wrzesień 2014, nr 97/75 online
(Ewa Sitko) Pani Magdo, w ubiegłą niedzielę wybrałam się na zamykającą moje wakacyjne wędrowanie wycieczkę. Piękna pogoda, cel wędrówki i schronisko – łatwo dostępne. Dużo ludzi na szlaku. Wszyscy w drodze. W powszechnej świadomości życie, zarówno w trochę sztucznie zawężonych jego wymiarach: zawodowym, prywatnym, w określonych rolach: rodzica, pracownika, męża lub żony, pracodawcy, pracownika, jak i w najszerszym rozumieniu: niepowtarzalnego doświadczenia istnienia (choć nie zawsze uświadomionego) opisuje się często metaforą drogi. Dziś, w pierwszych dniach jesieni chciałabym, abyśmy odświeżyły tę metaforę i zastanowiły się, czy w realiach dorosłości może być czymś więcej niż utrwalonym szkolnym schematem. Co daje mi, bądź w czym może ograniczać mnie przeżywanie życia jako drogi?
(Magdalena Bucior) Dla mnie metafora życia jako drogi jest piękna, niezwykle obrazowa, a co więcej – prawdziwa. Ta metafora może opisywać bardzo wiele aspektów funkcjonowania i nasza rozmowa siłą rzeczy nie może ich wszystkich dotyczyć. Przyjrzyjmy się tylko wybranym zagadnieniom. Ja jako psycholog chcę zwrócić uwagę najpierw na drogę rozwojową. W psychologii wyróżnia się obecnie jej osiem etapów, wyraźnie akcentując aktywność i żywotność człowieka aż do późnych lat życia. Rozpoczynamy wiekiem niemowlęcym (coraz częściej jednak zwraca się uwagę na rolę okresu prenatalnego), kończąc wczesną, środkową, a wreszcie późną dorosłością. Założenie o podziale życia na etapy nie jest tylko i wyłącznie zabiegiem statystycznym. Przyjmuje się, że w każdym kolejnym okresie życia człowiek realizuje inne zadania rozwojowe. Podział biegu życia ludzkiego na etapy pozwala nam łatwiej te zadania opisać, ale także dostrzec, co bardzo istotne – zależności pomiędzy jakością poszczególnych etapów. Powszechnie mówi się o roli doświadczeń dzieciństwa. Warto jednak podkreślić zależność pomiędzy wszystkimi etapami, na przykład wczesna dorosłość tworzy podwaliny całego naszego osobistego i zawodowego funkcjonowania i tym samym wpływa na realizowanie kolejnych etapów dorosłości. Metafora drogi uzmysławia nam te zależności, bo przecież każdy etap na przykład górskiego wędrowania wpływa na etapy kolejne – nie tylko poprzez zwrot w stronę danego celu, ale także tworzenie bądź naruszanie rezerwuaru sił i nabywanie umiejętności, które na kolejnym odcinku mogą być pomocne.
(E) Świadomość następowania po sobie kolejnych etapów i znaczenie etapów poprzedzających. Kiedy więc myślę o metaforze życia jako drogi, myślę i o finiszu i o zachwycie drogą jako taką. Wielokrotnie już rozmawiałyśmy o znaczeniu jasno sprecyzowanego, konkretnego, realnego celu. I wielokrotnie rozmawiałyśmy także o uważności, która pozwala nam na cieszenie się codziennością, pięknem chwili. Teraz więc tytułem przypomnienia – pokreślenie tego, jak ważna jest równowaga między ukierunkowaniem na cel, a oglądem codzienności. Realizując jakieś postanowienie nie tracę kontaktu z teraźniejszością, nie zaprzedaję się kolejnym wyzwaniom bez reszty, ale potrafię czerpać radość z pobocznych aktywności. Przynosi mi radość zarówno cel, jak i sama wędrówka.
Metafora życia jako drogi, ciągłego „dziania się” zwraca uwagę na rolę doświadczenia. To nie tylko zaakceptowanie faktu, że jestem w polu jakichś wydarzeń, ale także szeroko rozumianego uczenia się przez całe życie. Na pierwszym miejscu pojawia się gdzieś zasłyszane zdanie: Życie jest drogą, w której powinno człowiekowi towarzyszyć nieustanne pragnienie rozszerzania świadomości – zaangażowanie w proces uczenia się.
(M) Jeżeli, Pani Ewo, mam uznać, że celem życiowych dróg jest „rozszerzenie świadomości” (odnosząc się do użytego przez Panią sformułowania), to koniecznym wydaje się ustalenie, czym jest „życie świadome”?
(E) Ja, Pani Magdo rozumiem je jako wewnętrzną gotowość do rozróżniania między faktami, interpretacjami a emocjami.
(M) Jak rozumiem człowiek w drodze poprzez owych osiem wymienionych etapów rozwojowych ustawicznie (świadomie lub nie) doświadcza konsekwencji tego rozróżniania?
(E) Tak, powiem wyraźniej (myśląc o czytelnikach naszych rozmów), że farmaceuta w drodze ku świadomemu życiu doświadcza codziennie następstw tego rozgraniczenia lub jego braku. Aptekarz wędruje drogą, na której są zawodowe i osobiste kamienie milowe. Idzie poprzez trudną i wymagającą rekrutację na studia, następnie wiele zaliczeń i egzaminów, aby po obronie pracy magisterskiej odbyć staż. To przechodzenie „poprzez” stawiane na drodze wymagania jest przestrzenią do rozszerzania własnej świadomości. Pełny ogląd rzeczywistości – dostrzeganie faktów – wymaga aktywnej poznawczej postawy. Świadomy adept zadaje sobie pytania, czy podejmowane przez niego działania doprowadzą go do zamierzonego celu? Przechodzenie „poprzez” to również wyzwania, jakie stanowi wchodzenie w środowisko pracy. W tym aspekcie środowisko farmaceutów nie stanowi żadnego wyjątku. W każdym zakładzie pracy wśród pracowników rodzą się i trwają interakcje, które nacechowane stałością mogą być źródłem wsparcia lub mogą generować stres. Bycie „w drodze”, trwanie „w rozwoju” zakłada adekwatne opisanie swojej pozycji i wewnętrzne ustosunkowywanie się do tego, co dostrzegamy. Myślę o farmaceucie zaczynającym pracę w nowym dla niego miejscu. Jeżeli jest to mała apteka i jest on jej jedynym pracownikiem, to jego środowisko będą tworzyć pacjenci oraz właściciel apteki. Jeżeli apteka jest duża, to tych interakcji będzie dużo więcej. Umiejętność samodzielnego, zdystansowanego nazywania faktów: z kim pracuję, jaki wpływ na funkcjonowanie tej osoby mają inni, na ile jestem odporny na uznawanie cudzych poglądów za własne, wydaje się priorytetowe na drodze „przechodzenia przez”. Wędrujemy indywidualnie, ale przecież nie sami. Osoby, które towarzyszą nam w drodze mają znaczący wpływ, tak na jej indywidualny jak i grupowy przebieg. Przyglądanie się świadome pozwala na zrozumienie rzeczywistości i nazwanie rządzących nią prawidłowości.
(M) W proces rozszerzania świadomości wpisujemy zarówno nabywanie umiejętności i reflektowanie zdarzeń oraz stanów – poszerzanie wiedzy o swoich emocjach, motywacjach, ograniczeniach i mocnych stronach. Dostrzeganie zależności świata społecznego, urealnianie oczekiwań wobec innych. Życie świadome to nie tylko docenienie bogactwa życia, ale umiejętne odczytywanie naszego do niego ustosunkowania.
(E) To ustosunkowanie przebiega (odnosząc się do tytułu naszej rozmowy) poprzez postawione przed nim wyzwania, chodzenia równoległego – wzdłuż ustalonych ram i reguł, ale również, czasami z potrzeby (czasami konieczności) chodzenia pod prąd – w poprzek praktykowanemu porządkowi. Do wędrowania poprzez już się odniosłam wyżej. Życiowe wędrowanie wzdłuż jest czerpaniem z bogactwa otaczającej rzeczywistości i jest równocześnie przygotowaniem do poruszania się w życiu w poprzek, do podejmowania czasami nawet nonkonformistycznych decyzji.
(M) Czerpiemy, aby wzbogacić dwa obszary rozwoju: wewnętrzny i zewnętrzny. Warto przyjrzeć się, jak wzrost świadomości zmienia zaakcentowanie każdego z tych kontekstów. Im człowiek jest młodszy, tym bardziej podlega bezpośrednim oddziaływaniom środowiska, w którym żyje (a więc zewnętrznego kontekstu rozwoju), im starszy – tym większą dysponuje mocą zmiany tego środowiska. Coraz większego znaczenia nabiera to, co w przebiegu rozwoju człowieka nazywa się kontekstem wewnętrznym – a więc kompetencje, zapotrzebowanie na określony rodzaj bodźców i wreszcie oczekiwania wobec samego siebie i wobec otoczenia [1]. Rozbudowanie kontekstu wewnętrznego daje odwagę do zachowań w poprzek – na przykład obrony własnego zdania, priorytetów, wyborów.
Rozbudowanie kontekstu wewnętrznego oznacza także zdobycie cennej wiedzy o sobie, na przykład rozpoznania obszarów wpływu. Muszę przyznać Pani Ewo, że im dłuższa staje się moja życiowa droga, tym częściej na przykład rozeznaję w sobie sfery, którymi mogę i powinnam się zajmować i te, na które – choćbym nawet bardzo chciała – nie mam wpływu. Z jednej strony – pozostaję w stałej aktywności – bo to, na co mamy wpływ, jest bardzo szerokie, z drugiej – odbarczam się z rzeczy, które w żaden sposób do mnie nie należą.
(E) W jaki sposób opisałybyśmy więc świadomego farmaceutę? W moim przekonaniu to osoba, która w miarę rozwoju pozyskuje szerszy zakres oddziaływania na otoczenie oraz może to robić z większą siłą. Inaczej mówiąc, potrafi modyfikować lub nawet radykalnie zmieniać swoje otoczenie, „dostosowywać do swoich planów i zamierzeń”. [1] Życie świadome oznaczałoby w tym kontekście rozeznawanie faktów, interpretacji, emocji i motywacji w kontekście projektowania otoczenia zgodnie ze swoimi zamierzeniami. Przywołuję w pamięci rozmowę z młodą panią farmaceutką, która podjęła po studiach staż w rodzinnej aptece. Po kilku latach postanowiła stanąć w poprzek rodzinnej tradycji i w innym miejscu (emigracja) szukać dla siebie przyszłości. Twierdziła, że jej plany i zamierzenia nie korespondują ze spojrzeniem jej rodziców. Chce dla siebie czegoś innego. Jej decyzja była zupełnie niezrozumiała dla rodziców i budziła ich sprzeciw.
(M) Dopóty droga życia przebiega według ustalonej i „przedeptanej” marszruty, to w ocenie środowiska jest bezpieczna (co nie znaczy, że łatwa). Jest przewidywalna. Można więc przygotować się na pojawiające się na tej drodze trudności. Wiadomo, jakie egzaminy trzeba zdać, aby otrzymać tytuł magistra farmacji, wiadomo, jak długo będzie trwał staż, można się nawet przygotować do efektywnej współpracy z innymi, nauczyć zasad komunikacji interpersonalnej, zasad regulujących rentowność apteki czy innych istotnych mechanizmów. Jeśli jednak podejmujemy postanowienie związane z przekraczaniem utartych schematów, to sprawa jest o wiele trudniejsza.
(E) Myślę, że droga zawodowa współczesnego farmaceuty jest o wiele częściej niż w przeszłości drogą w poprzek. Zmieniający się rynek aptek, zmieniający się wizerunek pacjenta, następstwa wolnego rynku, brak jasnych regulacji prawnych i wiele jeszcze innych zmiennych wpływają na podejmowanie wyzwań, które jeszcze nie tak dawno nie stały na drodze aptekarzy.
(M) Zastanawiam się co jest potrzebne każdemu człowiekowi przemierzającemu szlak życia (niezależnie od jego etapu) i myślę, że tę potrzebę najlepiej wyrazi myśl Winstona Churchilla „Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj”.
Ewa Sitko
Magdalena Bucior
[1] Red. Anna Izabela Brzezińska „Psychologiczne portrety człowieka. Praktyczna psychologia rozwojowa” Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005
Fot. Fotolia.com