listopad 2011, nr 63/41 online
LISTOPADOWA PLUCHA,
LISTOPADOWE PRZYMROZKI
Nazwy miesięcy w naszym języku wielokrotnie oddają charakter nastroju, który opanowuje człowieczy umysł. Chociaż rozsądek nakazuje myślom w każdym czasie stosować się do reguł jednorodnych, całorocznych, to jednak wystarczy jedno spojrzenie za okno
Przebrały się ptaki
za ciemne chmury,
przebrały się drzewa
w szare habity
po ogrodach przeszła mgła,
zostawiła srebrne ślady
na wyblakłej trawie – listopad.

No właśnie, listopad – liście, nawet te nie zrażające się łatwo jesienią, opuszczają drzewa. Po październiku, pełnym bogactwa i blasku, nadziei nawet na długą, ciepłą jesień, nagle spada mróz, warzy zieleń, wówczas
(Nocna rosa)
Gwiazdy spadły na trawę
i z cichym sykiem ginęły
wśród kropel nocnej rosy.
Oglądałam się wtedy za siebie
może zbyt często –
lecz w dłoniach czułam jeszcze
miękki dotyk
podobny dobrym słowom.

Ten miękki dotyk zmienia się czasem, nawet niezamierzenie, w zastygły gest, w grymas chwili bólu po zniszczonym dziele.
Czasem prawda
pada na twardy grunt,
na grudę po nocnych przymrozkach,
i wtedy zostają tylko okruchy.
Zmiatać, zbierać, zgarniać, sklejać ?
Mozaika odznacza się niezwykłą trwałością.
Zbierać do ostatniego odłamka! Tworzyć Nowe! Po listopadzie przychodzi grudzień, pierwszy miesiąc białej, czystej zimy.
Lidia Maria Czyż
fot. dreamstime.com