02.2011 – „Mgr farm. Jacek Józefczyk – Trzy światy.”
luty 2011, nr 54/32 online
MGR FARM. JACEK JÓZEFCZYK
TRZY ŚWIATY

Krakowska baśń
Od owej baśni sporo lat
minęło, włosy w siwych smużkach,
a ja wciąż wracam w tamten świat,
do lektoratów na Grzegórzkach.
Mówiła do mnie: Mister Jack,
taksując leksykalne zero,
bo English mój na starcie legł,
gdy wodze przejął testosteron.
Cudowne usta miała Miss
i pod bluzeczką światłocienie,
a każde wdzięczne, wonne please
było mistycznym zaproszeniem.
Podczas kolokwiów – sam na sam,
była drapieżna i urocza.
W lot utrwalałem – niczym w RAM,
świetlików gry w jej piwnych oczach.
Któregoś dnia okrutny żal
zagroził mojej racji stanu,
gdy wyjechała w siną dal
z księciem – z krainy tulipanów.
——————-
Matka
Matkę mą najczęściej przypominam sobie,
jako ukojenie w bólu i chorobie,
kiedy leżąc w łóżku – gorączką trawiony,
dostawałem talerz zupy ulubionej.
Gotowana z warzyw, które wypieszczone
Jej rękami, rosły w ogródku pod domem,
zawierała skarby: krystaliczną wodę,
marchewkę, kalafior i ziemniaki młode.
Przyprawiona ciepłem – miłością matczyną,
listkami pietruszki, kopru odrobiną,
sprawiała, że szybko stawałem na nogi,
bez penicyliny i tabletek drogich.
Dziś oddałbym koncert swych marzeń i życzeń,
w zamian za Jej uśmiech… i tej zupy łyczek.
——————–
Z dedykacją dla doktora Macieja Bileka
Na Nowy Rok
Myślałem dzisiaj nad ranem
o takim duchowym party,
z tymi, co z Kosmą, Damianem,
od dawna grywają w karty.
O Jacku, Andrzeju, Uli
i tych, o których się nie wie,
a pewnie nadal są czuli
na nasze ziemskie badziewie.
O co prosiłbym wpływowych
kumpli ze studenckiej ławy?
O to, by rok nadchodzący
był dla nas bardziej łaskawy;
aby nie rzeźbił nam twarzy
smutek, a czas blizny kleił
i by już nikt się nie ważył
wyzywać nas – od złodziei.
——————–
