysfakcjonująco, dobrze, doskonale…”

grudzień 2013, nr 88/66 online
 
– Pani Magdo, zbliża się kolejny Nowy Rok. Kiedy zapytałam samą siebie, wokół jakich tematów skupiają się rozmowy w tym przełomowym czasie, to stwierdziłam, że najczęściej pytamy zarówno o plany na przyszłość, jak i o poziom satysfakcji z realizacji tych zamierzeń, które były w sferze planowania rok wcześniej. Zadajemy sobie pytania o to, co wspierało i co było przeszkodą w realizacji tych planów. W noworocznych życzeniach i noworocznych refleksjach królują zamierzenia, marzenia, osiągnięte lub wytyczone cele.
– Tak, to rzeczywiście chyba najczęściej używane sformułowania. Zastanawiam się, dokąd tym razem zaprowadzi nas przyglądanie się tym mocno zakorzenionym w naszym języku i kulturze zwrotom? Czy nasza rozmowa skoncentruje się wokół przeżywania pomyślności, a więc czy pojawi się pytanie o nadawanie znaczenia każdemu, nawet najmniejszemu zrealizowanemu zamierzeniu, wyodrębnionemu z dużych, lecz nie zrealizowanych planów? Czy też może zatrzymamy uwagę czytelnika na źródłach niepowodzeń? A może wyłoni się nam zagadnienie konsekwencji – w jej idealnym i realnym wymiarze?
– Pani Magdo, bardzo mi blisko do zagadnienia nadawania znaczeń osobistym (choćby najmniejszym) doświadczeniom. Zdolność do nadawania znaczeń i interpretowania zjawisk wykracza bowiem daleko poza obszar logicznego rozumowania. I choć w sensie naukowym jest jeszcze ubogo opisana, to poznanie intuicyjne nie pozwala wątpić, że zdolność, o której mówimy, nie wynika jedynie z zasobów intelektualnych. Można nawet powiedzieć, że rozum jest „na usługach”.
– Na „usługach” czego?
– Na pewno jego wykorzystanie jest związane z historią, doświadczeniem konkretnej osoby, wychowaniem, systemem jej wartości, potrzebami i najogólniej biorąc przekonaniami. Jakość naszego codziennego życia, zadowolenie z realizacji choćby najmniejszego z elementów dużych zamierzeń jest właśnie następstwem tej jednej z najbardziej wyjątkowych zdolności człowieka – zdolności do nadawania znaczeń i interpretowania otaczającego osobę świata. Pomimo tego, że zdolność ta jest obarczona ryzykiem upraszczania, zawężania, niedointerpretowania, nadinterpretowania czyli najogólniej mówiąc subiektywizmem, to jest nie do przecenienia. Oczywiście jej wykorzystywanie niesie z sobą także bardzo dużą odpowiedzialność. Rzecz jest o tyle złożona, że odpowiednie nadawanie znaczeń nie jest wyłącznie spontanicznym sposobem reagowania. Domaga się ono pogłębionego i krytycznego patrzenia na siebie w perspektywie szerszej niż tylko własna.
– Wciąż nie mam jasności co do tego, na czym polega nadawanie znaczeń. Co znaczy „nadać znaczenie?”
– Nadanie znaczenia domaga się zadania pytania „Co to znaczy”, jakościowo odmiennego od pytania „Co to jest?”. Pytanie o znaczenie wymusza nie opis, a interpretację, co jest działaniem szerszym i bardziej znaczącym. Nadanie znaczenia zawsze ma wymiar osobisty, bo nadając znaczenie, odpowiadamy sobie na pytanie „Co to dla mnie oznacza”, „Jak ja będę to realizować”. Jeżeli pytam się na przykład o to, co znaczy „bycie dobrym farmaceutą”, to pytam de facto o to „na jakiej drodze będzie się to realizowało” , „w czym ja będę tę drogę urzeczywistniał”. Podany przykład odnosi się do pełnienia roli społecznej. W odniesieniu do konkretnego zdarzenia, zarówno zamierzonego, jak i całkowicie przypadkowego, nadanie znaczenia oznacza zinterpretowanie go, odpowiedź na pytanie o walor, wartość, treść, swoiste przesłanie.
– Czy nadawanie znaczeń odnosi się także do osobistych dokonań?
– Oczywiście, i przy tym bardzo dobrze się wpisuje w wymienione w tytule poziomy satysfakcjonująco, dobrze i doskonale. To konkretna osoba (farmaceuta, nauczyciel, lekarz, gospodyni domowa czy ktokolwiek inny) w oparciu o swoją wyjątkowość nadaje znaczenie własnemu zrealizowanemu postanowieniu, zamierzeniu lub jednostkowemu zdarzeniu. Rozmawiałam niedawno z zaprzyjaźnioną Panią farmaceutką, która ze zdumieniem, ale i z rozczarowaniem opisała następujące zdarzenie: w jakiejś sytuacji towarzyskiej poznała nową osobę. W trakcie spotkania została z nią sama w pokoju i prowadziła w jej poczuciu interesującą rozmowę – o wartościach, planach, rozwoju. Po jakimś czasie do pokoju wróciła gospodyni spotkania i wyraziła przekonanie, że na pewno wspólnie spędzony czas (dla Pani farmaceutki i nowego znajomego) był ciekawy. Zanim moja znajoma zdążyła się do tego odnieść, wypowiedział się partner rozmowy „E, taka tam gadka szmatka”. Nawet na takim małym elemencie rzeczywistości widać, jak mocno w nas samych tkwi źródło nadawania znaczeń. Ten sam fakt, a jak różnie zinterpretowany. Jak widać, osobisty wymiar znaczenia zaznacza się i w tym, że to samo zdarzenie może mieć różne znaczenie dla różnych osób.
– Zawarte w tytule stopniowanie satysfakcjonująco, dobrze, doskonale odnosi się do oceny planów i ich realizacji. Jeżeli jakieś zdarzenie opiszemy jako ważne, to pojawia się aspekt jego realizacji. Czy nadanie znaczenia implikuje determinację w dążeniu do celu?
– Subiektywna ocena ważności wpisuje się w przypisywanie znaczenia. Czy wymusza determinację w dążeniu do celu? Można pomyśleć, że walor atrakcyjności uruchamia działania sprawne i szybkie. Niestety, „konsekwencja w działaniu”, bo do niej chciałabym się teraz odnieść, nie jest przymiotem danym raz na zawsze, a takim, który trzeba stale rozwijać.
– Jak rozumiem – świadomie dyscyplinować się i w perspektywie wykonania konkretnego działania, i w perspektywie rozwijania postawy rzetelności, skoncentrowania na celu, umiejętności kończenia danego etapu.
 
– Tak. Często, kiedy pytamy się o przeszkody i szanse w realizacji planów pojawia się pokusa dychotomicznego podziału. Wspiera nas to, co w nas wartościowe, przeszkadzają nam czynniki zewnętrzne. Zawsze muszę reflektować w sobie takie przekonanie, ale jest ono bardzo kuszące – źródło sukcesu tkwi w nas samych, źródło porażki – w okolicznościach zewnętrznych. Tymczasem obserwacja pokazuje, że odniesienie się do własnych zasobów i analizowanie ich wpływu na efekt końcowy, zarówno w kontekście porażki, jak i sukcesu, podnosi zdecydowanie poczucie spełnienia i pomyślności.
 
– Akcent na czerpane z osobistych źródeł wybrzmiewa absolutnie ponadczasowo. Przypomniał mi się starobiblijny tekst: „Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości”.
 
 – Zdanie rzeczywiście otwiera szeroką perspektywę refleksji, ale na potrzeby naszej dzisiejsze rozmowy chcę ją zawęzić do refleksji nad konsekwencją w działaniu. Wydaje się, że dojście na drodze realizacji planów do poziomu „doskonale” wymaga żelaznej konsekwencji. Często zresztą jej niedostatek jest uznawany za głównego winowajcę braku osiągnięć. Czym więc jest owa konsekwencja?
 
 – Konsekwencja na pewno nie polega na ślepym, bezmyślnym dążeniu do celu. Dla mnie jest raczej zapatrzeniem w cel, ale ze zgodą na analizowanie tego, czy moje działanie jest skuteczne. Cel jest niezmienny, ale sposoby jego osiągania, nie tylko mogą, ale i powinny się zmieniać. W upartym trwaniu przy raz wypracowanych sposobach osiągania celu dostrzegam na przykład lekceważenie własnego organizmu. Tak, jakbyśmy nie dostrzegali, że wykonywanie podobnych czynności przez dłuższy czas w ten sam sposób zabija radość z samego działania i „uciechę” na myśl o upragnionym celu. To, czym jest konsekwencja w działaniu, wyraźnie zaznacza się (na zasadzie opozycji) w badaniach nad zjawiskiem prokrastynacji [1], czyli „tendencji do odkładnia na później” ważnych zadań.
 
– Ciekawe, Pani Magdo na ile odkładanie „na później” jest tendencją powszechną?
– Z badan profesora Josepha Ferrari wynika, że ok. 20% Amerykanów chronicznie odkłada na później wykonanie ważnych zadań i podejmuje zamienne (i nieistotne z punktu widzenia realizacji tego działania) czynności. Chroniczni „odkładacze” zwlekają nawet z realizacją zazwyczaj tak dyscyplinującej powinności jak złożenie w terminie rocznego zeznania podatkowego. Bardzo ciekawie brzmi charakterystyka osób z mocnymi tendencjami do prokrastynacji. W badaniach udało się uchwycić pewne zależności na przykład pomiędzy takimi tendencjami jak ADHD lub zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi.
 
– W perspektywie naszej rozmowy jestem ciekawa, jakie cechy sprzyjają punktualnej (a w szerokiej perspektywie konsekwentnej) realizacji zadań?
– Przyznam się, że zestaw pożądanych cech nie był dla mnie zaskoczeniem, gdyż to często, w kontekście różnych analiz, wymieniane atrybuty. Osoby „niezwlekające” koncentrują się na zadaniu, mają silną tożsamość osobistą oraz przywiązują mniejszą wagę do „uznania społecznego”. [2] Spostrzegane są jako osoby, które po prostu mają zaufanie zarówno do swoich sił, umiejętności, jak i impulsów, które podpowiadają im, co w danej chwili mają robić. Natomiast wśród powodów zwlekania wymieniane są: lęk przed porażką, niska samoocena i brak poczucia własnej wartości, niska samoregulacja i podatność na czynniki rozpraszające, a także, co nie powinno być zaskakujące, perfekcjonizm. Odwlekanie na później może być też sposobem regulowania nastroju.
– Zastanawiam się, czy i na ile wyniki opisywanych badań mogą być pomocne we wskazaniu sposobów na konsekwentne realizowanie wytyczonych celów?
– Oczywiście, że mogą, choć znów odwołamy się do zasady negatywu i pozytywu, bo zasady, które chcę przedstawić odwołują się nie tyle do wzmacniania konsekwencji w działaniu, co do wygaszania chęci zwlekania.  Zasady te zostały opisane skrótem 6xP. P jak przerwij (…myśl o zwlekaniu), P jak powstrzymaj (…już być może rozpoczęte działania zamienne), P jak przyjrzyj się (wizualizacja tego, co dzieje się, gdy zaczynamy zwlekać). Wreszcie P jak przyłap (…umysł na jego „sztuczkach” – czyli zdemaskuj to, w jaki sposób twój umysł zaczyna zwlekać lub później usprawiedliwiać zwlekanie), P jak planuj i popatrz (…na efekty) swoich dotychczasowych działań [3]. Ten ostatni element wzmacnia naszą motywację do niepoddawania się zwlekaniu. Pozwala nam dostrzec, że jesteśmy skuteczni i że udaje nam się osiągnąć cel.
 
– Intrygujące jest  bogactwo powodów, dla których zwlekamy.
 
– Tak, ten wachlarz pokazuje, że w przypadku różnych osób zwlekanie może wynikać z zupełnie innych powodów. I znowu – na zasadzie przeciwieństwa – pokazuje, jak praca w obszarze własnego rozwoju może wzmocnić nas w działaniach konsekwentnych. Zdyscyplinowanie lęku przed porażką może zostać ułatwione przez „oswojenie” porażki, wpisanie jej w element każdego działania. Popularne „nie myli się tylko ten, kto nic nie robi” pokazuje, że porażka wpisana jest w aktywność i ze nie ma osób, które by jej nie doświadczyły. Dalej – praca nad adekwatną samooceną zawsze przynosi dobre efekty. Może warto podkreślić, że wykonanie działania – na zasadzie sprzężenia zwrotnego – wpływa na nasze poczucie mocy i sprawstwa, a przez to kształtuje dobrą samoocenę. Ograniczenie podatności na czynniki rozpraszające to rzecz, od której możemy zacząć. Jest czytelna (np. uporządkowanie biurka, w miarę łatwo to zorganizować). Może tylko warto podkreślić, że bardzo często niesłusznie bagatelizujemy niekorzystny wpływ „odrywania się” od pracy przed jej zakończeniem. Tymczasem powrót do stopnia skoncentrowania na zadaniu i poziomu twórczego myślenia (np. podczas pisania artykułu) po przerwie, wymuszonej na przykład odebraniem maila, trwa nawet do kilkunastu minut.
 
– Jak widać, w konsekwentnym dążeniu do zakończenia działania przeszkodą może być, co brzmi paradoksalnie, perfekcjonizm. Perfekcjonista ma poczucie że coś może być jeszcze doskonalsze i nie tylko nie jest w pełni zadowolony z efektów swojej pracy, ale i próbuje ciągle je zmieniać. Perfekcjoniści są na przykład odsuwani do finalizowania dużych projektów, bo już na finiszu gotowi byliby wprowadzać zmiany. O perfekcjonizmie warto mówić w perspektywie nie tylko realizowania krótkofalowych działań, ale i opracowywania działań długoterminowych. Perfekcjonista może mieć kłopot na przykład z planowaniem swojej kariery zawodowej, bo ciągle odnosi się do wymarzonych (idealnych), a nie realnych, rzeczywistych rezultatów. A wracając do zasady 6xP. Mam pokusę (po zapoznaniu się z nią) wprowadzenia jakiejś zasady, reguły opisującej doświadczenie pomyślności w aspekcie zamykania zadań, finalizowania planów i nadawania znaczeń temu, co już za nami. Może 4xN.

N …jak nie bagatelizuj żadnego z Twoich osiągnięć, bo choćby najmniejsze zawsze jest osiągnięciem. N… jak nie wyrażaj zgody, aby ktoś inny poza Tobą nadawał znaczenie wydarzeniom na drodze Twojej życia. N… jak nie zaniedbuj własnego rozwoju, bo docenienie tego, kim się jest i co się osiągnęło wymaga pogłębionej refleksji. N… jak naucz się świętować, cieszyć się tym, czego dokonujesz bo… „Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości”. [4]

Ewa Sitko
Magdalena Bucior

[1] Badania Profesora Josepha Ferrari, w : „O odkładaniu na ostatnią chwilę”, Psychologia w szkole, nr 4(40)/2013
[2] Badania Profesora Josepha Ferrari, w „O odkładaniu na ostatnią chwilę”, Psychologia w szkole, nr 4(40)/2013
[3] „Zwlekaniu mówimy 6XP”, w „O odkładaniu na ostatnią chwilę”, Psychologia w szkole, nr 4(40)/2013
[4] Księga Przysłów 17,22

 
Fot. Fotolia.pl
 

Podobne wpisy