|

03.2013 – „Człowiek w sytuacjach.”

marzec 2013, nr 79/57 online
 
(Ewa Sitko) Sytuacja aptek na początku 2013 roku. Takie uogólnienie przyszło mi do głowy po przeczytaniu informacji podsumowującej wyniki badań przeprowadzonych przez TNS Polska na zlecenie firmy Neuca. Sytuacja zostaje opisana przez to badanie jako trudna: „(…) 13% z nich (badanych) obawia się, że w najbliższym roku stanie przed koniecznością zamknięcia swojej apteki (w efekcie skumulowania niekorzystnych czynników, takich jak: spadek obrotów, spadek marży, wzrost konkurencyjności), 42% badanych deklaruje, że w obliczu pogorszenia finansów swojej apteki sięgnie po oszczędności do własnej kieszeni, 39% respondentów zdecyduje się na zwolnienie personelu ze swojej apteki” [1].
(Magdalena Bucior) Rzeczywiście jest to przyszłość, która nie napawa optymizmem. Nie statystyczne dane skupiają jednak moją uwagę, ale słowo „sytuacja”. Myślę o zdaniu Karla Jaspersa – „Nie mogę nigdy wydostać się z określonej sytuacji, nie wpadając w inną”. [2] W codzienności, powszedniości życia tak dla mnie, dla Pani, jak i dla farmaceutów „sytuacja” to splot zdarzeń zewnętrznych, otaczających człowieka okoliczności. Myślę, że Jaspers przyjąłby zaproponowany przeze mnie dalszy ciąg opisu: (…) w których albo się „znajduję”, albo „tkwię”.
(E) Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że ważne są nie tylko fakty, ale nasz stosunek do nich, to takie sformułowanie myśli wpisuje się w szerszy, już nie potoczny sens „sytuacji”. Można powiedzieć, że w nawiązaniu do koncepcji figury i tła, sytuacja jest figurą (postacią) na tle innych zdarzeń „w nurcie czasu”.
 
(M) Sytuację, w jakiej się człowiek znajduje, można opisać z perspektywy zewnętrznego obserwatora. Wtedy charakteryzuje się ona wskaźnikami w miarę obiektywnymi (przywołane na początku dane statystyczne są tego przykładem). Ale cenniejszy wydaje się być opis sytuacji z punktu widzenia podmiotu – wtedy dana sytuacja niesie ze sobą sens dla danego, konkretnego człowieka. „Sens sytuacji jest zawsze sensem dla osoby. To osoba odczytuje jej sens dla siebie” [3]. Sens „dla osoby” może być odmienny od sensu dla zewnętrznego obserwatora. Przesądza to o podmiotowości sytuacji, o tym, że człowiek, „wpadając w nią”, właśnie poprzez indywidualne przeżywanie jej sensu w sposób bardzo indywidualny współtworzy i te, i kolejne zdarzenia. Jednostkowe, niepowtarzalne bycie w sytuacjach pozwala na zrozumienie odmiennych odpowiedzi na nie.
   Intrygujące jest wprowadzone przez Panią rozróżnienie pomiędzy „byciem” a „tkwieniem” w sytuacjach. Nie pokusił się o nie Jaspers, ale jest ono obecne w obserwacji zachowania różnych osób w – wydawałoby się – podobnych sytuacjach (teraz już wiemy, że jest to podobieństwo z wyłącznie odległej perspektywy zewnętrznego obserwatora).
 
(E) Czym skutkuje to rozróżnienie i – co równie ważne – jakie są jego źródła?
 
(M) Mówiąc o następstwach możemy za Karlem Jaspersem powiedzieć, iż każda sytuacja dla każdego człowieka „zawsze oznacza korzyść lub stratę, szansę lub ograniczenie” [4]. „Bycie” w sytuacji otwiera pozytywną perspektywę. Zachęca do rzetelnego oglądu. Do zadania sobie pytań, z czego dana sytuacja wyniknęła, z jakiego powodu stała się taka, a nie inna, jakie nią rządzą mechanizmy. „Tkwienie” ma jednak już zupełnie inny sens. Wskazuje na poczucie beznadziejności i ograniczoność możności. Warto się więc zastanowić, kiedy i z jakich powodów, w jakich warunkach odczytamy sytuację jako dla nas korzystną, niosąca szansę, a kiedy będzie nas ograniczać i przytłaczać.
   To, jak dana sytuacja jest spostrzegana, wiąże się z wytworzonymi w ciągu życia schematami percepcyjnymi i zgromadzoną wiedzą. Znaczenie ma także stan emocjonalny, w którym znajdował się człowiek w momencie wejścia w daną sytuację.
 
(E) Jeżeli tak opisujemy i rozumiemy sytuację, to odnieśmy ją bezpośrednio do farmaceuty, który się w niej (obiektywnie trudnej sytuacji życiowej) znajduje. Na to, jak będzie on ją spostrzegać i przeżywać składać się będzie wiele elementów.
   W sytuacji, w której farmaceuta jest pracownikiem apteki należącej do innej osoby (niebędącej farmaceutą, realizującej także inne przedsięwzięcia biznesowe) uczuciami dominującymi mogą stać się niepokój i wyjątkowe osamotnienie, wynikające z odmiennych perspektyw osób o zupełnie innych zawodowych motywacjach. Zamknięcie apteki dla farmaceuty, który kontynuuje rodzinne tradycje i zarządza miejscem budowanym nieraz przez kilka pokoleń, oznacza wzbudzenie bardzo trudnych uczuć, odnoszących się do lojalności rodzinnej, zaufania najbliższych i poczucia odpowiedzialności za otrzymany swoisty dorobek życia.
   Inny sposób przeżywania trudnej sytuacji będzie towarzyszył farmaceutom (rodzinie) prowadzącym aptekę w odległej od domu części miasta, a inny, jeżeli apteka (pomieszczenie) stanowi (tak jak u moich przyjaciół) część domu, w którym się mieszka. Apteka wpisuje się wtedy szczególnie mocno w rodzinną codzienność, staje się miejscem niezwykle istotnym dla tego domu i jego mieszkańców.
 
   Złożoność zagadnienia, jak widać, nie pozwala na znalezienie jednoznacznej recepty na trudne życiowo, bytowo sytuacje. Pojawia się świadomość tego, że bardzo wiele elementów, także związanych z przekazami rodzinnymi, ma tutaj znaczenie. Można wręcz powiedzieć: nie tylko bieg mojego życia, ale i bieg życia np. moich rodziców wpływają na to, jak się w tych obciążających życiowo warunkach odnajdę.
 
(M) Elementem istotnie konstytuującym sytuację jest słowo. W naszym artykule mogłybyśmy doprecyzować: to, w jaki sposób nazywamy sytuacje. Istotne wydaje mi się podkreślenie Anny Gałdowej, odnoszące się wprawdzie do relacji społecznych, ale w moim przekonaniu niosące treść związaną także z tym wewnętrznym nazywaniem „Nie tylko obecność słowa, ale i jego brak – tam, gdzie jak się zdaje być powinno, gdzie jest oczekiwane, ma istotne znaczenie. Z dawna wiadomo, że słowo może budować i burzyć”. [5] Nazwanie sytuacji, w której się znajduję zmienia ją, i nienazwanie – także zmienia, bo wprowadza dodatkową przesłankę w postaci przekonania, że nie wiem, nie rozumieniem i pewnie w związku z tym – nie mam wpływu.
(E) Z tego, co Pani powiedziała wyłania się dla mnie myśl, że na recepcie na trudne zawodowo i bytowo sytuacje powinno być zalecenie: nie unikaj opisania sytuacji. Nazywaj.
(M) Z całą pewnością tak jest. Już na poziomie nazywania można „tkwić” lub „być”. I mimo, że słownik synonimów te dwa słowa traktuje jako podobne znaczeniowo, to w potocznym rozumieniu „być” oznacza bardziej „znajdować się”, a tkwić – „być umiejscowionym”. W opisie Anny Gałdowej słowo, które burzy – to takie nazwanie sytuacji, które odbiera nadzieję i energię, a co za tym idzie – „przyszpila” nas do danego umiejscowienia.
 
(E) O nazwanie sytuacji możemy pokusić się sami, ale możemy także poprosić o to inną osobę. Rozróżnienie pomiędzy perspektywą wewnętrznego i zewnętrznego obserwatora ponownie znajduje uzasadnienie. Ta pierwsza jest niezbędna, aby pokusić się o zrozumienie niepowtarzalnych uczuć, wzbudzonych przez daną rzeczywistość. To perspektywa, dzięki której możemy przybliżyć się do świata przeżyć. Ale perspektywa zewnętrznego obserwatora może być cenniejsza w realistycznej ocenie zdarzeń. Dlatego warto poszukać i takich osób, które będą empatycznie towarzyszyć nam w przejściu przez trudną sytuację, i takich, które przedstawią nam bardziej zdystansowany, ale przez to i mniej nasycony emocjami ogląd.
(M) Tym, co zawsze zmienia sytuację na naszą korzyść, jest pozyskanie o niej jak największej ilości informacji. Bardzo ważne w tym kontekście wydaje się to, o czym kilkakrotnie wspominałyśmy już w poprzednich artykułach: rozróżnienie pomiędzy tym, na co mamy, a na co nie mamy wpływu. Brak takiego rozróżnienia (oznaczający w praktyce niemożność wyodrębnienia czynników, na które mamy wpływ) sprawia, że w sytuacji „tkwimy” – mamy wrażenie, że rozgrywa się ona bez naszego udziału, że w żaden sposób nie możemy jej kształtować. Określenie tych elementów sytuacji, na które mamy wpływ, pozwala na zarządzanie nimi (nawet, jeżeli naszą decyzją jest bierność).
(E) Dość często spotykam się z przekonaniem, że aktywność w sytuacjach oznacza dynamiczne, czasami agresywne ich przebudowywanie. Jeżeli nie zaprotestuję, jeżeli nie wejdę w konflikt, to znaczy, że nie przebudowałam sytuacji?
 
(M) Oczywiście, że nie. Poczucie, że mam wpływ, powinno oznaczać, że zarządzam tymi elementami przede wszystkim w zgodzie z sobą, ze stylem zachowania, który jest mi najbliższy. Nie mogę być skuteczna, jeżeli nie jestem prawdziwa. Ważne jest, abyśmy docenili znaczenie także i pozornie małych gestów – jednego, ale za to odważnie i głośno sformułowanego przekonania, wsparcia okazanego drugiemu człowiekowi, czasu poświęconego na konsultację z prawnikiem itd.
(E) Ustalanie więc, jakie komponenty powinny stanowić podstawę recepty „na kryzys”, wymaga (jak zwykle) sięgnięcia do wielu własnych i cudzych zasobów. Należy czerpać z własnego oglądu, ale równie mocno analizować, jak z podobnej sytuacji wyszli inni, nazywać własnym językiem, ale z uwagą wsłuchiwać się w język zewnętrznych obserwatorów i… korzystać z sieci wsparcia. Zaczynamy ją budować właściwie od momentu narodzin pierwszych przyjaźni, ale rozszerzamy (a właściwie powinniśmy o to zadbać) przez całe życie. Trudna sytuacja może zapoczątkować spotkanie z nowymi osobami i odkrycie, że ich perspektywa może być naszą i że dzięki niej możemy zrozumieć, nazwać i wykorzystać to, co w danej chwili się dzieje. Jak mówi jeden z moich znajomych „nic nie jest aż tak złe, ani aż tak dobre, jak nam się w danej chwili wydaje”.

Ewa Sitko
Magdalena Bucior

 
Fot. Fotolia.com

[1]  www. rynekzdrowia.pl
[2]  Jaspers K., w: R. Rudziński, Jaspers, WP, Waszawa 1978, s.188
[3]  Anna Gałdowa Powszechność i wyjątek. Rozwój osobowości człowieka dorosłego Wydawnictwo PLATAN Kraków 1992, s.131
[4]  Jaspers K. (1932/78) Wybór Pism. Wiedza Powszechna 1978
[5]  Anna Gałdowa Powszechność i wyjątek. Rozwój osobowości człowieka dorosłego Wydawnictwo PLATAN Kraków 1992, s.133

Podobne wpisy