04.2009 – „Cud nad Saoną.”

 kwiecień 2009, nr 32/10 online
 
CUD NAD SAONĄ

      Cuda kojarzą nam się raczej z boskimi  wyróżnieniami, objawieniami, czynami. A tu rzecz o cudzie, takim zwykłym, człowieczym, którego sprawcą może być każdy z nas zwykłych śmiertelników. 
      Kto z nas nie zetknął się z prawie magiczną książką „Mały książę”  Antoine’a de Saint Exupery. Albo czytaliśmy jako dzieci, albo mieliśmy kontakt z często cytowanymi, pięknymi sentencjami. Albo też często w wieku dorosłym treść tej książki nabierała nowych znaczeń, szczególnie gdy była czytana sercem. To książka o uniwersalnych wartościach, o miłości, przyjaźni, szacunku. Książka i dla dzieci i dla dorosłych. Rozpoczyna się dedykacją dla Leona Wertha. I choć wypełniona pięknymi słowami, można było sądzić, że nazwisko jest wytworem wyobraźni pisarza – pilota, który wznosząc się romantycznie w powietrze naśladuje marzenia mitycznego Ikara o locie do słońca i marzy, by na ziemi był przyjaciel, który czeka na jego powrót.     
     Okazuje się, że Leon Werth to człowiek z krwi i kości. I warto tę dedykację przypomnieć, ponieważ jest ona prawie jak klucz do książki „List do zakładnika”, która wydana pod koniec ubiegłego roku, pojawiła się na półkach księgarskich. 
     „LEONOWI WERTH. Przepraszam wszystkie dzieci za poświęcenie tej książki dorosłemu. Mam ku temu powody: ten dorosły jest moim najlepszym przyjacielem na świecie. Drugi powód: ten dorosły znajduje się we Francji, gdzie cierpi głód i chłód. I trzeba go pocieszyć. Jeśli te powody nie wystarczą – chętnie poświęcę tę książkę dziecku, jakim był kiedyś ten dorosły. Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi. Choć niewielu z nich o tym pamięta. Zmieniam więc moją dedykację: LEONOWI WERTH gdy był małym chłopcem”. 
     Tak, często my dorośli zapominamy, lub nie chcemy pamiętać, lub wstydzimy się tkwiącego w nas gdzieś głęboko dziecka. Autor próbuje wywołać  z nas przynależną dziecku, niczym nieograniczoną wrażliwość. Ta wrażliwość połączyła silną przyjaźnią obu pisarzy. Bo Leon Werth, dużo starszy od de Saint – Exupery’ego we Francji znany jest przede wszystkim jako krytyk sztuki. Był także dziennikarzem, eseistą, autorem opowiadań, poetyckim surrealistą. I teraz dzięki „Listowi do zakładnika” możemy zidentyfikować chociaż jego nazwisko, gdyż jego twórczość jest w Polsce nieznana. Werth żył we Francji pod niemiecką okupacją jak zakładnik odarty z humanistycznych wartości, otoczony faszystowską ideologią.       
     W przypomnianej dedykacji możemy się również doszukać inspiracji, która zaowocowała napisaniem „Listu do zakładnika”. Ta książka to również dedykacja, tyle że do książki Leona Wertha o ucieczce Francuzów z Paryża zatytułowanej „Trzydzieści trzy dni”. Po kapitulacji Francji przyjaciele widzieli się po raz ostatni w październiku 1940 roku. Werth przekazał rękopis przyjacielowi, a ten obiecał znaleźć dla niego wydawcę i opatrzyć ją wstępem. De Saint–Exupery wyjechał do Stanów Zjednoczonych i próbował znaleźć odpowiednie wydawnictwo. Niestety, wówczas nie udało się nikogo zainteresować publikacją.

     Książka ukazała się dopiero w 1992 roku. Natomiast jako samodzielny tom  w 1943 roku, wydana została  dedykacja. I w takiej wersji, we współczesnym tłumaczeniu, po raz pierwszy trafia do rąk polskich czytelników. Ta dedykacja – książka zawiera w sobie wiarę w nieprzemijające wartości, których nie jest w stanie zniszczyć idea depcząca ludzką godność. To przypowieść uniwersalna, w sposób niezwykły mówiąca o miłości, przyjaźni, uśmiechu, nadziei. 
      A odniesieniem jest opisane zdarzenie z wiosny 1939 roku. Brunatne chmury gdzieś tam, wydawało się, jeszcze daleko, dopiero się zbierały. Nie było wiadomo, jeśli nadciągną, co ze sobą przyniosą. Opisane zdarzenie dotyczy spotkania przyjaciół na tarasie gospody znajdującej się nad rzeką Saoną w wiosce Fleurville. Otuleni ciepłymi, prawie letnimi promieniami słońca w milczeniu popijali pernoda. Przyłączyli się marynarze, Holender i Niemiec, który uciekł z faszystowskich Niemiec. Nadal opróżniali kolejne kieliszki pernoda, w milczeniu. Ale nic nie mówiąc uśmiechali się do siebie. I czuli, że oto dzieje się coś co ludzi przyciąga, bez słów, co tworzy atmosferę przyjaźni, szacunku, nadziei. Wystarczy uśmiech będący wyrazem miłości  płynącej do innych z naszego serca.
     To właśnie ten, taki zwykły ludzki cud, którego sprawcą może być każdy z nas – stał się niezwykłą kanwą „Listu do zakładnika”.

 
                                                                                                                                               Wacław Bierkowski

LIST DO ZAKŁADNIKA
Antoine de Saint-Exupery
Państwowy Instytut Wydawniczy 2008

 

Podobne wpisy