09.2008 – „Let pharmacy live!”

I trudno się z nimi nie zgodzić, bo wszyscy chcemy, żeby farmacja żyła (długo i szczęśliwie) i wszyscy rozumiemy, że farmaceuta powinien uczyć się angielskiego nie tylko ze względu na możliwości pracy w Wielkiej Brytanii (nie zachęcamy nikogo do emigracji!), czy w trosce o pacjentów – obcokrajowców coraz liczniej odwiedzających Polskę, a tym samym… polskie apteki. Język angielski to przecież język współczesnej nauki, a ta tak szybko poszła naprzód, że łacina pozwalająca kiedyś porozumieć się farmaceutom (i lekarzom) na całym świecie dzisiaj już nie wystarcza. Przekonałem się o tym sam w aptekach w Szwecji, we Włoszech, czy na Kubie. „Misce fiat pulvis” wystarcza do pewnego momentu. I oczywiście wszystkie najnowsze doniesienia naukowe ukazują się w języku angielskim.
Angielski stał się więc niezbędny w pracy polskiego aptekarza, ale z nauką tego języka bywa różnie. Nie znam dokładnych statystyk, ale z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że nadal większość farmaceutów studia kończyła w epoce, gdy angielskiego nie uczono w ogóle, albo uczono po prostu by „odhaczyć” przewidziane programem studiów zajęcia. Zresztą i teraz z lektoratami różnie bywa. A po studiach, jak zawsze brakuje czasu. I jeśli już nawet ten czas wygospodarujemy, to konia z rzędem temu, kto znajdzie profesjonalnie prowadzony kurs dla aptekarzy. Pozostaje zatem ukończyć „zwykły” angielski, a potem samodzielnie dokształcić się w języku bardziej specjalistycznym. Ba, tylko jak to zrobić, kiedy brakuje dobrych, profilowanych podręczników?
Cieszy więc, że w księgarniach pojawił się „Praktyczny słownik farmaceutyczny angielsko – polski i polsko – angielski”, pod redakcją Jarosława Jóźwiaka. Niestety, od razu muszę zacząć od zasmucającego spostrzeżenia: przy redagowaniu pierwszego w Polsce słownika dla aptekarzy nie brał udziału ani jeden farmaceuta. Całość opracowali lekarze. Nie piszę tego, by zmniejszyć wartość ich pracy, ale by uświadomić oczywisty wydawałoby się fakt, że każda profesja ma swoją specyfikę, w tym słownictwo, czasami prawie żargon, zrozumiały tylko dla tych, którzy dany zawód na co dzień wykonują. Czy naprawdę tak trudno było zaprosić do współpracy farmaceutę? Może wtedy uniknięto by wpadek takich, jak nieumieszczenie w książce dla farmaceutów tłumaczenia słowa „pistel”, zwrotów „podwójna ślepa próba”, „mieszanina”, że o „mieszaninie eutektycznej” już nie wspomnę. Brak ich bardzo w słowniku. Znalazło się za to miejsce dla np. „nacięcia ciała rzęskowego”, czy „ominięcia udowo – podkolanowego”, zwrotów, których farmaceuci używają znacznie rzadziej niż lekarze. Autorzy wyjaśniają wprawdzie, że to słownik przeznaczony również dla lekarzy i naukowców, ale sami w tytule dopisali przymiotnik „farmaceutyczny” i to powinno określać charakter publikacji.
Słownik powstał na bazie portalu leksyka.pl. W papierowym wydaniu znalazły się hasła obejmujące rośliny lecznicze, substancje aktywne, a nawet biologię molekularną i genetykę. Na pierwszych stronach umieszczono ryciny przedstawiające kolejno układ kostno – szkieletowy, osobno czaszkę, budowę ciała mężczyzny i kobiety oraz głowę. Znalazło się także kilkanaście przykładowych dialogów i wyrażeń. Według mnie zabrakło jednak przynajmniej kilku zdań wyjaśnienia, jak działa system opieki zdrowotnej i refundacji leków w krajach unijnych albo chociaż odpowiednich linków i źródeł książkowych.
Być może wspomniane braki i ograniczony dobór słownictwa mają swoje źródło nie tylko w niedokoptowaniu do zespołu farmaceuty, ale również w ograniczonej objętości słownika. Spowodowała ona także to, że w części angielsko – polskiej hasła główne zapisano wyłącznie w pisowni amerykańskiej, bo to ona właśnie dominuje w piśmiennictwie międzynarodowym. Pisownię brytyjską uwzględniono jako synonim drugiego hasła. Pozostaje mieć nadzieję, że po pierwszym wydaniu wkrótce ukaże się obszerniejsza wersja słownika. Wierzę również, że w zespole redakcyjnym znajdzie się wtedy miejsce dla farmaceuty.
Pochwalić należy szatę graficzną i edytorską staranność. Książka jest zszyta, papier wystarczająco odporny na wielokrotne użycie, a oprawa – chociaż miękka – wykonana z grubego, foliowanego papieru, dzięki czemu jest zmywalna.
„Praktyczny słownik farmaceutyczny angielsko – polski i polsko – angielski”, pod redakcją Jarosława Jóźwiaka, Wydawnictwo „Medyk”, 2008
