marzec 2014, nr 91/69 online

(Ewa Sitko) Pani Magdo, w ostatnim czasie otaczająca mnie codzienność i obserwacja relacji międzyludzkich osadzonych w stałych wzorcach reagowania i utrwalonych modelach myślowych powiodły moją myśl w kierunku pewnego pytania. Pytania o pożyteczność naszych rozważań na temat stereotypów i mechanizmów, które nimi rządzą. Rozmawiamy przecież w celu budzenia świadomości i dążenia do zmiany na drodze lepszego samozrozumienia. [2] A rzeczywistość daje się adekwatnej opisać słowami Wisławy Szymborskiej „Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło” [1]. Siła hamowania na drodze zmiany jest często ogromna. W słowach wypowiadanych zarówno w trakcie publicznych debat, jak i w czasie prywatnych rozmów wybrzmiewa pragnienie, aby było lepiej, piękniej, aby w oczach innych rysował się nasz czysty, nieposzlakowany obraz, ale sami często nie chcemy, czy może nie możemy, wprowadzić zmiany. Co nas wstrzymuje? Zastanawiam się, jak powinno być sformułowane pytanie: Co możesz w sobie zmienić? Czy też trafniejsze będzie: Czy możesz coś w sobie zmienić? Jednym słowem – zapraszam Panią do rozważań na temat szans na dobrą zmianę.
(Magdalena Bucior) Słowo „zmiana” niesie ze sobą wiele znaczeń. Istnieją zmiany, które dokonują się całkowicie bez naszego udziału. Wraz z wiekiem dojrzewamy, zmieniamy się mentalnie, emocjonalnie, zmieniają się nasze motywacje. Większa dojrzałość nie oznacza jednak większej podatności na zmianę – tę rozumianą jako świadome, odmienne od utrwalonego zachowanie. Wręcz przeciwnie – coraz trudniej reagować nam w odmienny sposób i coraz trudniej odnaleźć się w nowych sytuacjach. Zmiany budzą w nas lęk i opór. I choć niektórych z nich wręcz wyczekujemy, mamy nadzieję, że zaistnieją dla naszego dobra, ale bez naszego zaangażowania.
(E) Właśnie, bez zaangażowania. Co nas powstrzymuje przed uruchomieniem zmiany?
(M) W procesie zmiany najbardziej ograniczający jest brak nowego doświadczenia, doświadczenia siebie w nowej sytuacji, ale nowej w znaczeniu pierwszy raz przez nas wykreowanej. „Nie mogę mieć chwili czasu dla siebie”. A może „Nie chcę mieć chwili czasu dla siebie?”. Bo zbudowałam swoją wartość na byciu niezastąpioną, na byciu wciąż dostępną, uważną i słuchającą. Bo nie mam doświadczenia, jak to jest zrobić coś dla siebie. Bo ciągle mam opory i przekonanie, że nie poradzę sobie z tym „co inni powiedzą”. Gdy wreszcie wykreuję siebie w sytuacji, w której „mam czas dla siebie, po prostu nic nie robię” – okazuje się, że jest mi dobrze, radzę sobie z tą nową sytuacją i „ludzkim gadaniem” (o ile ono w ogóle się pojawiło). Albo – „nie jest mi dobrze i nie radzę sobie”, ale zyskuję dostęp do głębszych warstw interpretacji mojego niezadowolenia. Być może wcale nie chodzi o bycie niezastąpioną… Pojawia się mnóstwo znaczeń. Jedno jest pewne – udział w nowym zdarzeniu, spotkaniu lub sytuacji zawsze coś otwiera i może zapoczątkować proces dobrej zmiany.
(E) Przywołała Pani bardzo indywidualny przykład. Ja chciałabym odnieść się do szerszego kontekstu. W ostatnim numerze Aptekarza Polskiego Prezes Grzegorz Kucharewicz pisze, że przyszłość aptekarzy zależy od nich samych i zachęca do licznego, a nawet więcej, do masowego udziału we wszelkich wyborach. W tym aspekcie również dochodzi do kreowania siebie w nowej odsłonie. Przejścia od „nie mogę być” radnym, parlamentarzystą, aktywnym członkiem samorządu aptekarskiego do „chcę mieć” wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość. Kontekst się zmienia, ale mechanizmy zostają takie same.
(M) Ciekawie na tym tle rysują się wyniki badań nad zmianą osobowości w trakcie upływającego życia. Jeszcze niedawno sądzono, że nasza wyjątkowość kształtuje się do około 30 roku życia, a później już nie podlega zmianie. Obecnie (w tamtym roku zakończono badania na grupie 130 tysięcy osób) [3] twierdzi się, że nie ma osobowościowego status quo. Zmieniamy się. Mamy wpływ na naszą aktywność i nasze opisywanie świata. Jesteśmy w stałym procesie, a raczej – możemy stale się rozwijać. Dojrzałość zawodowa z jednej strony, a z drugiej – umiejętność uczenia się nowych rzeczy (która, jak widać, nie jest ograniczona wiekiem) powinny wzbudzać w nas chęć do doświadczania siebie w wymienionych przez Panią zawodowych odsłonach.
(E) Rzecz w aspekcie teoretycznym wydaje się prosta, ale przecież potoczna obserwacja (nawet bez odnoszenia się do naukowych eksperymentów) codziennie utwierdza w przekonaniu, że wcale tak nie jest.
(M) To prawda. Człowiek ma określoną gotowość na zmianę. Może zmienić się tylko w pewnych, w „swoich” granicach. Może przesuwać te granice, poszerzać je, chociażby w wyniku nowych doświadczeń, ale nie zmieni sposobów reagowania, funkcjonowania czy wyrażania siebie tylko i wyłącznie w wyniku zewnętrznych zachęt czy nacisków. Apele, artykuły upowszechniające pewne zagadnienia są tylko przyczynkiem do zmiany, ale jej nie gwarantują. To, co mogą zrobić inni, to zadbać, aby gotowość na odmienne zachowanie mogła kiełkować się w warunkach w miarę bezpiecznych, emocjonalnie komfortowych.
(E) W zaciszu naszych domów, aptek możemy tworzyć takie komfortowe warunki do zmiany, ale arena życia w środowisku lokalnym, szerzej ogólnopolskim, czy jeszcze szerzej – europejskim już takiego komfortu nie zapewnia.
(M) Trudno się z tym nie zgodzić, dlatego chciałabym zachęcić do podejmowania wysiłków związanych ze zmianą od małych kroków i proponuję zastosowanie bardzo popularnej techniki terapeutycznej. Zamiany czasowników w zdaniu, w którym odnoszę się do zmiany. „Nie mogę tego zmienić…” warto wypowiedzieć jako „Nie chcę tego zmienić”. Słowo, które odnosi się do hamujących mnie okoliczności zewnętrznych zamienić na takie, które odnosi się do osobistych motywacji. Gdy mówię „nie chcę” zamiast „nie mogę” – dostrzegam swoje sprawstwo w określonych sytuacjach. To, co początkowo wydaje się być czymś całkowicie poza moim wpływem, po jakimś czasie staje się, przynajmniej po części, wynikiem moich działań – w tym przypadku świadomych zaniechań, odpuszczeń, odrzucenia jakiejś aktywności. Gdy „czegoś nie chcę” pojawia się we mnie refleksja, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź na zapytanie o osobiste motywacje. Ta odpowiedź nie jest ani łatwa, ani nie wzbudza przyjemnych uczuć i niechętnie dopuszczamy ją do głosu. Odsyłania nasze słabości – „bo czuję się słaba/y”, „bo czuję się osamotniona/y”, „bo chcę mieć święty spokój”, „bo nie lubię konfrontacji”. „Nie mogę tego zmienić, bo świat mi na to nie pozwala” – brzmi bezpiecznie i odbarcza z odpowiedzialności. Wierzę jednak, że warto przeformułowywać to, co z pozoru niemożliwe. Czasownik „chcę, nie chcę” wyzwala energię do aktywnego działania, a za tym idzie – odpowiedzialność za to działanie. I nie chodzi o to, aby zawsze „chcieć”, ale żeby odczytywać w sobie, co za taką a nie inną decyzją stoi.
(E) Rozumiem, że mimo ryzyka powinniśmy ćwiczyć „zamianę czasowników”?
(M) Tak, bo warto poszerzyć wiedzę o sobie samym. Ten wewnętrzny dialog jest tylko dla nas. Im bardziej szczery, tym więcej nam pokaże. Jeżeli zyskuję wiedzę o tym, co jest dla mnie trudne, to łatwiej mogę sobą zarządzać – na przykład unikać sytuacji, co do których mam przekonanie, że sobie w nich nie poradzę. Albo wprost przeciwnie – spróbować i zobaczyć, czy rzeczywiście jest tak, jak myśleliśmy.
(E) Wyobraźmy sobie sytuację, że decydujemy się podjąć jakiś wysiłek. Jakiemuś działaniu mówimy „tak”. Doświadczenie podpowiada jednak, że podjęcie wysiłku nie zawsze gwarantuje dobrą zmianę. Myślę, że w tej materii także istnieją wyraźne ograniczenia.
(M) Tak, jednym z największych ograniczeń jest brak akceptacji samego siebie. Terapeuci pracujący z osobami deklarującymi chęć zmiany zwracają uwagę, że niska samoocena nie sprzyja podejmowanym działaniom. Podejmowane wysiłki (nieświadomie) torpedują prezentowane w warstwie werbalnej potrzeby.
(E) Można wiec bez ryzyka błędu powiedzieć, że jeżeli to przywoływane „chcę” wzbogaci wyłącznie nasz język, a nie będzie wyrastało z dobrych wobec siebie samego emocji, to początkowo wysoki poziom motywacji szybko zaniknie.
(M) Właśnie tak. W szerokiej perspektywie dużej grupy zawodowej farmaceutów poczucie wartości ma swe źródła nie tylko w jednostkowej samoocenie poszczególnych specjalistów, ale jest wypadkową tej indywidualnej kondycji i kondycji całej grupy. Stąd tak ważne jest budowanie zbiorowej tożsamości.
(E) Myślę, że chodzi tu jeszcze o coś więcej. O szacunek do samego siebie (i znowu nie tylko indywidualne, ale również do całej własnej grupy zawodowej). Użyłam określenia szacunek, bo chciałabym na chwilę uwagę czytelnika (i Pani) na tej kategorii skupić. Szacunek, czym jest? Filozofowie twierdzą, że nie jest to emocja. Mówią też, że to nie akt intelektualny. Szacunek jest czymś między jednym a drugim. Jest zwróceniem się w kierunku tego co najszlachetniejsze, najlepsze.
(M) W perspektywie indywidualnego farmaceuty rzecz wydaje się trudna, ale możliwa do zrobienia. Skupienie się na tym, co we mnie najlepsze. Czerpanie z tego siły do zmian i pomnażanie dobra. To program na budowanie samego siebie. O wiele bardziej złożoną sprawą jest kreowanie zbiorowego wizerunku aptekarzy w oparciu o szacunek do zawodu, który jak Pani wspomniała (tenże szacunek), jest trudny do definiowania.
(E) Tak, jest to zadanie tym bardziej wymagające, że angażuje różne idee. Po pierwsze włącza ideę społeczeństwa obywatelskiego – naszego przekonania, że jest to idea wartościowa i godna szacunku. Następnie – ideę gotowości do poświęcenia się na rzecz jej urzeczywistnienia w wybranym obszarze. Po trzecie – ideę czerpania ze wzorców. Odnoszenia się z szacunkiem do tego, czego dokonali aptekarze w czasie przeszłym, po to, aby współczesny wizerunek aptekarza, jego zaangażowanie w budowanie wizerunku był wypadkową dwóch energii: własnej i zbiorowej. Doświadczenie pokazuje, że na przykład „z dziada pradziada” można dziedziczyć gotowość do wprowadzania w życiu społecznym, politycznym, ulepszeń i prezentować twórczą niezgodę na stan zastany.
(M) Ja jednak z perspektywy psychologa pragnę jeszcze raz podkreślić, że osobiste myślenie o władzy i autorytecie – czy władza jest dla mnie czymś, co można podważyć, czymś, z czym można polemizować, czy też jest obiektem niedostępnym, niepodlegającym zmianie lub negacji – jest bardzo ważne. Nie do zbagatelizowania są również odpowiedzi na pytania – czy jestem gotowy/a na straty, jakie mogę ponieść poprzez zaangażowanie na rzecz dużej, społecznej zmiany, jak radzę sobie z oponentami, z krytyką własnych pomysłów, czy potrafię bronić swoich przekonań lub dojrzale je modyfikować.
(E) Trudności na drodze szeroko rozumianej zmiany się piętrzą. Tak w osobistej, jak i zbiorowej przestrzeni życia, ale odwołując się do dalszego ciągu cytowanego w tytule wiersza, zmiana „to łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby” [4] chciałabym wszystkich czytelników zachęcić do usłyszenia siły, jaka wypływa z ostatniego sformułowania. Rzecz (zmiana) jest warta próby.
Ewa Sitko
Magdalena Bucior
Fot. Fotolia.pl
[1] Wisława Szymborska „Portret kobiety”
[2] Za: Kołakowski, L.(2004) Mini wykłady o maxi sprawach. Kraków, Wydawnictwo Znak
[3] Paulina Pająk Przemiana w Charaktery nr2 2014
[4] Wisława Szymborska Portret kobiety