maj 2014, nr 93/71 online
(Ewa Sitko) Pani Magdo, moje „majowe myśli”, które, mam nadzieję, zaowocują czerwcowym artykułem w Aptekarzu Polskim krążą wokół pracy i… matki. Zastanawiam się, czy istnieje jakaś płaszczyzna łącząca zagadnienia dwu z kilku majowych świąt. A jeżeli dostrzeżemy jakiś związek, to czy ma on znaczenie dla farmaceutów?
(Magdalena Bucior) Dostrzegam Pani Ewo związek, który wyraża się przez dwa określenia: wartość i wzorzec. Stąd już blisko do myślenia na przykład o relacji, która ożywia uczucia o charakterze rodzicielskim. Pojawia się we mnie pytanie, czy farmaceuta może pełnić rolę rodzicielską względem młodych adeptów sztuki aptekarskiej?
(E) Pytanie, czy może pełnić taką rolę, jest otwarte. Dla jednych wręcz rodzicielska relacja z dużo starszym kolegą jest przeżywana jako próba zdominowania i zinfantylizowania, dla innych – bardzo bliskie, ciepłe, prawie rodzinne relacje są ważnym elementem pomocy i wsparcia. Jednak prawie każdy z nas ma doświadczenie spotkania na swojej drodze zawodowej kogoś, o kim mógłby powiedzieć „Był dla mnie jak ojciec, była dla mnie jak matka” i określa to doświadczenie jako bardzo pozytywne, rozwijające. Szukam więc wspólnego mianownika roli rodzicielskiej, jaką starszy farmaceuta może pełnić względem swoich młodszych kolegów. Wygląda na to, że bezpiecznym i zdrowym fundamentem takiej roli może być przekazywanie wartości i bycie modelem do naśladowania. Powinny się w nią wpisywać także zaufanie i lojalność, podobne do tej, które charakteryzują pozytywną rolę rodzicielską.
(M) W kontekście tego, na co Pani zwraca uwagę, relacja „rodzicielska” poszerza wręcz kontekst relacji zawodowej. To nie tylko przekazywanie tajników zawodu, ale także uczenie sztuki życia – kultury bycia, klasy, umiejętności ciągłego doskonalenia się lub porozumiewania się z ludźmi, wreszcie sztuki na przykład zachowania umiaru. Kiedy myślę o ważnych, napotkanych na zawodowej drodze autorytetach, od razu mam poczucie, że wzbogaciły one moje zawodowe i prywatne życie. Dzięki nim rozwinęłam się jako specjalista i jako człowiek.
(E) Ja stawiam pytanie, jakie atrybuty tych ważnych na naszej zawodowej drodze osób sprzyjały temu, że stawały się one znaczące?
(M) Jestem przekonana, że odpowiedź na to pytanie jest zakotwiczona w mądrze rozumianym rodzicielstwie. Jego filarami są: uczucie miłości przy równoczesnej gotowości do stawiania granic. W relacji zawodowej między starszym a młodszym aptekarzem przekłada się to na uczucie sympatii i szacunku połączonych z gotowością do stawiania lub do doświadczania wymagań.
(E) Pani Magdo zatrzymajmy się nad określeniem „osoba znacząca”.
(M) Dobrze, ale osoba znacząca pojawia się w jakimś konkretnym kontekście. Wychodzi więc na plan pierwszy „spotkanie znaczące”. Psycholog we mnie mówi: ustalenie, czy jakieś spotkanie i występująca w nim osoba jest znaczące i znacząca, wymyka się zobiektywizowanym kryteriom i ocenom.
Z drugiej jednak strony nie mogę zbagatelizować faktu, że od ponad pół wieku psychologowie poświęcają bardzo dużo czasu kwestii znaczących spotkań. Mówi się nawet, że zagadnienia związane z psychologią relacji zrewolucjonizowały refleksję psychologiczną. [1] Spotkanie (myślmy o relacji zawodowej) stanie się znaczące, jeżeli biorące w nim udział osoby są wobec siebie autentyczne, jeżeli tworzą możliwości do doświadczania własnej indywidualności i podmiotowości.
(E) Przywołać chcę w tym momencie warunki, które Carl Rogers wypracował w celu ukonkretnienia odpowiedzi na pytanie, czy jestem dla kogoś osobą znaczącą i czy spotkanie ze mną ma szansę tak być przeżywane? Pytał sam siebie: Czy jestem zdolny…
■ do uczestniczenia w kontaktach w taki sposób, że druga osoba będzie spostrzegać mnie jako kogoś godnego zaufania, autentycznego i niezawodnego?
■ do doświadczania pozytywnego ustosunkowania wobec osoby, której pomagam, do pozwolenia sobie na przeżywanie uczuć ciepła, troski, sympatii, zainteresowania i szacunku?
■ do utrzymywania własnej odrębności od osoby, której pomagam oraz do rzeczywistego przyzwolenia na jej odrębność?
■ do pełniejszego wniknięcia w wewnętrzny świat uczuć, myśli, pragnień i wyobrażeń drugiej osoby i do zobaczenia jej taką, jaką naprawdę jest?
■ do akceptacji możliwie wszystkich stron osoby, której pomagam, do zakomunikowania jej tego, że akceptuję ją taką, jaka jest?
W perspektywie relacji „rodzicielskiej” przejawiającej się w rzeczywistości zawodowej marzy mi się i jawi osoba starszego farmaceuty, który jest zdolny do wymienionych wyżej postaw.
(M) Zestawia Pani dwa określenia: marzenia i rzeczywistość. Ja między nimi postawiłabym jeszcze słowo: tajemnica. Jest coś niezwykłego w relacji „ja” i „ty” jeżeli ma ona charakter znaczący. Obserwacja i badania wskazują, że ani częstotliwość kontaktu, ani jego emocjonalny wymiar, ani osobista relacja nie są warunkami absolutnie koniecznymi. Osoba znacząca może czasem nie być świadoma roli, jaką odegrała lub być nie w pełni tego świadoma. Czasami nie pozostaje nawet w bezpośredniej relacji z nami. Profesor Jerzy Mellibruda pisze „Dla wielu Polaków spotkania z Ojcem Świętym miały ogromne znaczenie osobiste, mimo że uczestniczyli tylko w masowych zgromadzeniach a twarz papieża widzieli jedynie na wielkich ekranach. Intensywność duchowych doświadczeń i siła pozytywnych uczuć wzbudzanych przez „naszego papieża” decydowały o tym, że było to znaczące spotkanie ze znaczącą osobą, mimo iż nie obejmowało ono bezpośredniej interakcji z osobą papieża.” [1] To, co decyduje, że doświadczenie jest intensywne, że ubogaca wewnętrznie człowieka, zmienia go, rozwija, formuje to właśnie dotknięcie tajemnicy. Proszę zauważyć, że tego samego możemy doświadczać w relacji z nauczycielem, mentorem zawodowym, nie mówiąc już o relacjach miłości czy przyjaźni. Mamy więc do czynienia z atrybutami właściwymi osobom, które pragną mieć wpływ na kształtowanie i rozwój tych, z którymi są w kontakcie.
(E) Ta niezwykłość, o której Pani mówi, trochę mnie niepokoi, bo czy oznacza to, że zdanie „Był dla mnie jak ojciec, była dla mnie jak matka”, czyli wpływał na mnie, zmieniał mnie, pozwolił mi doświadczać własnej ważności i wyjątkowości, mogłoby być wypowiadane w sposób uzasadniony niezwykle rzadko?
(M) W moim przekonaniu oczywiście nie, ale słowo „tajemnica”, a w ciągu skojarzeń „wyjątkowość, szczególność” wymusza opisywanie takiej relacji ze szczególnym szacunkiem, oszczędnie, czasami wręcz z estymą. „Nie należy mówić niższej części własnej duszy że ma się takie spotkanie. Takie spotkanie powinno być zachowane w sekrecie nawet wobec samych siebie. Tylko ścisły obowiązek dania świadectwa może pozwolić na złamanie sekretu.” [2] Wracając do pani pytania – jest coś szczególnego w znaczącym bezpośrednim wpływie, co nie do końca można zdefiniować. Wyjątkowe współbrzmienie temperamentów, podobieństwo przekonań, podobieństwo doświadczeń na poszczególnych etapach życia, a może jeszcze coś innego?
(E) Warto powiedzieć jeszcze o postawie lojalności względem osoby „prawie jak ojciec, prawie jak matka”. Lojalność jest pochodną poczucia przynależności, a jej doświadczanie pozwala na budowanie relacji zaufania i pomagania. Błędnie rozumiana lojalność może jednak ograniczać. Warto poszukać źródeł swojej lojalności, tak aby była ona źródłem siły, a nie podporządkowania. Wtedy pojawia się prawdziwa wewnętrzna gotowość do czerpania z bogactwa „rodzica”. Młody farmaceuta musi być świadomy tego, że znaczące spotkanie nie zwalnia go z odpowiedzialności i troski za swój zawodowy i osobisty rozwój. Znaczące spotkanie jest czymś, co powinno wzbogacać nas na drodze do dorosłości, a nie usztywniać w nieadekwatnych rolach.
(M) Oczywiście przy założeniu, że „rodzic” prezentuje te cechy o których wspomniałam wcześniej. W praktyce relacji zawodowej będą się one przekładać na dostępność i otwartość na relacje, pytania i sugestie młodszych adeptów, gotowość do przekazywania odpowiedzialności za wykonywane zadania, zgody na nowe ścieżki, które „wydepcze” młody podopieczny. Nie bez znaczenia jest również gotowość do uznania, że „młody” może stać się z czasem kolegą, przyjacielem, a w sensie zawodowym – równoprawnym partnerem.
(E) Jak widzimy, zdolność do przeżywania szeroko rozumianego spotkania pomiędzy, nazwijmy to, „starszym” a „młodszym” aptekarzem jako znaczącego przekłada się na wymierne korzyści także dla funkcjonowania całej apteki, bo sprzyja chociażby lepszemu komunikowaniu się w sprawach zawodowych.
(M) Zastanawiam się, co dopełnia ważne spotkanie z osobą znaczącą? Spotkanie, które określa nowy horyzont aksjologiczny, a poprzez atmosferę zaufania i sympatii wyzwala siłę we własne możliwości?
(E) W koncepcji G. Marcela postawa, która jest odpowiedzią na dar wartościowego spotkania, nazywana jest „dziękczynieniem”. Postawa ta nie rodzi się z przymusu ani ze zobowiązania do wdzięczności, ale jest „spontaniczną, radosną odpowiedzią na dar, który się otrzymało”. [3] Nie ogranicza się do pozytywnych emocji, ale wiąże się z pragnieniem, aby realizować te same wartości, którym służy poznana osoba. Najpiękniej urzeczywistnia się we własnym rozwoju i w dzieleniu się tym, co samemu się otrzymało.
(M) Poprzez dzielenie się z innymi otwiera na wspólnotę i pomnażanie ważnych darów. Koniec końców – pozwala stać się młodemu człowiekowi w przyszłości kimś, kto jest w stanie współtworzyć z młodszym wartościową, „rodzicielską”, znaczącą relację.
Ewa Sitko
Magdalena Bucior
[1] http://www.psychologia.edu.pl/ – znaczące spotkania.
[2] Weil S., Wybór pism, wyd. 2., Krąg, Warszawa 1983, s.177, w: Gałdowa A. „Powszechność i wyjątek. Rozwój osobowości człowieka dorosłego”, Wydawnictwo PLATAN, Kraków 1992
[3] Gałdowa A. „Powszechność i wyjątek. Rozwój osobowości człowieka dorosłego” Wydawnictwo PLATAN, Kraków 1992, str.275