09.2010 – „Nierozdzielność ciała i umysłu, czyli rzecz o holistycznym ujęciu choroby i leczenia.”
Obserwując rozwój medycyny i farmakologii bez wahania można stwierdzić, że następuje on bardzo dynamicznie. Na rynku aptecznym pojawiają się ciągle nowe leki, o coraz szerszym spektrum działania. Rodzi się pokusa, aby całą uwagę w procesie leczenia i zdrowienia skupić na właściwym dla choroby doborze leku. Takie klinicystyczne podejście może skutkować tym, że stracimy umiejętność rozumienia człowieka w kontekście szerszym niż narzucony przez fakt, iż znajduje się on w roli pacjenta. Rola psychologicznych czynników, wpływających na relacje między pacjentem a lekarzem, farmaceutą i innym osobami, które stanowią personel medyczny, jest więc nie do przecenienia. Holistyczne spojrzenie niesie ze sobą wiedzę o tym, że nie tylko farmakoterapia, ale i emocje oraz motywacje pacjenta decydują o sukcesie leczenia. Osoba dobrze nastawiona do procesu terapii, zmotywowana, z jednej strony świadoma problemu, z drugiej – pełna wiary, że wyzdrowieje – to osoba, której szanse na wyleczenie są rzeczywiście wyższe.
Farmaceuta jest tym specjalistą, który swoją postawą może wspierać nie tylko zdrowienie ciała, ale i duszy.
Unikanie zbyt trudnych określeń, nasilających niepokój pacjenta.
Farmaceuta jest często pierwszym specjalistą, któremu pacjent może zadać szczegółowe pytania, dotyczące danego lekarstwa. Nie zmniejszymy jego niepokoju, jeżeli udzielone przez nas wyjaśnienie będzie opierało się na specjalistycznym, często niezrozumiałym dla pacjenta słownictwie. Przystępna, czytelna informacja jest często pierwszą z tych, które dając konkretną wiedzę, zmniejszają niepokój i tym samym budują dobrą motywację do kontynuowania leczenia.
gotowości do przyjęcia określonego rodzaju wiedzy.
To pacjent, bezpośrednio lub nie wprost, przekazuje nam informację o tym, na jakiego rodzaju wiedzę jest przygotowany. Uszanujmy tę gotowość. W jej odczytaniu pomocna będzie analiza sygnałów pozasłownych i werbalnych przekazywanych przez pacjenta. Spójrzmy na przykładowe charakterystyki pacjentów w kontekście ich gotowości na wspieranie.
dorosłość i odpowiedzialność pacjenta.
W psychologii od dawna funkcjonuje pojęcie sprawstwa. To pojęcie, które opisuje nasze przekonanie lub brak takiego przekonania o tym, że mamy wpływ na to, co się w naszym życiu wydarza. Osoby z wysokim poczuciem sprawstwa biorą odpowiedzialność za to, co im się wydarza i są przekonani, że mają na to wpływ. Osoby z niskim poczuciem sprawstwa mają przekonanie, że to, co się dzieje, nie zależy od nich, że zależy od innych osób, czynników zewnętrznych lub jest wynikiem zbiegów okoliczności oraz „złośliwych uśmiechów losu”.
Farmaceuta może wzmacniać u pacjenta poczucie sprawstwa. Podjęcie farmakoterapii jest przecież często pierwszym, konkretnym działaniem, które buduje przekonanie „wreszcie coś z moim problemem robię”. Pacjent, zgłaszając się do lekarza i farmaceuty, podejmuje odpowiedzialność za proces leczenia oraz niejako zobowiązuje się do kontroli nad nim.
W rozmowie z pacjentem farmaceuta może to poczucie kontroli wzmocnić – nie tylko poprzez udzielenie mu dodatkowych informacji, ale także takie budowanie komunikatów, które budują dorosłość i odpowiedzialność – unikanie infantylizowania pacjenta i sytuowania odpowiedzialności za proces farmakoterapii niejako poza nim.
W budowaniu tego komfortu warto wykorzystać swoją wiedzę o komunikacji pozawerbalnej. Zrównoważony kontakt wzrokowy, postawa ciała, która wyraża spokój i kontrolę oraz spokojny, choć zdecydowany ton głosu to te elementy zachowań pozasłownych, które tworzą wizerunek profesjonalisty i osoby działającej w dobrej wierze.
Warto pamiętać o mechanizmach spostrzegania i oceny, które determinują spostrzeganie pacjenta oraz to, w jaki sposób pacjent… nas spostrzega.
Efekt Galatei – danej osobie przypisujemy pozytywną opinię, wskutek czego jej kolejne działania i formułowane przez nią opinie są oceniane pozytywnie.
Umiejętność holistycznego odczytywania zachowań pacjenta możemy rozwijać tylko wtedy, kiedy sami będziemy reflektować własne emocje, motywacje i łączące się z nimi zachowania.
Ważne, abyśmy dali sobie szansę na to, by w ciągu dnia spokojnie przyjrzeć się swoim emocjom i nazwać je. Ta pozornie prosta rzecz jest niezwykle istotna w tzw. zarządzaniu sobą. Jeżeli pozwolę sobie na to, aby nazwać swoje emocje i poziom motywacji to znaczy, że staję się osobą zarządzającą tym stanem rzeczy. W kontakcie z pacjentem, który wzbudza moje rozdrażnienie, zniecierpliwienie czy wreszcie złość mogę umiejętnie, z poczuciem podtrzymania komfortu pacjenta, zareagować.
Są trzy typy zachowań, które łączą się z doświadczaniem trudnych uczuć, szczególnie wtedy, kiedy osiągają one apogeum (opisujemy je z inspiracji książką „Prymusom dziękujemy”).
Pierwszy łączy się z wyrzuceniem z siebie negatywnych emocji, może nie od razu w kontakcie z pacjentem, ale tuż po jego przysłowiowym wyjściu z apteki. I choć w gronie najbliższych współpracowników warto od czasu do czasu „odczarować śmiechem” lub mocniejszym słowem pewne drażniące nas zachowania pacjenta, to musimy uważać, aby nie uczynić z tego niepokojącego rytuału. Jeżeli będziemy utrwalać takie zachowania, to wzmocnimy ekspresyjny, często skrajny sposób reagowania na trudne sytuacje. W sytuacjach podwyższonego stresu te reakcje mogą pojawić się wbrew naszej woli. Nie służą także budowaniu dobrej atmosfery w miejscu pracy, bo niepotrzebnie utrwalają trudne emocje, związane z wykonywanymi zadaniami.
Drugi sposób to stłumienie wszystkich widocznych reakcji. Mamy poczucie, że zdusiliśmy w sobie odpowiedź, złość i niezadowolenie, że nie tylko nie udzieliliśmy ciętej riposty (choć, jak się później często okazuje, wcale nie była potrzebna), ale nie pozwoliliśmy sobie nawet na skonfrontowanie się z odczuciem zdenerwowania i złości.
Trzeci sposób to opisanie siebie i gotowości na dany sposób zareagowania. Reflektujemy swoje odczucia, ale świadomie, w naszej reakcji, nie dajemy im pierwszeństwa. Bardzo pomocne może być tutaj wykorzystanie wielokrotnie opisanych komunikatów „Ja”. Kiedy opisuję siebie jestem w komforcie, bo zyskuję pewność, że nikogo nie obrażam. Łatwiej jest mi utrzymać kontrolę nad oddechem, mam czas, aby opisać to, jak widzę daną sytuację. Nie koncentruję się na walce lub obronie, ale na odzwierciedleniu swoich emocji i opinii. To działanie bezpieczne i profesjonalne. Zamiast spychać trudne odczucia, mogę spojrzeć na nie z dystansu, ogarnąć je „panoramicznie” i podjąć decyzję „odpuszczam”. Świadomie przesuwam wtedy swoją uwagę z uczuć na konkretne działanie (autorzy książki nazywają to mechanizmem „zwrotnicy”).
Umiejętność odczytywania własnego stylu reagowania emocjonalnego usposabia farmaceutę do rozumienia emocji pacjentów. Wejście w świat tych emocji (szczególnie mocno wybrzmiewających w sytuacji choroby, zagrożenia) pozwala w procesie leczenia i zdrowienia uruchamiać te pokłady wewnętrznych sił, które terapię farmakologiczną bardzo wzmacniają, a farmaceucie dają poczucie, że wypełnia zapisy Kodeksu Etyki: „Powołaniem aptekarza jest współudział w ochronie życia i zdrowia, zapobieganie chorobom, niesienie ulgi w cierpieniu.” (Art. 3).
Magdalena Bucior
Brzezińska Anna, Janiszewska-Rain Joanna „W poszukiwaniu złotego środka”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005
Argyle Michael „Psychologia stosunków międzyludzkich”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1991,
Santorski Jacek, Konkel Mirosław, Le Guern Bertrand „Prymusom dziękujemy”, Jacek Santorski &Co Agencja Wydawnicza , Warszawa 2007
