10.2011 – „Podróże do krainy Indian.”

październik 2011, nr 62/40 online

PODRÓŻE DO KRAINY INDIAN 

   Chyba każdy, kto czytał cykl książek o „Dzikim Zachodzie” Karola Maya i oglądał westerny z Johnem Waynem z pewnością nieraz marzył o tym, by opisywane, czy oglądane na filmach miejsca zobaczyć na własne oczy. I chociaż opisy Karola Maya niewiele mają wspólnego z rzeczywistością (K. May odwiedził Stany Zjednoczone dopiero w 1908 r., już po napisaniu Winnetou i Old Shatterhanda) to ich lektura pobudzała wyobraźnię i chęć skonfrontowania tych opisów na miejscu. Fantastyczna sceneria wielu westernów, zwłaszcza tych, których akcja toczy się na pustynnych obszarach Utah i Arizony (vide „Dyliżans”) nieprzeparcie przyciągała i stale przyciąga uwagę miłośników pięknych krajobrazów i dla wielu  staje się silnym bodźcem do podjęcia trudu zwiedzenia tych miejsc. Ale tak często filmowana i fotografowana Dolina Monumentów i Wielki Kanion Kolorado to nie są jedyne atrakcje czterech południowych stanów USA: Utah, Colorado, Nowego Meksyku. Na ich terenie znajduje się kilkanaście parków narodowych, parków stanowych i pomników przyrody. Wystarczy wymienić kilka z nich: Krainę Kanionów, Narodowy Park Łuków, Kanion de Chelly, Zion Canyon, Bryce Canyon, Park Kodachrome, Kanion Antylopy i jeszcze wiele innych. Do tego dołączyć też koniecznie należy Park Archeologiczny Mesa Verde, w którym można zetknąć się z kulturą dawno wymarłych (?) Indian Anasazi. Tu też rozpościera się największy w Stanach Zjednoczonych rezerwat Indian Navajo, a na jego terenie istnieje wiele miejsc, które pozwalają na poznanie historii i kultury tego narodu.

Fot. 1  Okno Navajo w Parku Łuków

   Moje pierwsze spotkanie z Wielkim Kanionem i Doliną Monumentów nastąpiło w czerwcu 2008 r., przy okazji udziału w Międzynarodowym Sympozjum Farmacji Onkologicznej w Anaheim, w Kalifornii. Na długo przed wyjazdem na to Sympozjum narodziła się myśl o przedłużeniu pobytu w Stanach i odwiedzeniu Kanionu Kolorado i Doliny Monumentów. Konsul w ambasadzie amerykańskiej, w trakcie rozmowy decydującej o wydaniu wizy doradził jeszcze zwiedzenie Parku Czerwonych Skał (Red Rocks Park) w  okolicach miasta Sedona. Tak się złożyło, że na ten wydłużony pobyt mogłem poświęcić tylko cztery dni. Już z kraju, za pośrednictwem Internetu zarezerwowałem noclegi w hostelu w Flagstaff i tam też zarezerwowałem samochód. W wyjeździe tym towarzyszyła mi moja dobra koleżanka, która okazała się wspaniałym kompanem w tej wycieczce. Już na następny dzień po przyjeździe wybraliśmy się na zwiedzenie Wielkiego Kanionu. Już na pierwszym punkcie widokowym zaniemówiliśmy porażeni jegą potęgą, rozległością, głębią i barwami. Przez cały dzień, nieskrępowani czasem, zatrzymywaliśmy się we wszystkich punktach widokowych południowego skraju kanionu chłonąc jego widoki i robiąc mnóstwo zdjęć. Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem. W następnym dniu celem naszej wycieczki była Dolina Monumentów, ale po drodze odwiedziliśmy jeszcze Park Indian Navajo – Betakin.

Fot. 2 – Kanion de Chelly – Spider Rock

Dolina Monumentów zachwyciła nas swoją rozległością i fantastycznym formacjami skalnymi. Pierwsze z nich widzieliśmy już z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Tutaj szczególnie piękne było zestawienie wspaniale błękitnego nieba z czerwonym skałami i zielenią skąpej roślinności (głównie juki). Przedostatni dzień poświęciliśmy na Park Czerwonych Skał. On też na nas zrobił duże wrażenie. Nie były to już monumenty, ale mniejsze, ciekawe i barwne formacje skalne oraz wijący się wśród nich Dębowy Potok (Oak Creek). W dniu tym też zwiedziliśmy historyczne osiedle Indian Sinaqua, prawdopodobnie przodków plemienia Hopi – Pomnik Narodowy Tuizgoot, zamieszkujących te tereny przed ponad 700 laty oraz wybudowany w wnęce skalnej Zamek Montezumy. Nazwa ta  jednak nie oznacza oczywiście, że ten władca aztecki kiedykolwiek tutaj przebywał.

Fot. 3 – Świątynia Sheby w Wielkim Kanionie Kolorado
 

Fot. 4 – fragment Kanionu Zion

   Pełni wrażeń wracaliśmy do kraju, a ja już wtedy powziąłem myśl by miejsca te jeszcze raz odwiedzić, a także te, w których nie byliśmy, a o których wiele dowiedzieliśmy się w czasie tego pobytu. Na realizacje tej myśli nie czekałem długo, bo już w sierpniu 2009 r. wybrałem się na autokarową wycieczkę „Szlakiem Parków Narodowych Stanów Zjednoczonych”, organizowana przez jedno z jedno z polskich biur podróży. Z punktu widzenia wygody nie był to najlepszy pomysł, bo wycieczka liczyła ponad 40 uczestników, codziennie pokonywaliśmy olbrzymie odległości (w ciągu 12 dni ponad 5000 mil i z konieczności pobyt w ciekawych miejscach był czasowo bardzo ograniczony. Ale doskonała przewodniczka i kierowca (właściciel biura turystycznego w Chicago) robili wszystko, by przekazać jak najwięcej ciekawych informacji o zwiedzanych miejscach. W czasie tej wycieczki zwiedziłem m.in. Parki Narodowe Yellowstone, Dolinę, Śmierci, Yosemite, Kanion Zyon, Kanion Bryce oraz Park Łuków i kilka ciekawych miejsc jak Rushmore z wykutymi w skale obliczami byłych prezydentów Stanów Zjednoczonych oraz miejsce, w którym powstaje pomnik Szalonego Konia pomysłu rzeźbiarza polskiego[ pochodzenia – Korwina-Ziólkowskiego, a także kilka miast: Salt Lake City, Las Vegas, San Francisco, Los Angeles i San Diego. W programie wycieczki były też zwiedzony już przed rokiem Wielki Kanion i Dolina Monumentów. Tempo wycieczki narzucało możliwość tylko bardzo powierzchownego zapoznania się ze zwiedzanymi miejscami i pozostawiło po sobie uczucie zmęczenia i chęć ponownego ich odwiedzenia w zupełnie innym tempie.

 Fot. 5 – Kanion Bryce –  skała Sentinel

Fot. 6 – Cliff Palace w Mesa Verde

   Decyzja o powrocie nastąpiła prawie natychmiast, z tym, że postanowiłem zrezygnować z usług biura podróży i samemu zająć się organizacją tego wyjazdu, mając już pewne doświadczenie w tym zakresie z 2008 r. Tak jak wtedy z dużym wyprzedzeniem szczegółowo opracowałem trasę, zebrałem odpowiednią literaturę przewodnicką i zacząłem rozglądać się za kimś, kto chciałby mi towarzyszyć. Zdecydowała się na to moja córka Ania, która  już wcześniej zwiedziła ze mną niemal pół Europy. Z tą chwilą przygotowania nabrały tempa. Już w lutym wykupiłem bilety lotnicze, nieco później, bo w maju zarezerwowałem noclegi w hostelach i w czerwcu samochód. Wylecieliśmy 6 sierpnia do Salt Lake City i stąd rozpoczęła się nasza przygoda. Po zwiedzeniu Salt Lake City ruszyliśmy na południe, do miasteczka Moab położonego w sercu krainy kanionów.

 
Fot. 7 – w Dolinie Monumentów
 
 
Fot. 8 – Most Sinapu w Parku Naturalnych Mostów

   Tu zwiedziliśmy rozległa krainę kanionów – Canyonland i cały dzień poświeciliśmy na zwiedzanie Parku Łuków, docierając w nim do niemal wszystkich rekomendowanych przez przewodniki miejsc. Nasza podróż prowadziła dalej na południe, do rezerwatu archeologicznego, a zarazem parku narodowego Mesa Verda i dalej do leżącego w sercu rezerwatu Indian Navajo Kanionu de Chelly, a potem zawróciliśmy na północ i odwiedziliśmy Park Narodowy Naturalnych Mostów. W dalszej podróży kolejny raz znalazłem się w Dolinie Monumentów, którą jestem zauroczonym, a następnie zwiedziliśmy unikalny Kanion Antylopy, od niedawna dopiero udostępniony turystom. Jest to bardzo wąski i wysoki kanion, oświetlony z góry bardzo wąskimi szczelinami. Rzeźba skał, ich kolory od fioletowego poprzez czerwień do żółci są czymś fantastycznym, co trudno sobie wyobrazić nie będąc tam. Dalsza nasza podróż prowadziła Czerwony Kanion do Kanionu Bryce, którym byłem zachwycony przed dwoma laty, mimo że byłem tam tylko 2 godziny. Tym razem był to cały dzień i mój zachwyt pogłębił się. Śmiało odważę się powiedzieć, że jest to chyba najpiękniejszy z widzianych przeze mnie kanionów. Po Kanonie Bryce ruszyliśmy w drogę powrotną do Salt Lake City, ale po drodze zwiedziliśmy jeszcze bardzo mały, ale też bardzo sympatyczny Park Kodachrom, którego nazwa nawiązuje do filmów fotograficznych tej firmy, dzięki swoim barwom. Do kraju wróciliśmy 18 sierpnia, w Stanach przejechaliśmy ponad 3000 km i obiecaliśmy sobie z córką, że jeszcze tam powrócimy, bo będąc tam, nie sposób o tym nie myśleć.

dr n. farm. Jerzy Łazowski

fot. Autora

 

Podobne wpisy