Doktor Papież. Schorzenia układu nerwowego człowieka w medycznych rozważaniach Jana XXI

To właśnie z wieków średnich pochodzą monumentalne dzieła poświęcone ziołolecznictwu. Pośród nich warto wymienić Physica autorstwa Hildegardy z Bingen (XI/XII w.), w którym autorka zawarła nie tylko obserwacje pochodzące z historycznej tradycji ziołoleczniczej, ale również wiele swoich, oryginalnych spostrzeżeń. Drugim ważnym zbiorem okazało się dzieło Alberta Wielkiego (XIII w.) Alberti Magniex ordine praedicatorum de vegetabilibus libri VII…, ze szczególnym uwzględnieniem księgi VI poświęconej gatunkom ziół leczniczych [1]. Trzeba jednak nadmienić, że w refleksjach Alberta Wielkiego (XIII w.) odnajdziemy wiele z myślenia magicznego, sam uczony uchodził bowiem za alchemika. W tym samym stuleciu, w którym swoją działalność rozwijał Albert Wielki, lecznictwem i zastosowaniem w nim wybranych ziół zajmował się także Pedro Julião Reboli, zwany Piotrem Hiszpanem, który miał zasiąść na tronie piotrowym jako Jan XXI.

Papież Jan XXI na obrazie z dziewiętnastego wieku. Źródło: Wikimedia Commons.

Skarbnica ubogich

Można powiedzieć, że to dzięki swemu lekarskiemu fachowi Piotr Hiszpan (1210 – 1277) został w rezultacie papieżem. Gdyby bowiem nie funkcja papieskiego medyka przy Grzegorzu X, być może nigdy nie otrzymałby godności kardynalskiej. W tym więc kontekście jego medyczne dokonania nabierają szczególnego znaczenia. Spośród kilkunastu prac medycznych, jakie napisał, to właśnie Thesaurus Pauperum (Skarbnica ubogich) zajmuje miejsce poczesne (polskie wydanie ukazało się pod tytułem Kompendium medycyny naturalnej w przekładzie Marka Czekańskiego, Kraków 2004). Dzieło to składa się z 39 rozdziałów, z których każdy poświęcony został odrębnej grupie dolegliwości, od głowy poczynając, a na stopach kończąc. Co interesujące, każdorazowo przy poszczególnych wskazaniach autor podaje imię uczonego, od którego zaczerpnął dane zalecenie. Już w prologu, rozpoczynającym się tradycyjnie od inwokacji do Trójcy Świętej, tłumaczy swoje intencje [2]. Pragnie, aby dzieło stało się pomocne dla lekarzy, którzy znajdą w nim wskazania do postępowania niemal z każdą przypadłością. Tych zaś, którzy nie są specjalistami Piotr napomina, by nie wyciągali z lektury zbyt pochopnych wniosków, gdyż wiele lekarstw nieumiejętnie ordynowanych może doprowadzić do poronienia, a nawet śmierci. Przypomina to jako żywo współczesne ostrzeżenia towarzyszące reklamom środków farmaceutycznych, w których zaleca się konsultację z lekarzem lub farmaceutą.

Zioła, kwiaty i guma do żucia

Zaprezentowany w dalszej części artykułu przegląd zaleceń dobrany został według kryterium powiązania z układem nerwowym człowieka (oczywiście, żadnej choroby od układu nerwowego odseparować się nie da). Znajdą się w nim zatem choroby narządów zmysłów, różnorakie schorzenia bólowe, omdlenia czy epilepsja.

Na choroby oczu jednym z częściej polecanych przez uczonego specyfików jest kurze jajo, stosowane jako składnik różnorodnych okładów. Ubite białko położone na oczy ma leczyć urazy i zapalenia, zaś pietruszka z białkiem – jak powiada medyk – niweluje przekrwienie. Podkreśla także walory tataraku, rekomendując okład z soku z korzeni tej rośliny. W epilogu rozważań o chorobach oczu, Piotr przyznaje, że skuteczne w ich leczeniu są również mleka większości gatunków zwierząt, a oddziaływanie terapeutyczne tych specyfików podnosi domieszka jaja kurzego i wody różanej [3].

Etiologię bólu zębów przyszły papież wiązał przede wszystkim z ubytkami. Zalecał więc różnorakie wypełnienia braków lub też preparaty do żucia, mające uśmierzyć ból. Jedną z takich leczniczych „gum” była słona pasta wypalana z mąki, zaś w przypadku silnego bólu – ulgę przynosiła płukanka do ust z gotowanego wina z fiołkami (warto podkreślić antybakteryjną rolę alkoholu oraz wpływ odurzenia na odczuwalność bodźców bólowych). Dość odstręczająco brzmi jednak przepis na utrzymanie uzębienia w doskonałym zdrowiu. Miało je gwarantować codzienne smarowanie zębów… sokiem z cebuli, co współcześnie, w dobie powszechności różnorodnych środków odświeżających jamę ustną, zdaje się mało atrakcyjne [4].

Znacznie mniej kontrowersyjnie prezentuje się wskazanie dotyczące omdleń i braku środków odżywczych w organizmie [5]. Piotr Hiszpan przekonuje, że tu bardzo pomaga zwykłe gorące mleko. Kontynuując wątek osłabienia organizmu z powodu problemów trawiennych – poleca zioła, które i dziś bywają w użyciu przy tego rodzaju dolegliwościach, mianowicie koper ogrodowy i majeranek.

Specjalne okłady stanowiły także rozwiązanie na różnorakie schorzenia artretyczne i nerwobóle [6]. Na tego rodzaju boleści poleca medyk okłady z liści babki ze starym smalcem, zaś gdy doskwiera rwa kulszowa ukojenie przynosi okład z rukwi wodnej zmieszanej z mąką i octem.


Leczenie kaduka

Spośród schorzeń bliskich temu, czym współcześnie zajmuje się neurologia (która wyłoniła się z łona medycyny w późnej nowożytności), zapewne najmniejsze kontrowersje budziły w czasach Piotra bóle głowy. Na takie dolegliwości rekomenduje przede wszystkim różnorakie okłady oraz maści [7]. Ulgę ma przynieść okład ze startego czosnku z bobem lub też z utartej jemioły. Równie dobre skutki niesie według medyka okładanie skroni tartą miętą lub wełną ze startymi liśćmi cebuli. Jako inhalacja – pomocne miało być wdychanie wina z rozmarynem (co i dziś nie wydaje się pomysłem całkiem chybionym). Jeśli zaś bóle spowodowane były niedrożnością zatok, Piotr zalecał oczyszczanie nozdrzy sokiem z łodygi kapusty lub sokiem z cebuli. Zapewne intensywność zapachu obu tych mikstur mogła przynieść szybkie i odczuwalne rezultaty.

Niewątpliwie większy niepokój budziły w XIII wieku epilepsja oraz zespół rozmaitych objawów, które autor określił wspólnym mianem „obłędu”. Na przykładzie epilepsji uwidacznia się racjonalizm, z jakim Piotr Hiszpan podchodził do tej specyficznej choroby. W starożytnej Grecji nazywano ją bowiem „świętą chorobą” – utrata przytomności przez chorego i konwulsje jawiły się jako rodzaj działania bogów. Dopiero słynny „ojciec medycyny” Hippokrates (V-IV w. p.n.e.) „odczarował” padaczkę, tłumacząc, że nie jest bardziej świętą od innych chorób, a jej źródła tkwią w mózgu [8]. Niestety ten jakże słuszny pogląd nie spotkał się w wiekach średnich ze szczególnym zainteresowaniem, chętniej bowiem upatrywano jej przyczyn w ingerencji sił nadprzyrodzonych. Z tego powodu punkt widzenia, jaki reprezentuje przyszły papież Jan XXI, zasługuje tyleż na uwagę, co na podziw. Powiada medyk, że „mleko klaczy wypite leczy kaduka” [9]. Co ciekawe, słowo „kaduk” pochodzi właśnie od łacińskiego określenia padaczki, którą nazywano morbus caducus, czyli „choroba padająca” (łac. cado – upadać). Innym lekiem ma być regularnie pity miąższ dębowy, a także sok z ziela pierwiosnka czy nawet zapach ruty. W czasie ataku choroby Piotr zaleca podanie połowy ostrygi, która ma natychmiast przywrócić epileptykowi świadomość, podobnie jak wywar z ruty czy waleriany (które i dziś znane są ze swych uspokajających właściwości).


Wilk, jagnię i epilepsja

Pośród wskazań dla chorych na padaczkę znajduje się też kilka takich, które noszą znamiona myślenia magicznego, przy czym trzeba dodać, że uznaje je autor nie za środki lecznicze, lecz za rodzaj profilaktyki. Chodzi mianowicie o noszenie rozmaitych amuletów mających chronić przed chorobą. Należą do nich zarówno zioła, na przykład przywiązana do szyi peonia (którą za lek na padaczkę uważał Paracelsus), stary korzeń przestępu czy kokornak, jak również przedmioty nie znajdujące szczególnego zastosowania w ziołolecznictwie, jak choćby noszony nieustannie pas ze skóry wilka [10].

Niewykluczone jednak, że Piotr Hiszpan, pisząc o zawieszaniu ziół na szyi, miał na myśli możliwość zastosowania ich (na przykład podania przez świadków napadu) w czasie ataku choroby. Co do pasa z wilczej skóry – propozycja ta zaskakuje, szczególnie że w myśli chrześcijańskiej wilk utożsamiany był ze złem, stając się antynomią baranka. Z drugiej strony, żyjący w XIII w. św. Franciszek zasłynął z oswojenia wilka, którego nazywał bratem. W Kościele Wschodnim natomiast z głową wilka przedstawiany był św. Krzysztof, zaś nazwę „zioła Krzysztofa” zyskał we wczesnym średniowieczu czerniec gronkowy, któremu przypisywano właściwości uspokajające i przeciwbólowe [11]. Zwracając się ku bardziej przyziemnej interpretacji, można spekulować – że pas ze skóry wilka mógł amortyzować ewentualny upadek podczas napadu choroby. Czasem bowiem przypadek i nadinterpretacja sprawiają, że dana rzecz urasta w historii do rangi symbolu, o którego przypadkowości z biegiem czasu zapominamy.

Na jakkolwiek rozumiany obłęd – zapewne w celu przywrócenia choremu świadomości – poleca Piotr Hiszpan wdychanie kamfory, opium, bazylii lub szafranu. Warto przy tym nadmienić, iż kamforę stosowano w XVIII wieku jako lek na różnego rodzaju manie, zaś uspokajające i przeciwbólowe właściwości opium znane są ludzkości od tysięcy lat. Prawdopodobnie opium kryło się pod tajemniczą grecką nazwą wywaru (gr. nepenthe), jaki Helena podawała rannym w bitwie pod Troją, by uśmierzyć ich ból i poprawić nastrój [12]. Jak pisze Homer, recepturę tego leku miała poznać od egipskich kapłanek. Podobnie jest z szafranem – roślina ta występuje jako składnik leków poprawiających nastrój i pomagających zredukować napięcie. Gdzie indziej autor zaleca mak biały i szalej wskazując na ich właściwości nasenne, co współcześnie nie budzi naszego zdumienia [13].


Stracone szanse

Piotr Hiszpan w swojej medycznej działalności wykazał się nie tylko erudycją, ale także współczuciem, które i dziś powinno być fundamentem praktyki lekarskiej. Jego dzieło było wszak adresowane do warstw ubogich, niemających często możliwości uzyskania bezpośredniej pomocy medycznej. Z drugiej strony kosztowność książek oraz powszechny analfabetyzm zdają się czynić zamierzenie autora skazanym na niepowodzenie. Opisane powyżej zalecenia, mimo że wydają się miejscami irracjonalnymi z dzisiejszej perspektywy, ukazują szeroką znajomość ziół przez Piotra Hiszpana oraz rozeznanie w stosowanych podówczas interwencjach.

Papież miał szansę zapisać się w dziejach nie tylko jako lekarz, ale również ten, który zjednoczył Kościół Zachodni ze Wschodnim. Niestety, na kilka godzin przed nadejściem pozytywnej odpowiedzi z Konstantynopola, Jan XXI zmarł w wyniku zawalenia się nań sufitu apartamentu, który sam zaprojektował. W ten sposób historia zapamiętała go tylko (i aż) jako medyka, którego wpływ na przemiany w Kościele okazał się co najwyżej śladowy.

dr n. o zdr. Adam Zemełka

Piśmiennictwo:

[1] M. J. Kawałko, Historie ziołowe, Lublin 1986, s. 96.

[2] Papież Jan XXI, Kompendium medycyny naturalnej, tłum. M. Czekański, Kraków 2004, s. 9.

[3] Tamże, XI, 2,11.

 [4] Tamże, XI, 2,11.

[5] Tamże, XV,1.

[6] Tamże, XXXVII, 2.

[7] Tamże, VI, 4-5.

[8] Hippokrates, O świętej chorobie w: Hippokrates. Wybór pism, tłum. M. Wesoły, Warszawa 2008, I 1.

[9] Papież Jan XXI, dz. cyt., VII, 1.

[10] Papież Jan XXI, dz. cyt.., VII, 5.

[11] C. Müller-Ebeling, Ch. Rätsch, W.D. Storl, Witchcraft Medicine: Healing Arts, Shamanic Practices, and Forbidden Plants, Rochester 2003, s. 127-128.

[12] K. Pollak, Uczniowie Hipokratesa, Warszawa 1970, s. 119.

[13] Papież Jan XXI, dz. cyt., VI.

Podobne wpisy