03.2010 – „Historia brudu.”

marzec 2010, nr 43/21 online

  
HISTORIA BRUDU
 
 
   „Historia brudu” to historia ludzkiej codzienności na tle rozwoju cywilizacji i postępu myśli. Wystarczy uświadomić sobie, że to brud jest poniekąd „naturalnym” stanem rzeczy, bo czystość wymaga przecież zachodu. Na ile nasi przodkowie uważali za właściwe ten trud podjąć, zależało przede wszystkim od dziejowych okoliczności w jakich się znaleźli. Oczyszczanie ciała (lub właśnie unikanie go) mogło mieć wymiar religijny, towarzyski lub zdrowotny i było niejako „lustrem epoki”. Wybór tematu jest zatem ogromnym plusem tej publikacji. Nie bywa on bowiem zbyt często podejmowany, a przecież kąpielowe zwyczaje Sokratesa, Króla Słońce, czy Napoleona nie tylko intrygują i czasami zdumiewają, ale także znakomicie powiększają erudycję i poszerzają spojrzenie na świat przez pryzmat historii.
   Autorka proponuje podróż śladami brudu i czystości od starożytności aż po czasy współczesne. Po drodze przedstawia oblicza szokującej abnegacji, jak również higienicznej ambiwalencji, aż do współczesnej, przesadnej mizofobii. Przytaczane przez autorkę fakty są to nie tylko czytelniczo atrakcyjne ciekawostki – ale także informacje pozwalające zrozumieć przesłanki, dla których w minionych stuleciach podejście do higieny bywało tak odległe od naszego. Dla starożytnych Greków i Rzymian termy i domy kąpielowe stanowiły istotną składową życia towarzyskiego. Choć może się wydawać, że byli czyścioszkami, to już ich zwyczaj nacierania ciała oliwą i zdrapywania jej wraz z brudem specjalną skrobaczką, ze współczesnym pojęciem oczyszczania ciała ma niewiele wspólnego. Chrześcijański asceta nie mył się głównie ze względów religijnych, z  pogardy dla cielesności, wierząc jednocześnie iż im brudniejsze jest ciało, tym czystsza dusza, dodatkowo motywując wstręt do kąpieli wstydem przed pobudzającym do grzechu obnażaniem się. W epokach, w których kontakt z wodą (w szczególności z gorącą) uważany był wręcz za niebezpieczny królowała teoria, w myśl której „pod wpływem gorąca i wody w skórze otwierały się pory, przez które zaraza łatwo przenikała do organizmu”. Brud stanowił zatem znakomitą, naturalną zaporę, chroniącą ciało przed chorobami. Kierując się tymi „odkryciami naukowymi” i „uważaniem na zachowanie zdrowia”, bardzo długo za lepszą i bardziej niezawodną alternatywę dla kąpieli uważano po prostu zmianę bielizny. Teoriom tym poddawali się na równi ubodzy, jak i arystokraci i królowie. Z biegiem czasu następowała stopniowa legitymizacja wody, aż do współczesności.
   Godnym nadmienienia jest fakt, że pomimo niekiedy szokujących dla współczesnego czytelnika faktów dotyczących zasad higieny w minionych wiekach – jeden obyczaj, jedna zasada czystości pozostawała w miarę niezmienną i przestrzeganą niezależnie od epoki i kondycji społecznej – mianowicie zwyczaj mycia rąk. Ręce – z czym zgadza się jeden z przytaczanych przez autorkę naukowców – są bowiem tą częścią ciała, która musi być myta z poważnych zdrowotnych przesłanek.
   Autorka zwraca także uwagę na fakt, iż nasze współczesne – co by nie mówić – wyśrubowane normy higieniczne są w dużej mierze efektem uwarunkowania nas przez wolnorynkową rzeczywistość. A wszystko zaczęło się od komercyjnego sukcesu mydła… Od tego czasu reklama stara się wpoić nam przekonanie, iż aby zachować zdrowie i urodę, co więcej – aby odnieść sukces w życiu prywatnym i zawodowym nieodzownie potrzebujemy całej gamy środków kosmetycznych. Jednocześnie zapewnia nas ona na każdym kroku, iż skóra człowieka powinna być tak dokładnie pozbawiona naturalnego zapachu jak to tylko możliwe. Łazienka stała się dla współczesnego człowieka swoistą domową „świątynią dumania” w której spędzamy niebagatelną ilość czasu, oddając się czynnościom, które coraz bardziej przypominają „cielesne rytuały”. Chociaż nie wyobrażamy sobie już innego sposobu życia, nie da się ukryć, że lektura „Historii brudu” zmusi pewnie niejednego czytelnika do pewnej refleksji. Mianowicie – mimo, iż przez całe stulecia zwyczaje higieniczne stały w rażącym kontraście do tych, którym hołdujemy dzisiaj – nie wydaje się, aby ludzie tamtych epok byli z tego powodu mniej szczęśliwi od nas. A i gatunek ludzki nie wyginął. Chociaż oni dla nas, współczesnych wydają się odrażający i dziwni, nie ma żadnej gwarancji, że dla naszych potomnych sami nie staniemy się „dinozaurami higieny.” Do podobnego wniosku dochodzi autorka w ostatnim akapicie swojej książki: „Przyszłość czystości jest zagadką, zależną jak zawsze, od materialnych zasobów danego społeczeństwa i ewolucji jego mentalności. Nic, na przykład, nie zmieniłoby naszych nawyków kąpielowych szybciej i gruntowniej niż poważny deficyt wody. Jedna rzecz jest pewna. Za sto lat ludzie będą patrzeć z rozbawieniem, jeśli nie zdumieniem na to, co uchodziło za higieniczną normę na początku XXI wieku.”
   Lekturę umilają rozliczne, zgrabnie wybrane marginalia, będące cytatami zaczerpniętymi nie tylko z poważnych dzieł, ale także z ballad, epitafiów, ludowych mądrości, listów, a nawet frywolnych wierszyków. Książkę ozdabiają także ryciny, reprodukcje i fotografie, niekiedy doprawdy frapujące np. sztych przedstawiający osiemnastowieczną niewiastę siedzącą okrakiem na bidecie czy też obraz zatytułowany „Kobieta z pchłą”…
 
Olga Sierpniowska

“Historia brudu” Katherine Ashenburg
“The Dirt on Clean. An Unsanitized History”
Wydawnictwo Bellona, 2009
oprawa miękka, 264 strony

 

 

Podobne wpisy