październik 2012, nr 74/52 online

Czy rośliny lub owoce mogą budzić skojarzenia i to skojarzenia erotyczne? Czemu nie. Często w mowie potocznej, aby wzmocnić nasze słowa, pięknie opisać jakieś zjawisko czy osobę korzystamy ze skojarzeń. W tym też celu przywołujemy owoce, drzewa, kwiaty czy też rośliny lecznicze. Jednym słowem wykorzystujemy wszechobecną przyrodę. Niektóre porównania weszły już na stałe do naszego języka. Wszyscy przecież wiedzą, kto to chłop jak dąb, oczy jak jagody, włosy jak kasztany, cera jak płatek różany czy słodkie usta jak maliny. I właśnie o te maliny chodzi…
A jakie funkcje w literaturze pełniły i pełnią rośliny? Głównie dekoracyjne, służą do opisywania sielskiego krajobrazu. Pojawiają się jako metafora i przenośnia, oddają stan umysłu, uczucia, nastrój chwili i emocje. Najważniejsze są właśnie emocje i związane z nimi uczucia.
Właściwości lecznicze
A jakie właściwości ma malina z medycznego czy farmaceutycznego punktu widzenia? Jak pisał pięknie ks. Jan Twardowski (już bez żadnych podtekstów erotycznych, a jedynie pod względem zdrowotnym)
Malina
Malina dzieciństwo przypomina
Dom rodzinny z chorobą kłopoty
Babcię co dawała na poty.
Nie są to jedyne właściwości malin. Mają one bardzo różnorodne działanie lecznicze, nie tylko napotne. Zawarte w malinach salicylany to nic innego jak naturalna aspiryna. Działają zatem przeciwzapalnie, pomagają uporać się z bakteriami i wirusami. Maliny są również bogatym źródłem witaminy C, E, B1, B2, B6 oraz potasu, magnezu, wapnia i żelaza. Osoby cierpiące na anemię powinny spożywać ich jak najwięcej, w postaci świeżych owoców. Malina wspomaga również przemianę materii i jest polecana w diecie odchudzającej. Zaleca się maliny także z uwagi na to, że posiadają błonnik, który jest niezbędny do skutecznej regulacji metabolizmu. Malinowe olejki eteryczne działają natomiast rozgrzewająco i antyseptycznie, co pomaga pokonać uciążliwe infekcje objawiające się gorączką. Innym cennym składnikiem malin są polifenole – związki o właściwościach antyutleniających, które neutralizują działanie wolnych rodników, przez co działają antyrakowo i zapobiegają przedwczesnemu starzeniu się skóry. Sok ma dużą zawartość potasu, magnezu i wapnia – pierwiastków, które wzmacniają serce i obniżają ciśnienie i mają działanie przeciwmiażdżycowe. Od stuleci maliny odgrywały również znaczącą rolę w medycynie ludowej. Herbatka z liści malin ma łagodne działanie ściągające, nadaje się do płukania jamy ustnej, napar z liści malin łagodzi bóle miesiączkowe, a malinowy susz niweluje trudności w trawieniu. Ze świeżych owoców nasze prababki przygotowywały przetwory takie jak nektary, dżemy, konfitury i to, co ich mężowie lubili najbardziej, czyli nalewki i wino.
Trochę historii, a może legendy.
Według legend wywodzących się z Rzymu, wszystkie maliny na początku były białe. Pięknie czerwone, czy wręcz o rubinowym kolorze stały się za sprawą Jowisza (boga nieba i burzy). Będąc dzieckiem chciał on swym głośnym krzykiem wyprowadzić z równowagi korybantów – kapłanów bogini urodzaju. Jedna z Nimf, Ida będąca córką króla Krety chcąc uspokoić niesfornego Jowisza, karmiła go malinami. Schylając się, aby zerwać kolejne owoce, ukłuła się w pierś o ostry kolec. Spadająca kropla krwi zabarwiła owoc na czerwono. I od tego czasu wszystkie maliny są czerwone.
Tyle dalsza historia, a ta bliższa mówi, iż malina jest bliską kuzynką jeżyn i podobnie jak ona pochodzi z Europy. Rośnie głównie w ogrodach, w lesie znaleźć ją trudniej choć rośnie i dziko. Z lasu została do ogrodów przeniesiona w średniowieczu. Stało się to jak zresztą z większością roślin za sprawą zakonników, którzy zaczęli uprawiać je w ogrodach przyklasztornych. W stanie naturalnym rośnie na polanach i obrzeżach lasu, a nawet wysoko w górach. W Szwajcarii można ją spotkać w Alpach na wysokościach nawet 2300 m nad poziomem morza.
Jej przyjemny, słodki smak, a także aromat wykorzystywany był od najdawniejszych czasów. W XV wieku niemiecki lekarz i botanik, a co najważniejsze aptekarz Valerius Kordus, za pomocą syropu z malin osładzał wszelkiego rodzaju mikstury i inne gorzkie lekarstwa.
Wróćmy do malin i literatury
Maliny pojawiły się w literaturze polskiej już w XVIII w. za sprawą Franciszka Karpińskiego – najwybitniejszego przedstawiciela sentymentalizmu w Polsce (jego nazwa pochodzi z angielskiego "sentimental", czyli uczuciowy). Były delikatnie wplecione w utwór "Laura i Filon". Nic dziwnego, że wykorzystał je właśnie przedstawiciel tego nurtu. To przecież sentymentalizm uważał, że świat należy postrzegać przez pryzmat uczuć i doznań zmysłowych. Utwory sentymentalizmu przedstawiają zazwyczaj miłość spokojną, pozbawioną tragizmu. Na plan pierwszy wysuwają się tu uczucia na tle przyrody i z atrybutami natury, stąd i nasze maliny, które mają dać kochankom rozkosz delektowania się słodkimi owocami.
Franciszek Karpiński – "Laura i Filon"
Laura
Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,
I coś tam klaszcze za borem.
Pewnie mnie czeka mój Filon miły
Pod umówionym jaworem…
Wezmę z koszykiem maliny moje
I tę plecionkę różowę;
Maliny będziem jedli oboje,
Wieniec mu włożę na głowę…
Motyw malin pojawia się w kolejnych utworach o tej parze kochanków, ale już u współczesnych poetów takich jak Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (najwybitniejsza poetka dwudziestolecia międzywojennego). Ona również upodobała sobie tych bohaterów i nieodłączne maliny, które figlarnie, lecz po cichu śmiały się w koszyku. Przeczuwały bowiem, w jakim celu spotykają się kochankowie. Pawlikowska pisze o malinach różowych, a nie czerwonych. Czy to oznacza, że miłość kochanków była jeszcze niedojrzała? A może już zwiędła, wszak autorka naśmiewa się z czułości? Uważa sentymentalizm za nienaturalny, kpi z kochanków. Pawlikowska podważa szczerość uczuć, sielskość i uczuciowość, a także porywczość kochanków Karpińskiego z utęsknieniem czekających na schadzkę. Jej Laura jest smutna i chuda, a Filon przygnębiony, nawet jawor jest ponury i siny. Jedynie maliny mają żywy kolor, choć tylko różowy.
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria – "Laura i Filon"
A jawor był szumiący, ponury i siny,
miał dużo, dużo liści, jak drzewo na sztychu.
– Koszyk miły pleciony był z cienkiej wikliny,
maliny w nim różowe śmiały się po cichu…
Filon w zielonym fraczku był jak pasikonik,
Laura miała łzy w oczach i przepaskę modrą,
wśród książkowej, pożółkłej i francuskej woni
leżała, chudą rękę oparłszy o biodro…
Niezależnie od tego, jakie są nurty w literaturze – czy to sentymentalizm, klasycyzm, naturalizm, czy jak inaczej go nazwiemy – maliny budzą skojarzenia. Dlatego też poeci z upodobaniem wykorzystują ten owoc w swoich utworach, zarówno w erotykach, gdzie porównują maliny do kobiecych ust jak Bolesław Leśmian, jak i w bardziej tragicznych historiach, jak Juliusz Słowacki w swojej Balladynie.
Bolesław Leśnian – „W malinowym chruśniaku"
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie – oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
Maliny w utworze tym są wszechobecne i „kipią” erotyzmem, jeśli można tak rzecz o malinach – „duszno było od malin”, „maliny narzędziem pieszczoty”, „maliny przepojone wonią ciała” – nic dodać, nic ująć. Przyroda odgrywa tu bardzo ważną rolę – jest osłoną kochanków, stwarza niepowtarzalny klimat, żywi ich i daje pretekst do zbliżenia się ku sobie – wszak wyrywają sobie maliny z dłoni. Malinowy chruśniak jest symbolem szczęścia zakochanych. Wyeksponowana zostaje ich barwa, a jest nią silna czerwień i soczystość, co w przeciwieństwie do malin Pawlikowskiej oznacza miłość prawdziwą, szczerą i w pełnym rozkwicie.
Magii malin nie oparł się również Konstanty Ildefons Gałczyński. Pojawiają się one u niego w rozmowie lirycznej, choć są wymienione łącznie z innymi roślinami.
Konstanty Ildefons Gałczyński – „Rozmowa liryczna”
– Powiedz mi jak mnie kochasz.
– Powiem.
– Więc?
– Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
Motyw malinach wykorzystał także nasz wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz w jednej ze swoich ballad, Świteziance, gdzie na schadzce kochanków ona karmi go malinami.
Adam Mickiewicz – "Świtezianka”
Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Brzegami sinej Świtezi wody
Idą przy świetle księżyca.
Ona mu z kosza daje maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka…
Motyw malin i wywoływane nimi skojarzenia wykorzystywane są przez poetów na całym świecie. Odnajdujemy je na przykład w erotyku Oliviera de Magny "Do Anny o całowaniu", gdzie usta porównane są do właśnie do malin.
Olivier de Magny – „Do Anny o całowaniu”
Anno, zaklinam, naucz się całować,
Całować naucz się, Anusiu, proszę,
Bo umiejętność w tej sztuce rozkosz
Usokrotnione potrafi darować.
Nie mnie jednemu przychodzi dziwować,
Że usta mając nad maliny słodsze
I oddech wonny jak pachnący groszek,
Pocałowaniem tyle możesz psować…
Jak widać maliny urzekały i urzekają poetów, a także ludzi twardo stąpających po ziemi. Do tych drugich zaliczyć należy lekarzy i farmaceutów, którzy również wykorzystują maliny, ale w całkiem innym celu…
Elżbieta Łacina
Fot. Autorki