|

02.2013 – „Tabletki podłużne i z rowkiem, czyli co się pacjentowi opłaca?”

luty 2013, nr 78/56 online
 
   Profesor Władysław Bartoszewski, człowiek-legenda, mawia i pisze, że „warto być przyzwoitym”, a więc warto postępować uczciwie, rzetelnie. Wydawałoby się, że praca w aptece doskonale wpisuje się w treść słów profesora. Prawidłowość naszego farmaceutycznego postępowania jest nierozerwalnie związana z wykonywanym zawodem i posiadanym wykształceniem. Mawia się: „dokładny [poprawny] jak aptekarz!”.
   Jest to aksjomat także dla ludzi, dla naszych pacjentów. Pamiętam z dzieciństwa, że nawet w Elementarzu był wierszyk o dokładności aptekarza.
   Tymczasem rzeczywistość skrzeczy, gdy pacjent przychodzi do apteki. Jeszcze przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej brałem udział w następującym zdarzeniu (treść niektórych słów wypowiadanych przez pacjenta przełożyłem na język kulturalnych ludzi):
 
   Pacjent około sześćdziesiątki, recepta na powszechnie stosowany lek przeciwko nadciśnieniu. Dwa opakowania ze zniżką kosztowałyby ok. 30 zł.
–    Tak drogo??? Nie ma pan czegoś tańszego?
–    Ależ mam, już panu zamieniam. Ta sama substancja, ta sama dawka, ta sama ilość.
–    A czy to to samo?
–    Tak, to samo.
–    A na pewno?
–    Tak, na pewno…
–    To NIECH BĘDZIE!
 
   Podałem zamiennik i mówię, że do zapłaty jest 6,4 zł.
–    TAK MAŁO???
–    Tak…
–    Bardzo panu dziękuje, pan jest wspaniały, cudowny, tak mi pan pomógł, tyle pieniędzy zaoszczędziłem, itd.
 
   Tak wylewne podziękowania budzą we mnie pewne obawy. Cóż, lata pracy zawodowej dają prawo powątpiewać w szczerość słów wypowiadanych przez pacjentów. Jak się okazało – słusznie. Następnego dnia ten sam pacjent wpada do apteki i z trzaskiem otwierając drzwi wykrzykuje, że wydałem mu złe lekarstwo!
–    Przecież pamiętam, że poprawnie i z korzyścią finansową zamieniłem panu lek X na lek Y.
–    ALE TO JEST ZŁY LEK! – wykrzyczał znowu pacjent.
–    Lek jest dobry. Proszę mi powiedzieć, co panu w nim nie odpowiada.
–    Bo TAMTE tabletki były podłużne i z rowkiem, a te są okrągłe i bez rowka, a ja biorę po pół, więc mi się kruszą!…
–    A mówił mi pan, że zażywa po pół?
–    Nie…
–    A skąd niby ja miałbym to wczoraj wiedzieć???
   (cisza, a po chwili ponownie):
–    Ale one mi się kruszą!
–    Proszę się nie obawiać, bo przy ciągłym stosowaniu nie ma to większego znaczenia dla pańskiego organizmu.
–    Ale on [pacjent] woli tamte tabletki!
–    To następnym razem jednak powinien pan wziąć te poprzednie.
–    Ale one są za drogie!
–    Wczoraj dokonał pan wyboru pomiędzy dwiema opcjami, pomiędzy drogimi, a tanimi tabletkami. Albo, albo! Z kolei dziś chciałby pan mieć Mercedesa w cenie małego Fiata. Tak się nie da!
–    Więcej nie przyjdę do tej apteki, bo chciał pan mnie oszukać (sic!)!
 
   I więcej nie przyszedł… Jak łatwo się domyśleć, niespecjalnie jestem za nim stęskniony.

    Ktoś mógłby powiedzieć: „tacy są ludzie, taką mamy pracę, trzeba się z tym pogodzić”. Ale ja pytam: a niby dlaczego? Dlaczego ja, farmaceuta, aptekarz, mam się godzić z tym, że ktoś, komu poświęcam swoją wiedzę, czas, energię, komu pomagam być zdrowszym, komu – wbrew własnemu interesowi ekonomicznemu – pomagam zaoszczędzić sporo pieniędzy, bezkarnie mnie obraża? Przedstawiciele władz w wypowiedziach medialnych wmawiają pacjentowi, że należy mu się wszystko i za darmo oraz utrwalają przekonanie, że za nic nie odpowiada. Skoro bez żadnych ograniczeń nie płaci (u lekarza), albo wręcz korzysta finansowo (na zamianie leku w aptece), to pacjent bywa bezkarnie roszczeniowy!

   To nie ja wprowadziłem na listy leków refundowanych 5 czy 10 odpowiedników tej samej substancji czynnej, na dodatek w 5 czy 10 różnych cenach, a obecnie i limitach. To nie ja, a wręcz wbrew mojej – jako członka OIA – opinii, wielokrotnie przedstawianej w różnych miejscach i różnych formach, dopuściłem do tak rażącej różnicy cenowej, która m.in. skutkuje z jednej strony agresją pacjenta, a z drugiej jego bezpodstawną roszczeniowością. To nie ja wymyśliłem przepisy, które nakazują mi dbałość o interes ekonomiczny pacjenta, w zamian nie dając żadnych preferencji, ułatwień w pracy, a wręcz poprzez drobiazgowo-złośliwe kontrole NFZ-u (wszyscy pamiętamy słynny brak „iksika” na receptach) jestem traktowany jak złodziej publicznych pieniędzy! Oszczędzam w nie swoim interesie, a jestem traktowany jakbym okradał wszystkich wokół.

   Z innych powodów nierówny podział tabletki również absolutnie mnie nie zaskakuje. Brak kultury osobistej także nie jest czymś sporadycznym. Dziwię się naszemu Państwu, że doprowadza do absurdalnej sytuacji z wieloma zamiennikami na listach leków refundowanych. Skoro w państwowej kasie brak pieniędzy na wszystko, to dużo prostszym rozwiązaniem byłyby 2 lub 3 najtańsze zamienniki tej samej substancji czynnej. Najtańsze, bo przecież nie szeroko rozumiana jakość leku („podłużna tabletka z rowkiem”) jest priorytetem dla ustawodawcy, ale jego niska cena. Wiadomo też, że zbyt mały (<50 %) udział refundacji w cenie leku powoduje jego mniejszą dostępność ekonomiczną dla pacjenta, a tym samym przyjmuje go on mniej chętnie, „oszczędniej”, co na skutek kaskady następstw oznaczać może jego pobyt w szpitalu. Doba pobytu w szpitalu może być wiele razy droższa od rocznej wartości refundacji tego leku. Tak więc Polska wspomaga swą refundacją wiele firm produkujących te same substancje czynne, a nie wspomaga swych obywateli korzystnym dla wszystkich, w tym budżetu Państwa, powiększaniem ulgi na ich zakup.
   Jestem głęboko przekonany, a zaobserwowane przez ostatni rok zmniejszenie cen detalicznych leków refundowanych tylko to potwierdza, że pozostawienie na listach maksimum 3 preparatów z tą samą substancją czynną doprowadza do błyskawicznej obniżki ich cen. Zarówno hurtownie, jak i przede wszystkim apteki, odetchnęłyby z ulgą, bo z jednej strony zmniejszyłby się koszt magazynowania, a z drugiej wreszcie Państwo wypełniłoby swą konstytucyjną powinność, jaką jest równe traktowanie wszystkich, w tym wypadku uczestników obrotu lekiem. Z przykrością muszę napisać, że nie liczę w najbliższej przyszłości na poprawne traktowanie nas ani przez ustawodawcę, ani przez Ministerstwo Zdrowia oraz NFZ.

mgr farm. Mariusz Politowicz
 
Fot. Fotolia.com
 

Podobne wpisy