03.2011 – „Zjadając siebie.”
Nawet zdrowe, szczupłe osoby bywają niezadowolone ze swojego wyglądu. Praktycznie nie ma kobiety, która nie umiałaby na swoim ciele wyszukać fałdki tłuszczu, czy innej „niedoskonałości”. Kult szczupłego ciała zaprząta głowy wielu kobiet tak bardzo, że staje się obsesją utrudniającą nie tylko cieszenie się jedzeniem, ale również ograniczającą normalne funkcjonowanie. Życie niektórych osób staje się w ten sposób zagrożone spłaszczeniem, zaczyna się bowiem sprowadzać do liczenia kalorii, analizowania szczegółów kolejnej diety i ocenianiem siebie i innych wyłącznie na podstawie rozmiaru.
„Zjadając siebie” to pamiętnik autorki, która dokonuje retrospekcji tych fragmentów swojego życia, w których kształtował się jej stosunek do jedzenia i własnego ciała. Poszukuje momentów, bodźców, sytuacji, które doprowadziły do tego, iż waga stała się natrętnym motywem jej życia. Chociaż porusza tematy bardzo osobiste, w tym chorobę – anoreksję, a potem bulimię, nie jest to lektura smutna. Autorka operuje bowiem anegdotami, a swoje żywieniowe natręctwa opisuje ze świadomością ich absurdalności. Wyjaśnia co dla niej znaczy „Dzień Bardzo Grubej”, a jak czuje się w „Dniu Nieco Mniej Grubej”, dlaczego pomaga jej ubieranie się na czarno i stanie tyłem do ściany podczas przyjęć. Opisuje, jak wyjście na obiad staje się swoistą grą strategiczną, której celem jest przekonanie innych, że ma się mniejszy apetyt niż w rzeczywistości i przemycenie dodatkowych porcji jedzenia pod listkiem sałaty.
Pomimo, iż lektura często rozbawia, to książka jest przejmująca, ponieważ pozwala spojrzeć na własny stosunek do jedzenia z punktu widzenia osoby, która przeszła różne fazy obsesji na jego punkcie. Autorka tak konkluduje sposób myślenia osoby z natręctwem dotyczącym jedzenia, a więc także swój własny – „Czytałam wywiad w kolorowym dodatku z atrakcyjną, szczupłą, szczęśliwą mężatką i matką w średnim wieku, która ma wspaniałą pracę, dom i męża. Powiedziała: „Jeżeli spotkasz mnie, trudno będzie ci uwierzyć, że ktoś tak pozornie spokojny i opanowany może ukrywać w głowie taki paskudny, małostkowy głosik. To głos, który mówi, że jeśli stracę na wadze, to moje niemal idealne życie będzie jeszcze bardziej idealne.” Ten, kto wie, o jaki głosik chodzi, powinien koniecznie przeczytać „Zjadając siebie”.
Candida Crewe
„Zjadając siebie”
Zysk i S-ka, 248 stron, oprawa miękka
