|

01.2013 – Zza pierwszego stołu – „Tamper evident.”

styczeń 2013, nr 77/55 online
 
   Pewnego dnia przyszła do mojej apteki pacjentka. Po wymianie standardowych uprzejmości zwróciła się do mnie: „Poproszę plastry na opryszczkę”. „Bardzo proszę. Kosztują tyle a tyle.” „Ale ja chcę TYLKO DWA! Nie chcę całego opakowania!”. Będąc dalej wyjątkowo uprzejmym poinformowałem, że nie dzielę tych opakowań. W zamian za co otrzymałem komunikat: „Proszę Pana, WSZĘDZIE dzieli się te opakowania i można te plasterki kupić po sztuce, a TYLKO nie u Pana. Dziękuję bardzo. Do widzenia.”
 
   W zasadzie prozaiczna sytuacja. Nic szczególnego w naszej aptekarskiej codzienności. Mnie jednak zastanowiło coś innego. Poproszony zostałem o plastry, które bądź co bądź przykleja się na rany, a więc osoba wydająca, która w aptece otwiera opakowanie, dotyka te pojedynczo opakowane plasterki rękoma, które nie są myte przed dokonaniem tej czynności. Nic mi po tym, że pacjentka stwierdziła – co potwierdzają koleżanki i koledzy – iż każdy z tych plastrów jest pakowany osobno. Nic dlatego, że gdyby podzielenie było możliwe, to kto mi wytłumaczy sens istnienia na opakowaniu zewnętrznym czegoś, co z angielska nazywa się „tamper evident”, a po polsku można określić jako „znacznik potwierdzający otwarcie opakowania”? Montuje się takie coś, czy to w postaci naklejki, czy też plastikowej nakładki właśnie po to, by otwierała to osoba, która ma być bezpośrednim i docelowym odbiorcą danego towaru. Dotyczy to również leku czy – jak w tym przypadku – materiału medycznego.
 
   Zgodnie z przepisami prawa w aptekach mamy prawo i obowiązek dzielić niektóre opakowania. Zasady dokonywania tej operacji są doskonale znane farmaceutom. Zasada jest taka, że nie możemy naruszyć jakości leku. Tę jakość mają zagwarantować opakowania bezpośrednie. Jakość deklarowaną przez producenta mamy utrzymać i stale zapewniać. W naszej pracy to również przestrzeganie zasad higieny. A więc nieprzypadkowo zakłada się owe „tamper evident”.
 
   Brzydzimy się widząc w sklepach rozrzucone cukierki, które pochodzą z rozerwanego opakowania, jakim jest torebka foliowa i choć są one osobno owinięte oraz zabezpieczone przed brudem, nie zachęcają do wzięcia, nie mówiąc o tym, że nie mamy ochoty ich jeść. Inna sprawa, że w tychże sklepach nie dzieli się opakowań np. dropsów czy innych słodyczy. Nawet jeśli mamy ochotę na dwa lub trzy dropsy (sztuki!) i motywujemy to np. „brakiem środków do ich nabycia w ilości pełnego opakowania”, nie zostanie ono rozerwane, by zaspokoić naszą potrzebę. Swoją drogą – czy ktoś słyszał o przypadkach dzielenia leków lub suplementów diety w tzw. obrocie pozaaptecznym?
 
   A jak to wygląda w aptekach? Dzielimy co się da, na ile się da! Godząc się na porcjowanie opakowań z towarem o szczególnym charakterze – łamiemy zasady. Łamiemy, bo godzimy się na dyktat pacjenta/klienta zgodny z hasłem „Klient nasz pan!” tłumacząc sobie, że mu pomagamy. Ta pomoc bynajmniej nie wynika z troski o dobro pacjenta, jakim jest jego zdrowie. To czysta chęć zysku. Przymykamy oko na higienę – bo jest opakowanie bezpośrednie. Nie ma znaczenia, że na tym opakowaniu pozostaną miliony bakterii pochodzących z pieniędzy, z którymi osoba wydająca ma kontakt cały czas. Wydajemy żądaną ilość choć wiemy, że nie wystarczy ona na cały okres procesu leczenia, gwarantujący poprawę zdrowia lub wyleczenie z choroby. Ważny jest efekt marketingowy wyrażony we wbitym w umysły „naszym wizerunku” i „wyniku sprzedaży”. Marketingowe zasady mają się przełożyć na sukcesy finansowe, ale przysłaniają właściwą rolę aptek. Wynik finansowy usuwa w cień zasady, które są związane z aptekami od zarania.
 
   Zwykła przyzwoitość nie pozwoliła mi postąpić inaczej jak to opisałem powyżej. Pomimo iż nie zarobiłem cieszy mnie jedno – nie zaszkodziłem, zgodnie z zasadą „primum non nocere”. Robi tak jeszcze wielu z nas, na co mam dowody. Jednakże życzyłbym sobie by wszystkie osoby pracujące w aptekach kierowały się tą zasadą w imię tego, czego zostały nauczone w trakcie nauki. Nasz obowiązek to także prowadzenie działalności edukacyjnej i szeroko rozumianej profilaktyki. Dotyczy to także wyjaśniania pacjentom po co są „tamper evident” na opakowaniach leków i materiałów medycznych.
dr n. farm. Grzegorz Pakulski

Podobne wpisy