Ostoją aptekarstwa są izby aptekarskie, a jakie aptekarstwo jest ostoją izb?

Do tej pory na łamach „Aptekarza Polskiego” wypowiadałem się jedynie jako historyk farmacji i szeregowy farmaceuta, pracujący na co dzień w małej, rodzinnej aptece. Do napisania niniejszego listu skłonił mnie wstęp do styczniowego numeru czasopisma pt. „Ostoją aptekarstwa są Izby Aptekarskie”, za który Redakcji serdecznie dziękuję, w imieniu własnym i setek innych farmaceutów. Artykuł ten wprowadza na łamy „Aptekarza Polskiego” temat bodaj najbardziej żywotny dla polskiego aptekarstwa: temat małej, indywidualnej apteki, przeżywającej – jak pisze Redakcja – trudności ekonomiczne. Temat to równie kłopotliwy, co ważny i warty obszernej dyskusji, którą niniejszym podejmuję.
Całkowicie zgadzam się z twierdzeniem, że „Ostoją aptekarstwa są Izby Aptekarskie”. Nie mogę jednak odmówić sobie tej możliwości i nie zadać pytania: a jakie aptekarstwo jest ostoją dla izb samorządowych? Czy taką ostoją są apteki sieciowe, których właściciele najchętniej widzą swe miejsce w izbach gospodarczych, a nie samorządowych? Nie kryją się z tym zresztą i bardzo sprawnie działające zaczątki takiej izby już stworzyli. Trudno także wyobrazić sobie, aby właściciel kilkunastu aptek, a przy okazji… sieci stacji benzynowych, który oczywiście nie jest z wykształcenia farmaceutą, chciał podlegać samorządowi aptekarskiemu, w którym automatycznie zostaje postawiony w roli parweniusza, siłą włamującego się na parnas prawdziwych farmaceutów! Jest więc oczywiste, że tysiące polskich aptek, zarówno tych należących do sieci, jak i tych, których właścicielami są „niefarmaceuci”, stoi w opozycji do samorządu. W takiej samej sytuacji są także pracownicy tych aptek, którzy mogą w każdej chwili znaleźć się poza samorządem aptekarskim. Wystarczy kilka sprawnych zabiegów prawnych, a farmaceuci ci uszczuplą o kilkadziesiąt procent nasze szeregi!
Z drugiej strony popatrzmy na aptekarzy indywidualnych, na małe apteki, przekazywane często z pokolenia na pokolenie. Czy nie jest tak, że to właśnie na nich samorząd opiera swą egzystencję i to właśnie te apteki i ci aptekarze dają mu legitymację do istnienia? Czy to nie spośród tych aptekarzy rekrutują się najczynniejsi społecznie farmaceuci? Aptekarze indywidualni zrobią dla swych aptek wszystko, bowiem apteki są dla nich nie tylko podstawą utrzymania, ale i miejscem, w które wkłada się serce: w aptece spędzają większość swego życia, w aptece spotykają ich wszystkie cienie i blaski codziennej pracy, w aptekę wreszcie wkładają cały swój wysiłek i potencjał twórczy. Choć apteka indywidualna nie jest tak wzorcowo urządzona, jak apteki sieciowe, nie ma tak atrakcyjnego asortymentu, nie prowadzi promocji, nie oferuje kart stałego klienta, nie wypełniają jej setki kolorowych plakatów, to pacjent nie jest tu anonimowy, jest dobrym znajomym, którego problemy i schorzenia dobrze znamy, a zarazem – możemy mu wydajniej pomagać i doradzać.
Aptece indywidualnej, pomimo jej znaczenia i wartości, nie została zapewniona jakakolwiek ochrona i trwałe miejsce w systemie opieki zdrowotnej. Pacjenci – i nie można o to mieć do nich pretensji – wybierają coraz częściej apteki sieciowe, w których kupują leki o kilka, a nawet kilkanaście złotych tańsze. I to właśnie ci pacjenci powinni pokazać władzom samorządu aptekarskiego w jakim kierunku zmierza nasz zawód: zmierza szybkim krokiem ku całkowitej dominacji aptek sieciowych.
Aptekarstwo to specyficzny zawód, który kończy się dokładnie w tym miejscu, w którym zaczyna się chęć zysku, dominująca codzienną, uczciwą pracę. Apteka nigdy nie powinna być miejscem, na którym ktokolwiek zechce się dorobić, a aptekarz – nie powinien być biznesmenem. Tymczasem sieci aptek nastawione są wyłącznie na uzyskiwanie coraz wyższego przychodu. W Polsce istnieje nadal bardzo wiele indywidualnych, niezależnych aptek. Udało im się przetrwać z różnych powodów: dzięki poświęceniom i wyrzeczeniom właścicieli, dzięki ich zapobiegliwości, sile rodzinnych tradycji, ale chyba głównie dzięki poczuciu słuszności tego, co robią. Apteki te walczą, choć czujemy się w tej walce zapomniani i osamotnieni. Czekamy, aż ze strony samorządu aptekarskiego padnie wyraźny głos w naszej obronie, czekamy, aż władze izb aptekarskich powiedzą nam, że mamy po co walczyć i że walka ta ma sens – gdyż w końcu przyjdą z pomocą. Bezwarunkowa obrona apteki indywidualnej powinna być podstawowym postulatem samorządu aptekarskiego, bo – moim zdaniem – bez takich właśnie aptek samorząd aptekarski upadnie.
dr n. farm. Maciej Bilek
