maj 2013, nr 81/59 online
(Ewa Sitko) Pani Magdo, o rzeczywistości, która otacza współczesnego Polaka mówi się, że jest trudna. Doświadczamy społecznie niedostatku związanego z bezrobociem, ubożeniem, brakiem perspektyw rozwojowych. Doświadczamy strat. Na te ogólnospołeczne zjawiska nakładają się również straty osobiste, w tym oczywiście nie tylko te materialne. Właśnie o stratach chciałabym dzisiaj porozmawiać. Interesuje mnie jednak nie tylko opisanie w kontekście psychologicznym zjawiska straty, ale wpisanie jej w szerszy kontekst. Jakie znamy mechanizmy radzenia sobie ze stratą i czy należy rozpatrywać stratę w kontekście cierpienia uszlachetniającego, a więc jak rozumiem – rozwijającego?
(Magdalena Bucior) Zgadzam się, Pani Ewo, na taki temat, bo to interesujące zagadnienie, ale pragnę wprowadzić pewne ograniczenie do naszej rozmowy. Nie chcę, abyśmy zajmowały uwagę czytelników stratą w rozumieniu doświadczenia śmierci bliskiej osoby. Ogrom cierpienia, z jakim musi zmierzyć się osoba doświadczająca śmierci bliskich, odzwierciedla chociażby skala stresu Holmes i Rahe, w której poszczególnym doświadczanym stresom przypisano wartości punktowe. Za jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu uznano śmierć współmałżonka i przypisano mu wartość 100 punktów. Ta wartość stała się punktem odniesienia do oceny pozostałych wydarzeń. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby może być wydarzeniem tak traumatycznym, że zmienia na wiele miesięcy funkcjonowanie osoby przeżywającej stratę. Czasami powrót do dobrego funkcjonowania nigdy już nie następuje. To tytułem uzasadnienia mego stanowiska i mam nadzieję, że Pani się z tym zgadza?
(E) Ma Pani rację. Jak rozumiem odnosić się będziemy do straty jako nieodłącznego elementu naszego funkcjonowania, czegoś, z czym zmuszeni jesteśmy dość często sobie radzić, a co wykracza daleko poza doświadczenie śmierci, utraty bliskiej osoby.
(M) Przeżycie straty może być czymś, co w sposób widoczny wiąże się z zewnętrznym wydarzeniem oraz z czymś bardziej subiektywnym, rozgrywającym się właściwie tylko w sercu i umyśle osoby doświadczającej straty. Proponuję przyjrzenie się wybranym „stratom” i wyprowadzenie z tego oglądu wniosków, które czytelnik będzie mógł skonfrontować z własnym doświadczeniem.
Na pewno do momentów, w których pojawiają się straty, zaliczyłabym wchodzenie w kolejne etapy życia. Podejmujemy się nowych wyzwań, ale i żegnamy z pewnymi przywilejami, rolami i udogodnieniami. Dla wielu osób momentem swoistej utraty jest na przykład sytuacja złożenia egzaminu magisterskiego. Kończy się okres, w którym doświadczali opieki i wsparcia, rozpoczyna ten, w którym przyjmują pełną odpowiedzialność za własne decyzje i wybory. Żegnają się (często z olbrzymimi oporami) ze światem bezpiecznym i przewidywalnym.
Doświadczenie straty może być również oderwane od jakiejś znaczącej, wpisanej w „kalendarz życia” sytuacji, a może wynikać z indywidualnych, wewnętrznych decyzji. Kiedy po raz pierwszy jako szef musiałam podjąć niepopularną decyzję, to najpierw w sobie „żegnałam się” z jakimś obrazem siebie, do którego przywykłam i który dotychczas akceptowałam. Muszę poradzić sobie z utratą takiej, a nie innej wizji samego siebie – chociażby jako osoby lubianej i popularnej. Kiedy odmawiam przyjaciółce – żegnam się z jakimś myśleniem, z jakaś wizją tej przyjaźni lub siebie w tej relacji. I chociaż prawie równolegle buduję, tworzę nową jakość, to muszę poradzić sobie z nowym bilansem zysków i strat tego nowego „rozdania”. Jak widzimy, pojęcie utraty jest wieloaspektowe i bardzo zindywidualizowane.
(E) Tak, to jak się żegnamy, jest wyznacznikiem naszego radzenia sobie ze stratą. Myślę, że warto pokusić się o przedstawienie jakiegoś modelu reakcji, w której czytelnik może się przejrzeć i znaleźć własne odbicie. Elisabeth Kübler-Ross (autorka przełomowych prac odnoszących się do przeżywania straty związanej z chorobą i śmiercią) [1] wypracowała pięciostopniowy model funkcjonowania człowieka w obliczu utraty. Wpisała go wprawdzie w rzeczywistość, o której nie chcemy dzisiaj mówić, ale korzystając z jej spojrzenia, spróbujmy odnieść się do naszych codziennych sytuacji. Elisabeth Kübler-Ross stwierdza, że człowiek w sytuacji straty początkowo reaguje zaprzeczeniem. Wyraża je w różny sposób. Mówić może: to szok, jak szybko zleciał czas studiów. Nie dowierzam, że będę już musiał zacząć samodzielne życie. Niektórym osobom tak trudno pogodzić się z dorosłością, że wypierają ten fakt i zachowują się dalej jak studenci. Kiedyś mówiło się o „wiecznych studentach”. Sytuacja, w której ciągle zwlekamy z przygotowaniem pracy magisterskiej, mamy poczucie pokonywania wewnętrznego oporu, nie dotrzymujemy ustalonych terminów może, oczywiście nie we wszystkich przypadkach, odzwierciedlać obawy przed wejściem w kolejny okres życia i ostatecznym zamknięciem tego, który właśnie się kończy.
Kolejnym etapem w opisywanym modelu radzenia sobie ze stratą jest gniew – tyle lat nauki, takie ciężkie studia i nie mam pracy… Kolejna faza (zgodna zresztą z codziennymi obserwacjami) to godzenie się z trudną sytuacją i utratą jakiegoś status quo. Pojawia się otwartość na negocjacje z samym sobą. Pragnienie stabilizacji rozszerza perspektywę – przecież nie muszę pracować w moim rodzinnym mieście, mogę wyjechać. Gdzieś jest dla mnie praca. Ten stan nie zamyka procesu. Poszukiwania pracy nie zawsze kończą się sukcesem. Przedłużają się, pojawiają się wymagania, którym (w naszym poczuciu) nie możemy sprostać, przychodzi przygnębienie i rezygnacja. Czasami idzie za tym także obniżenie poczucia własnej wartości – jestem do niczego, wszyscy jakoś sobie radzą, tylko ja nie. Wiedza o tym, że i ten stan jest przemijający, zbliża do ostatniego stadium radzenia sobie z utratą, czyli akceptacji – swoistego pogodzenia się z losem, uspokojenia, zaakceptowania faktu, że określona zawodowa ścieżka jest dla nas zamknięta. Paradoksalnie jednak stan akceptacji sprawia, że wreszcie możemy rozpocząć coś nowego i wkroczyć na nowe ścieżki. Na etapie gniewu odmienny pomysł na siebie wydaje się być niemożliwy, na etapie akceptacji – pojawia się w nas gotowość do zmierzenia się z nim.
(M) Opisuje Pani, Pani Ewo, mechanizm radzenia sobie ze stratą u młodego człowieka, ja jednak chciałabym odnieść się do osób dojrzałych. O ile bowiem w czasie wczesnej dorosłości zmiany i zwroty zawodowe są nieuniknione, a czasami nawet oczekiwane, o tyle w okresie kolejnym – środkowej dorosłości – mogą stać się źródłem bardzo poważnych trudności. Środkowa dorosłość to okres od 35/40-tego do 60/65-tego roku życia. [2] Jest to oczekiwany moment zbierania owoców własnej pracy. Mówi się, że ten czas powinien przynieść doświadczenie mistrzostwa zawodowego, poczucie radzenia sobie ze zwiększającą się odpowiedzialnością zawodową, satysfakcję z realizowania zadań szefa, tutora i mentora, wreszcie – w końcowej fazie przygotowanie do odejścia na emeryturę. Farmaceuta w takiej sytuacji nie jest odizolowany. Podobnie jak inni (w okresie środkowej dorosłości) ma nadzieję na zbieranie plonów swoich wcześniejszych wysiłków. Pojawia się w nim gotowość do dzielenia się wiedzą z innymi, chce być mistrzem – dla innych i dla samego siebie. Okres środkowej dorosłości uważany jest więc za ten, w którym następuje szczyt osiągnięć zawodowych. Jeśli takie nie nadchodzą, a trudne sytuacje wymuszają podejmowanie nowych aktywności, to sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Utrata pracy, utrata apteki, duże straty finansowe naruszające, a czasami wręcz rujnujące stabilizację, poczucie, że nie ma zapotrzebowania na moją wiedzę i doświadczenie to sytuacje w tym okresie szczególnie trudne.
(E) Na początku naszej rozmowy zaznaczyłam, że dotkniemy również zagadnienia straty w kontekście rozwoju. Myślę, że warto w tym miejscu przypomnieć, że niezależnie od tego jak mocno teoretycznie jesteśmy przygotowani do przeżywania cierpienia i przekonani o jego wartości, to w praktyce najczęściej w pierwszej reakcji od niego uciekamy. Oczywistym jest także, że im później (czas życia) doświadczamy takich trudności, tym większe jest obciążenie. Wydaje się bowiem, że może braknąć czasu na przebycie „żałoby” za utraconym i wejście w nowe doświadczenia. Przywołana wcześniej psychologiczna droga żegnania jednej rzeczywistości i wchodzenia w drugą może tylko posłużyć (na pewno nie zaszkodzi) przeżyciu znaczącej straty.
(M) Ponieważ to konkretny człowiek przechodzi przez tę drogę, to trudno nie wspomnieć o cechach wewnętrznych, które na drodze radzenia sobie w sytuacji straty sprzyjają rozwiązaniu konkretnego problemu (funkcja zadaniowa) oraz obniżają przykre napięcie (funkcja samouspokajająca). Do psychospołecznych determinant odporności na stres (utrata na pewno jest stresująca) zaliczamy: tak zwaną twardość osobowości, poczucie kontroli, kompetencje społeczne, siłę ego oraz wsparcie społeczne. [2] W analizie wsparcia należy podkreślić jego obiektywny oraz subiektywny charakter. Wsparcie wyraża się w konkretnych materialnych dobrach, które otrzymujemy lub w czynnościach, które na naszą rzecz są wykonywane (opieka, pomoc). Oprócz realnego wsparcia ważny jest jego subiektywny aspekt – okazuje się, że już samo przekonanie o istnieniu wsparcia, przekonanie, że ktoś gotów jest nam nieść pomoc, stanowi źródło oparcia i siły. Pojawia się we mnie skojarzenie z wartością nadziei – o ile jeszcze ją w sobie nosimy, o tyle jesteśmy zdolni do radzenia sobie z trudnościami. Wiara, że nie jesteśmy sami, że możemy doświadczyć pomocy dodaje nam siły i energii. Należy podkreślić, jak ważny jest charakter łagodzący wsparcia – zapewnia ono możliwość odreagowania, bliskości i zaspokaja potrzebę znaczenia.
Tak zwana twardość osobowości odnosi się do wiary w możliwość kontrolowania sytuacji. Twarda osobowość pozwala na konstruktywne angażowanie się, optymizm i interpretowanie stresorów w pozytywnym świetle. Z kolei kompetencje społeczne, które sprzyjają radzeniu sobie w sytuacjach trudnych to: otwartość, optymizm, empatia, pozytywny stosunek do ludzi i niskie poczucie nieszczęścia (nie generalizuję go, ale rozpatruję wyłącznie w kontekście konkretnej straty). Siła ego obejmuje wewnętrzną równowagę, obiektywizm i realizm w spostrzeganiu siebie i rzeczywistości. To z kolei przekłada się na motywację zadaniową, konsekwencję i wytrwałość, a więc sprzyja rozwiązaniu problemu. W rozważaniach o wsparciu nie sposób pominąć elementów wzajemnej wymiany – rozwojowa jest sytuacja, w której człowiek nie tylko otrzymuje wsparcie, ale i sam jest jego dostarczycielem. W ten sposób „doświadcza mocy” – nie tylko czerpie z siły innych, ale także sam jest jej źródłem. Doświadczanie jednostronnego wsparcia, bez szansy na wzajemną wymianę (co nie oznacza identyczności szeroko rozumianych dóbr, którymi się wymieniamy) może wpisywać nas w mechanizm wyuczonej bezradności i sprzyjać podejmowaniu roli ofiary.
(E) Dlatego też ważne jest tworzenie grup wsparcia i uczestniczenie w spotkaniach takich grup. Niosą one dodatkowy walor spotkania osób, które radzą sobie ze stratą podobną do naszej. Zyskujemy poczucie nie tylko towarzyszenia, ale i głębokiego wspólnotowego rozumienia. Przechodzenie drogą od zaprzeczenia poprzez gniew, że się wydarzyło, myślenie, jak z tego wyjść, upadanie na duchu (nie dam rady) po akceptację rozumianą jako uczenie się nowego życia z pewnością będzie łatwiejsze, gdy ktoś będzie wspierał.
(M) Doświadczenie radzenia sobie w sytuacji straty wchodzi w głęboko filozoficzny aspekt indywidualnego życia człowieka i wyraża się szukaniem odpowiedzi na pytania: jak zgodzić się na własne życie i co lub kto zajmuje w moim życiu pierwsze miejsce ? I co ciekawe , dobrze byłoby znać odpowiedzi na te pytania zanim dotknie nas poważna strata.
Ewa Sitko
Magdalena Bucior
Fot. Fotolia.com
[1] Dr Elisabeth Kübler-Ross (ur. 8 lipca 1926 – zm. 24 sierpnia 2004) – amerykańska lekarka, pochodzenia szwajcarskiego, która znana jest ze swojej przełomowej książki Rozmowy o śmierci i umieraniu (On Death and Dying), w której przedstawiła psychologiczną teorię reakcji pacjenta na wiadomość o nieuleczalnej chorobie i bliskiej perspektywie śmierci
[2] „Psychologiczne portrety człowieka. Praktyczna psychologia rozwojowa”, red. Anna I. Brzezińska, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005