10.2008 – „Urania – raj utracony?” – recenzja książki J.M.G. Le Clezio „Urania.”

 10.2008, NR 26/4 online

 

 URANIA

– RAJ UTRACONY?

 

    „Nie mogę zapomnieć zapachu tamtych lat. Była to mieszanina dymu, pleśni, woń kasztanowców i kapusty, zapach zimny i niepokojący. Życie przemija, przemijają zdarzenia i przygody, zapominamy. Ale zapach pozostaje, czasami powraca w chwili, gdy się tego najmniej spodziewamy, a z nim wracają wspomnienia, długi czas dzieciństwa…”

    Tak bohater tej opowieści, zatytułowanej „Urania” rozpoczyna swoją narrację,  gdy był kilkuletnim chłopcem.
    Wśród tych zapachów i przy kuchennym stole pokrytym ceratą w różnokolorowe motywy – która też miała swoisty zapach – matka sięgała do grubej czerwonej księgi i czytała. Czytała o Grecji, o której mały chłopiec nic nie wiedział. Ale było słowo. Z tej książki wychodziły słowa, nazwy – Chaos, Eros, Gaja, Uranos.
    „Słuchałem nie rozumiejąc. Była tam mowa o morzu, niebie i gwiazdach… To w książce znalazłem nazwę kraju Urania. A może wymyśliła ją matka, by móc marzyć razem ze mną”. Tak budzi się wyobraźnia małego chłopca, a wraz z nią rodzą się marzenia.
    I gdy już w wieku dorosłym słyszy o miejscu na ziemi, gdzie ludzie potrafią żyć w zgodzie z naturą, bez narzucanych przez rozwój cywilizacji praw i wymogów, gdzie wolność człowieka jest niczym nie skrępowana – postanawia tam pojechać.
    Odżyły dziecięce marzenia, odżyły marzenia o Uranii. Przenosimy się w dwudziestym wieku do świata utopii stworzonego na wzór dawnych społeczności Mezoameryki. Do świata bez zysku i wyzysku, na obrzeżach cywilizacji tracącej duchowość, do doliny ostatnich wolnych ludzi. Tutaj żyje się w zgodzie z tradycją, w zgodzie z prawami natury, w szacunku dla ziemi, w szacunku dla drugiego człowieka. Nie ma tu praw, nie ma tu religii, ale być może jest ona we wszystkim, co czynią. To miejsce jawi się jako próba realizacji indiańskiego snu o wolności. To jak sen o utopijnych marzeniach. Ale czy w trakcie rozwoju naszej cywilizacji nie było takich prób w rzeczywistości?
    Urania miała swoją premierę we Francji w 2006 roku i od razu zyskała ogromne zainteresowanie czytelników. Ta powieść przypomina w konwencji bajkę, ale z przesłaniem dla nas, dorosłych, współczesnych mieszkańców naszej planety. Napisana świetnym, obrazowym językiem. Sugeruje nam by znaleźć czas w tym zagonionym, stechnicyzowanym świecie, na chwilę refleksji, marzenia, na próbę odpowiedzi – po co i dokąd tak gonimy.
    Jean – Marie Gustave Le Clezio – autor tej  niezwykłej powieści został laureatem literackiego Nobla 2008. Dotychczas napisał 30 powieści.
    Urodził się w Nicei w 1940 roku. Ale rodzina pisarza przez jakiś czas mieszkała w Afryce, gdzie jego ojciec pracował jako chirurg armii brytyjskiej. Wczesne zetknięcie z innymi kulturami, tradycjami, obrzędami i zapachami innej części świata odcisnęło swoje piętno na wrażliwości jego postrzegania. Pisać zaczął już w wieku 8 lat. A jego proza wzbudziła zainteresowanie, gdy w wieku 23 lat, po wydaniu w 1963 roku pierwszej powieści „Le Proces – Verbal”, otrzymał prestiżową nagrodę Prix Renaudot. Twórczość Le Clezio można podzielić na dwa okresy. Pierwszy – to zabawa słowem, eksperymenty językowe i formalne. Drugi wiąże się – po ukończeniu studiów uniwersyteckich – z jego podróżami do Panamy. Mieszkał wśród Indian, uczył się ich języka, wtapiał się w ich kulturę. Kiedyś stwierdził – „Jestem Indianinem. Nie wiedziałem o tym, dopóki nie spotkałem Indian”. Wsiąkł w ich duchowość, tradycje, mity. W świat, w którym najważniejszy jest człowiek. W tym okresie pisarz radykalnie zmienił styl. W tym, co pisze czuje się bunt wobec świata odhumanizowanego, pozbawionego duchowości.
    W uzasadnieniu przedstawionym przez noblowskie jury możemy przeczytać, że jest „autorem otwierającym nowe perspektywy poetyckich podróży i zmysłowych uniesień, badaczem człowieczeństwa w oderwaniu od uwarunkowań cywilizacyjnych”.
    W Polsce Le Clezio  nie jest zbyt znany, a Witold Gombrowicz, po spotkaniu z  młodym pisarzem zanotował w swoim słynnym Dzienniku, że ”z niego nic nie będzie, ponieważ jest za przystojny”. Minęły lata. Okazało się, że można być znakomitym pisarzem i do tego przystojnym i jeszcze bogatym. Czego potwierdzeniem jest tegoroczny, październikowy werdykt Szwedzkiej Akademii Nauk.
    Powieść „Urania”, dopiero co ukazała się w księgarniach i pachnie jeszcze świeżym drukiem. Ale dopiero jej zawartość, jej treść działa na nasze zmysły, przywołując zapachy, słowa, doznania, które związane są z beztroskim dzieciństwem i marzeniami. A marzenia tkwią przecież w każdym z nas, często skrywane i przytłumione na drodze do dorosłości i podczas dorosłego życia.
    Może dzięki autorowi warto na chwilę zanurzyć się we własne wnętrze i odkryć uśpione nasze marzenia. I rozważyć – czy to marzenia o raju utraconym, a może spełnionym.  A może uda się go odnaleźć w naszej zabieganej codzienności… Może uda się odnaleźć swoją Uranię?

 

                                Wacław Bierkowski

                                
URANIA – J.M.G. Le Clezio

Wydawca: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008

 

Podobne wpisy