|

02.2014 – „A jednak mamy misję…”

luty 2014, nr  90/68 online
 
   Parę dni temu przyszła do mnie pacjentka. Przyszła odebrać leki, które zamówiła dzień wcześniej. Po zrealizowaniu zaległej recepty na chwilę zamilkła i… rozpłakała się mówiąc „A teraz niech mi pan da coś na uspokojenie, bo mamy poważny problem w domu…". Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że opowiedziała mi o wszystkim, co stanowi największy, nękający ją kłopot. Cóż można dać osobie, która będąc w takim stanie, jak to się ładnie określa w naszej terminologii, "wymaga wsparcia farmakologicznego"? Polskie prawo nie daje nam wielkich możliwości. Ponieważ pacjentka była bardzo sceptyczna co do propozycji leków pochodzenia roślinnego, wytłumaczyłem jej, że to w zasadzie wszystko, czym w jej konkretnym przypadku mogę pomóc, zaś jeśli chce i wymaga czegoś silniejszego w działaniu, powinna udać się do lekarza.
   Całe to zdarzenie przypominało mi słynny obraz Józefa Chełmońskiego "Aptekarz". "Obraz ten przedstawia wnętrze prowincjonalnej, dziewiętnastowiecznej apteki, w której znajdują się dwie osoby: aptekarz i chora kobieta, która najwyraźniej przyszła do apteki po lekarstwo na swoją chorobę. O tym, że ta kobieta jest chora, świadczy jej wychudzona twarz, a także to, że z powodu osłabienia charakterystycznym gestem wspiera się o ladę. Natomiast w postaci aptekarza charakterystyczne jest to, że jest ku tej chorej kobiecie pochylony i uważnie, tak jak lekarz, słucha, co ta kobieta o swojej chorobie mówi." (fragment pochodzi ze strony www NIA, Apel – kupujemy obraz "APTEKARZ", Aktualności, 28 kwietnia 2005). Zarówno w czasach Chełmońskiego, jak i obecnie, rola farmaceuty nie wiąże się tylko i wyłącznie z handlem. Zdarzają się chwile, że to nasze "dobre słowo" więcej daje pożytku niż jakikolwiek lek. To symbolicznie pokazane "pochylenie się" nad chorym człowiekiem, choćby poprzez wsłuchanie się w cudze kłopoty, jest elementem naszej pracy. To jest ta część, za którą nie otrzymamy zapłaty pomimo, że daje ona więcej niż jakiekolwiek pieniądze – wdzięczność drugiego człowieka, tu pacjenta.
   Zdaję sobie sprawę z tego, że opisany przeze mnie przypadek zdarza się niezmiernie rzadko. Wiem, że obecnie ważne są inne priorytety jak "skala obrotu", "marża" i wynikająca z tego "rentowność". Im dalej ten model funkcjonowania apteki będzie istniał tym mniejsze szanse będą miały empatia z naszej strony a zaufanie pacjenta z drugiej. Absolutnie nie można mówić o tym, że największym dobrem w aptece są ci, co potrafią sprzedać najwięcej towaru będący "liderem sprzedaży". To odwrócenie pojęć będące wynikiem widzenia apteki jako ordynarnego sklepu. W aptece muszą się liczyć tylko ci, co mają określone podejście do człowieka, którego dręczy cierpienie. I to my, farmaceuci, mamy tę misję, bo właśnie po to stworzono nasz zawód a obowiązkiem państwa jest zatroszczenie się o taką modyfikację systemu ochrony zdrowia, by taka postawa była promowana i nagradzana.
 
dr n. farm. Grzegorz Pakulski

Podobne wpisy