lipiec 2012, nr 71/49 online
(E) Jak to możliwe, że nikt nie zauważył? Pani Magdo, to pytanie w ostatnim czasie (w bardzo różnych kontekstach) pojawia się w prywatnych i publicznych rozmowach. Jego częstotliwość sprowokowała mnie do podjęcia w naszym dialogu tematu czujności i uważności na otaczających nas ludzi. Z jednej strony chciałabym przyjrzeć się warunkom sprzyjającym postawie czujności, czy nawet więcej, do niej uprawniającym. Z drugiej strony interesują mnie ograniczenia. Kiedy czujność staje się wścibstwem i wkraczaniem na „cudzy teren”?
(M) Rozumiem Pani Ewo, że szerokie tło zjawiska będzie nas interesowało o tyle, o ile jest to potrzebne, aby wyraźniej zobaczyć figurę czujnego, uważnego farmaceuty.
(E) Tak, ten aspekt interesuje mnie najbardziej. Tym bardziej, że wakacje rzucają aptekarza w bardzo różne miejsca i pozwalają mu korzystać ze swojej wiedzy także w relacjach wobec ludzi, którzy nie są jego codziennymi pacjentami. Równocześnie pytam sama siebie, czy czujność zawodowa obowiązuje na wakacjach?
(M) Użycie słowa czujność, czy też uważność wydaje mi się tutaj bardzo trafne. Bo jak rozumiem, piszemy o sytuacjach, w których farmaceuta czuje się zobowiązany do reagowania. Są to nie tylko sytuacje oczywistego bezpośredniego zagrożenia życia czy zdrowia, ale i takie, które farmaceuta tak właśnie odczytuje z racji posiadanego wykształcenia medycznego i doświadczenia.
W pierwszym przypadku nasze rozważania będą obracały się wokół spostrzeżeń, które dla większości farmaceutów i dla ich pacjentów wydają się oczywiste. Profesja farmaceutyczna jest służbą, a nie tylko wykonywaniem zawodu. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia farmaceuta jest niejako podwójnie zobowiązany do niesienia pomocy – po pierwsze jako człowiek, po drugie jako specjalista, który w tym działaniu może być wyjątkowo skuteczny. Często w takich sytuacjach farmaceuta wzywany jest do świadczenia pomocy, np. prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej jeszcze przed przybyciem karetki pogotowia. Z całą pewnością jego kompetencje jako absolwenta uczelni medycznej mogą być w tych pierwszych najważniejszych działaniach pomocowych bardzo ważne. Farmaceuta staje się także pierwszym konsultantem wtedy, gdy zagrożenie zdrowia i życia łączone jest np. z przedawkowaniem lub niezgodnym z zaleceniami zażyciem leków.
Problem zaczyna się wówczas, kiedy farmaceuta nie doświadcza przywoływania do pomocy, ba – nie jest nawet do tego zapraszany, a czuje się zobowiązany, bo z racji swoich kompetencji odczuwa niepokój i przymus interwencji.
Podczas dyżuru w aptece takie sytuacje regulowane są np. poprzez szczegółowe procedury lub kodeks etyczny. I tak Kodeks Etyki Aptekarza [1] stanowi m.in.:
• Powołaniem Aptekarza jest troska o osoby powierzone jego umiejętnościom fachowym. (Art. 2., pkt 1.)
• Mechanizmy rynkowe, naciski społeczne lub wymagania administracyjne nie zwalniają Aptekarza z przestrzegania zasad etyki zawodu. (Art. 3., pkt 2.)
• Aptekarz nie może tłumaczyć przekroczenia zasad etyki i godności zawodu powoływaniem się na sugestie lub wymagania pacjenta. (Art. 6., pkt 2.)
• Aptekarz dba o to, aby czynności zastrzeżone dla aptekarza były wykonywane tylko przez osoby uprawnione. (Art. 7., pkt 3.)
• Aptekarz powinien odmówić wykonania czynności zawodowych, jeżeli warunki wykonywania pracy nie gwarantują jakości sporządzanego lub wydawanego leku (…) (Art. 9.)
(E) No tak, można powiedzieć, że te regulacje w miarę bezpiecznie organizują ową zawodową czujności. Wręcz zobowiązują do uważności szerszej niż tylko wymagana procedurami. W aptece działanie na korzyść pacjenta (szeroko rozumianą np. w sytuacji odmowy wydania leku w dawce innej niż wskazana na recepcie lub zgodnej z wytycznymi np. w przypadku błędnego wpisu na recepcie) czasami spotyka się z jego niezrozumieniem czy nawet złością. Farmaceuta może jednak wówczas liczyć na wsparcie zespołu lub odwołać się do wspomnianych konkretnych zapisów.
W sytuacjach pozazawodowych farmaceuta bywa osamotniony i sam musi rozeznać, czy jego interwencja jest zasadna. Ilustracją tych trudności niech będzie opowieść jednej z moich znajomych farmaceutek.
Pani Anna spędzała wakacje nad morzem. Wynajęła pokój w pensjonacie, który oprócz miejsca do spania oferował również posiłki. Codziennie przy pięknie zastawionym stole w porze śniadania, obiadu i kolacji zasiadali wszyscy pensjonariusze. Najbliższymi sąsiadami Pani Anny byli starsi państwo. Pogodne małżeństwo. Zawsze uśmiechnięci i dowcipni, opowiadający anegdoty z własnego życia. Często ich tematem było zapominalstwo starszej Pani. Temat anegdot i uwaga, jaką mąż otaczał żonę, uruchomiła w Annie zawodową czujność. Zauważyła, że mąż nie spuszcza oka z żony. Stara się przewidywać jej potrzeby i je uprzedzać.
Ponad 7 mln Europejczyków cierpi na chorobę Alzheimera, a prognozy na przyszłe lata zapowiadają systematyczny wzrost tej liczby – te dane towarzyszyły Annie, kiedy przygląda się stołownikom. Zadała sobie pytanie, czy pogarszająca się zdolność kojarzenia i zapamiętywania u starszej pani jest wynikiem wieku czy też jest symptomem chorobowym? Zastanawiała się również jak zareagują małżonkowie, kiedy zwróci im uwagę na niepokojące ją objawy. Myśli nie tylko o nich, ale również o sobie, czy będzie potrafiła poradzić sobie w sytuacji napięcia wywołanego trudną rozmową? Jaka będzie atmosfera (do tej pory bardzo przyjemna) podczas posiłków? Jak będą mijać się na schodach?
(M) Obawy pani Anny były słuszne. Nie zawsze interwencja farmaceuty jest przyjmowana z wdzięcznością. Czasami budzi politowanie („skrzywienie zawodowe”), czasami złość lub nawet agresję. Przypominają mi się słowa Platona, który twierdzi, iż „miarą mowy nie jest ten, który mówi, lecz ten, który słucha”. Najlepsza intencja farmaceuty nie zmieni istniejących ograniczeń (szeroko rozumianej kondycji psychicznej i fizycznej osoby, do której aptekarz się zwraca, oraz warunków, w których ma być przekazana informacja). Mimo jednak tych i innych trudności są sytuacje, w których interwencja wydaje się być niezbędna. W rozeznawaniu takich sytuacji (zwłaszcza wtedy, gdy występują one poza apteką) także warto posiłkować się zapisami Kodeksu Etyki Aptekarza i przez nie oglądać konkretne wydarzenie. Na pewno więc w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, w sytuacji, z której wynika, że nierozumne korzystanie ze środków leczniczych może doprowadzić do utraty zdrowia lub życia lub wreszcie w sytuacji, w której adresatami działań zagrażających zdrowiu są dzieci, osoby chore i starsze, farmaceuta (moim zdaniem) powinien podjąć działania. W sytuacji zagrożenia życia priorytetem jest szybkość reagowania i dobro osoby poszkodowanej, co bardzo porządkuje myślenie o tym, co wypada, a czego nie wypada. Natomiast w prowadzeniu rozmów, które służą uwrażliwieniu innych osób, wskazaniu ewentualnego zagrożenia lub zachęceniu do wizyty u lekarza decydujące znaczenie ma, jak już wspomnieliśmy, sposób przeprowadzenia rozmowy, trafny wybór czasu i miejsca.
(E) Rozumiem więc, że w prowadzeniu takich działań warto pamiętać o tym, że implikuje je już sama wstępna interpretacja. Można przytoczyć tutaj wyniki eksperymentu amerykańskich psychologów Rossa i Warda [2]. Osoby badane zostały przyporządkowane do dwu grup. Ich zdanie polegało na podjęciu decyzji, dotyczących podziału ograniczonych dóbr pomiędzy siebie i inne osoby (podejmowane decyzje mogły mieć charakter rywalizacyjny lub służyć współpracy). Pierwsza grupa otrzymała informacje, że uczestniczy w grze o nazwie „Wspólnota” („Community Game”), druga – w grze o nazwie „Wall Street” (skojarzenie nazwy z rywalizacją ekonomiczną). W rzeczywistości osoby z obu grup grały w tę samą grę, tylko że inaczej nazwaną. Okazało się, że różnica w nazwaniu gry – czyli pewna narzucona z góry interpretacja – w znacznym stopniu wpłynęła na zachowanie badanych. Dwie trzecie osób z pierwszej grupy („Wspólnota”) nawiązało współpracę, gdy tymczasem dwie trzecie uczestników gry „Wall Street” podjęło zachowania rywalizacyjne.
(M) A więc to, jak zdefiniujemy daną sytuacje, wpływa na nasze zachowanie, jeżeli z góry założymy, że dojdzie do konfrontacji, to będziemy zachowywać się zgodnie z tym scenariuszem (nadmierne przywiązywać się do własnych ocen, walczyć o zachowanie twarzy, unikać trafnego odczytania motywacji drugiej strony). Jeżeli więc decydujemy się na rozmowę interwencyjną, warto uzmysłowić sobie własne dobre intencje i trwać w przekonaniu, że naszym bezpośrednim celem nie jest zmiana mentalności i życiowej postawy osoby, lecz stworzenie warunków do podjęcia przez nią tej zmiany.
(E) Tak też postąpiła Pani Anna. Jej interwencja miała służyć zmotywowaniu do wizyty u lekarza. Argumentując odnosiła się do faktu, że zbyt późna lub błędna (symptomy sugerujące naturalne procesy związane z wiekiem) diagnoza skutkuje przepisywaniem nieskutecznych leków, co przyspiesza postęp tej nieuleczalnej choroby. Podczas rozmowy była uważna, służyła profesjonalnymi podpowiedziami, ale i podkreślała, że w tej konkretnej sytuacji decyzyjność nie leży po jej stronie. Otwierała więc dla swoich rozmówców przestrzeń odpowiedzialności za własne zdrowie, a zarazem dobrowolności w korzystaniu z pewnych rozwiązań (wiemy już, że zmniejsza to opór psychologiczny). Była taktowna.
Po zakończeniu wakacji kontakt Pani Anny ze starszym państwem urwał się. Nie wie, czy zgłosili się do lekarza. Ma jednak poczucie, że wykorzystała swoje zawodowe zasoby w dobry i pomocny sposób.