Nieznana Toskania

listopad 2011, nr 63/41 online
 
NIEZNANA TOSKANIA
 
 

    Słynna i jakże piękna Toskania, ostatnimi laty zdaje się być aż zbyt często obecna na łamach prasy, portali podróżniczych, na kartach coraz to nowych książek wspomnieniowych… Masowa turystyka i miliony przewijających się przez Florencję, Pizę, Sienę i Lukkę przybyszów z całego świata odbierają temu unikalnemu regionowi czar, a zwiedzanie staje się wręcz uciążliwe. Warto jednak pamiętać, że Toskania nadal kryje zakątki, w których turyści stanowią… atrakcję dla „tubylców”! Jedno z takich miejsc, to położony wśród szczytów Alp Apuańskich, trudno dostępny region historyczny Garfagnana. Na szczytach potężnych masywów górskich, ponad głębokimi i wciąż dzikimi dolinami, leżą maleńkie, kamienne miasteczka o bardzo wąskich uliczkach, w których zakazy wjazdu dla samochodów są… całkowicie zbędne. Powstanie tych osad datuje się na czasy średniowiecza i od tego też czasu niewiele się w nich zmieniło. To prawdziwe, żywe muzea, począwszy od zabytków architektury, na kulturze i obyczajach skończywszy. Pobyt i podróżowanie w regionie Garfagnana to niepowtarzalna okazja do poznania codziennego życia prawdziwych Włochów, nie zaś – kosmopolitycznych mieszkańców wielkich miast i przereklamowanych miejscowości turystycznych, nastawionych wyłącznie na obsługę masowego ruchu turystycznego.

    Czytelników „Aptekarza Polskiego” zapraszam do krótkiej wędrówki po jednym z najrzadziej odwiedzanych miasteczek Garfagnany, otoczonym gajami oliwnymi i winnicami Tereglio, gdzie poczta czynna jest raz w tygodniu, we środę, lekarz przyjeżdża z lekami na plebanię w każdy piątek, a świeżo pieczony chleb kupić można tylko w poniedziałki. Jedyny sklep, a zarazem restauracja, to centrum lokalnego życia, w którym od wczesnego ranka do północy wszyscy przekrzykują się nawzajem: od niemowląt, po niewiarygodnie czerstwych osiemdziesięcio- i dziewięćdziesięciolatków. A wszystko to na oczach leniwych kotów… Po kilku dniach pobytu przybysz zaczyna być traktowany jak stary znajomy, a wcześniejsze, oficjalne i krótkie „Buongiorno”, zmienia się na przyjacielskie „Ciao”, poprzedzające entuzjastyczną, kwiecistą i całkowicie niezrozumiałą opowieść…

Maciej Bilek
 
 
 
 
 
 
 

Podobne wpisy