|

05.2013 – „Oddajmy lekarzom to, co „lekarskie”.”

maj 2013, nr 81/59 online
 
  
   W naszej szarej, codziennej pracy aptecznej zdarzają się chwile, które na długo zapadają w pamięci. I nie dotyczy to bynajmniej kwestii otwierania się nowej apteki czy też zamykania się innej, ale znacznie bardziej poważne, bo dotyczące życia lub śmierci.
   Trzy dni temu przyszedł do mnie pacjent, który zadał mi pytanie: „Panie magistrze, lekarz nie chciał mi powiedzieć, co tu jest napisane. Powiedział mi, że wszystko jest w porządku i że mam się nie martwić. Ale ja chciałbym, żeby Pan mi to wytłumaczył… Powie mi Pan?” I podał mi kartkę formatu A4, na której opisana była diagnoza będąca wynikiem przeprowadzonego badania w kierunku obecności nowotworu prostaty. Wynik, również napisany po polsku, stwierdzał jednoznacznie – prostata w 60% zajęta przez nowotwór.
   Ponieważ zauważyłem, że pacjent nie jest świadomy w pełni swojej sytuacji, przeżyłem chwilę zawahania. Czy warto powiedzieć człowiekowi, którego znam od 10 lat, że jest bardzo chory i to na chorobę, która z pewnością przyczyni się do jego odejścia? Czy może jednak tego nie robić? Czy podeprzeć się swoim autorytetem i udowodnić niezbicie, iż skoro napisano tak a nie inaczej, wypowiedzieć zdanie „Jest Pan chory.” A może przemilczeć, bo gdyby się okazało, że ktoś się pomylił… wtedy wyrządzę wielką krzywdę komuś, kto na nią nie zasługuje. A może tak zwyczajnie, po prostu nic nie mówić i oddać kartkę?
   Ostatecznie wygrała opcja „prawie nic nie mówić”. Udzieliłem odpowiedzi, że: „Będzie najlepiej, gdy porozmawia Pan z lekarzem podczas wizyty u niego, gdy będzie Panu podawany lek przepisany przez tego lekarza. Sądzę, że lekarz z pewnością lepiej Panu wszystko wytłumaczy, gdyż ja nie posiadam wystarczającej wiedzy związanej z „ogólnym stanem chorego”. Pacjent, powiedziawszy „dziękuję”, wyszedł z apteki. W dniu odbioru leku, przepisanego na recepcie znów zapytał dlaczego nie chcę mu nic powiedzieć…
   Mówi się, że „aptekarz też lekarz”. Ale to nie są zawody „identyczne”. Jedne atrybuty naszego zawodu są zbieżne z lekarzami, inne nie. Choć studiujemy ponad 5 lat i nasze studia również obejmują aspekt analizy, to pobieżna ocena stanu chorego nie predestynuje nas do wydawania opinii, czyli do diagnozy. Tego nam nie wolno. I to nie nam przypada obowiązek informowania chorego o jego stanie i jaka choroba go dosięgnęła. To obowiązek lekarza. Nawet wtedy, gdy mamy to napisane na „dowodzie”, jakim jest wydruk z laboratorium. Nigdy nie będziemy mieli dostępu do kartoteki chorego, a tylko tam zawarte jest chorobowe dossier pacjenta. Zgodnie z zasadami naszą powinnością jest pomagać chorym. Jednakże nie każda pomoc może być dobrodziejstwem. Należy pamiętać o tym, że zgodnie z zasadą „po pierwsze nie szkodzić” musimy zawsze mieć to na uwadze i choć czasami chętnie byśmy pomogli, to oddajmy lekarzom to, co „lekarskie”.

dr n. farm. Grzegorz Pakulski

Podobne wpisy