Migawki z dziejów Naczelnej Izby Aptekarskiej. Sprawy zielarskie

MAJ 2013, NR 81/59 online
 
 
   Czytelnicy ubiegłorocznego cyklu „Migawki z dziejów polskich izb aptekarskich” pamiętają zapewne artykuły poświęcone plantacjom roślin leczniczych: lubelskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Szczekarkowie oraz warszawskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Kazuniu. Wspomniane plantacje były inicjatywami izb okręgowych, ale w ścisły sposób wynikały z ogólnej polityki, jaką przyjęła Izba Naczelna: zastąpić brakujący lek syntetyczny, preparatami pochodzenia roślinnego. Była to paląca konieczność: za braki preparatów gotowych oskarżano bowiem aptekarzy, choć oczywista wina stała po stronie zniszczeń wojennych, które pozbawiły nasz kraj większości fabryk farmaceutycznych. Stronnicza prasa codzienna nie dostrzegała jednak tej prostej zależności i zarzucała polskim aptekarzom ukrywanie leków na zapleczu aptek i sprzedawanie ich wybrańcom po drastycznie zawyżonych cenach!
 
    Konieczność zaangażowania się farmaceutów w „sprawy zielarskie” dostrzegał profesor Wacław Strażewicz, który na V Zjeździe Aptekarstwa Ziem Zachodnich 30 kwietnia 1946 roku zwracał uwagę na krytyczny stan polskiego przemysłu farmaceutycznego. Jak zauważył profesor Strażewicz, wobec zagrożenia wyczerpaniem się zapasów podstawowych leków spowodowanych zniszczeniami fabryk farmaceutycznych, na farmaceutach powinna spoczywać troska o zapewnienie dostępności do środków leczniczych. Apteki z wyposażeniem laboratoryjnym, wykorzystując surowce roślinne, mogły zdaniem Profesora w znacznym stopniu zapobiec kryzysowi leczniczemu do czasu odbudowy fabryk i uruchomienia przemysłu chemiczno-farmaceutycznego. Profesor Strażewicz zauważał, że sytuacja w jakiej znalazło się zarówno społeczeństwo, jak i apteki pozbawione leków, daje możliwości eksperymentalnego przekonania się o prawdziwej wartości preparatów roślinnych i przywrócenia im należytego miejsca i „honoru”. W płomiennej przemowie starał się zachęcić polskich aptekarzy do zainteresowania się zielarstwem i lekiem roślinnym: widzę w tym przymusowym zwrocie lecznictwa objaw bardzo pożądany i zdrowy. Już przed paru miesiącami na jednym z okresowych zebrań Poznańskiej Izby Aptekarskiej starałem się udowodnić, że lecznictwo dotychczasowe zeszło na fałszywą drogę szablonu, co stoi w rażącej sprzeczności zarówno z organizmem ludzkim jak i z przejawami chorób. Z drugiej strony surowce i leki roślinne, jako wytwory żywej komórki, są najbardziej dostępne i przyswajalne przez nasz organizm, który od początku swego powstania na globie ziemskim żyje i rozwija się na bezpośrednich i pośrednich produktach biochemicznych świata roślinnego.
 
   Profesor Strażewicz przypomniał, że farmaceuci, jako wszechstronnie wykształceni w zakresie stosowania surowców leczniczych, dzięki ukończonym kursom farmakognozji, powołani są do zgłębienia i rozstrzygania wszystkich zagadnień związanych z lekami roślinnymi. Wacław Strażewicz na przykładzie europejskich krajów: Francji, Austrii i Węgier, pokazywał jak ważne jest zaangażowanie się farmaceutów w pomyślny rozwój zielarstwa i ziołolecznictwa. Do działania powinni stanąć przede wszystkim aptekarze z prowincji, a każdy z farmaceutów powinien postawić sobie za cel zgłębianie wiedzy farmakognostycznej. Profesor Strażewicz przypomniał o włączeniu się Naczelnej Izby Aptekarskiej do tak zaszczytnej akcji poszerzania wiadomości zielarskich poprzez deklarację zorganizowania specjalnych kursów.
 
 
*kliknij, aby powiększyć
 
   Szkolenia – jak zakładał program – skierowane były do aptekarzy i prezentowały następujące zagadnienia: rozmieszczenie roślin leczniczych na terenie ziem polskich, zbiór, uprawa, suszenie, przechowywanie i ocena jakości na podstawie cech wizualnych. Szczegółowe wiadomości miały dotyczyć ważniejszych surowców roślinnych, zbieranych ze stanu dzikiego i z uprawy. Po odbyciu tych kursów farmaceuci zobowiązani byli niezwłocznie przystąpić do pracy organizacyjnej i instruktorskiej w swoich miejscowościach, a gdzie zajdzie potrzeba przeprowadzić skup surowców uzbieranych. Naczelna Izba Aptekarska zalecała również kontakt z lokalnymi organizacjami rolniczymi, które deklarowały pomoc tym zakresie, pod warunkiem odpowiedniego pokierowania ze strony farmaceutów. Zielarstwo, jak podkreślał profesor Strażewicz, może być pomostem łączącym rolnika i farmaceutę, a rzetelna współpraca obu tych zawodów pozwoliłaby w pełni zabezpieczyć kraj w rodzime leki roślinne.
 
   Zagadnieniom zielarstwa i ziołolecznictwa Naczelna Izba Aptekarska poświęcała bardzo wiele miejsca w czasie swych obrad, a periodyk Izby – „Farmacja Polska” posiadał nawet specjalną rubrykę, zatytułowaną „Sprawy zielarskie”. Znaleźć można było w nim nie tylko informacje o prowadzonych akcjach skupu ziół i prowadzonych kursach dla plantatorów, ale także – apele. Za najbardziej znamienną dla całej polityki Naczelnej Izby Aptekarskiej można uznać odezwę roku 1947, w której władze NIA pisały: wytworzenie leku, jego badanie przeróbka i rozprowadzenie stanowi zakres pracy zawodu farmaceutycznego i nikomu innemu poza nim, zadaniami tymi zajmować się nie wolno. Mając to na względzie rozumiemy, jaką rolę spełnić musi samorząd zawodowy. W okresie odbudowy Państwa zniszczonego straszliwymi działaniami wojennymi, rozumiemy, jak ciężkie zadania leżą przed nami i zdajemy sobie sprawę, że wykonanie ich nie jest łatwe. Troska o dobry lek i dostarczenie go choremu i zmęczonemu społeczeństwu jest naszym kardynalnym obowiązkiem.
 
   Na łamach „Farmacji Polskiej” władze Naczelnej Izby Aptekarskiej wielokrotnie deklarowały chęć zaangażowania się w „sprawy zielarskie” i relacjonowały sukcesy w tym zakresie. Szczególnie owocna była współpraca NIA z Polskim Komitetem Zielarskim i spółdzielnią „Społem”. Oparta ona była na wspólnym wniosku, że hodowla, sporządzanie mieszanek i sprzedaż detaliczna surowców i leków ziołowych nie powinny odbywać się poza apteką i bez obecności farmaceuty. Słusznie zaznaczano, że aptekarz nie może przyjąć na siebie odpowiedzialności za surowce roślinne, wyhodowane i przechowywane przez osoby nie posiadające odpowiednich kwalifikacji. Wychodząc z założenia, iż jedynie zawód farmaceutyczny jest predestynowany do przetwórstwa zielarskiego, a także do organizacji zbioru roślin z dzikiego stanu, na aptekarzach, po odpowiednim przeszkoleniu, spoczywać powinna odpowiedzialność za „sprawy zielarskie”. Musimy niestety dodać, że w swych sprawozdaniach władze Izby Naczelnej aż zbyt często zwracały uwagę na niską frekwencję aptekarzy w kursach zielarskich, pomimo ich wysokiego poziomu naukowego, umiejętnego rozplanowania tematów i zaangażowania doskonałej kadry profesorskiej…
 
 
*kliknij, aby powiększyć
 
    Istotną formą działalności NIA, mającej na celu podniesienie jakości leku roślinnego, było również zorganizowanie Instytutu Badań Biologicznych. Organizację Instytutu powierzono prezesowi Izby magistrowi Stanisławowi Biele, a kierownictwo Zakładu – doktorowi Stanisławowi Kroszczyńskiemu. Głównym zadaniem Instytutu było oznaczanie wartości surowców leczniczych pochodzenia roślinnego, a także chemicznego. Zakład stawiał sobie także za cel opracowanie materiału do nowego wydania „Farmakopei Polskiej”, w której znalazłyby się znormalizowane metody badania biologicznego surowców o działaniu nasercowym. Kolejnym celem Instytutu było badanie właściwości leczniczych roślinnych środków leczniczych często stosowanych, ale mało zbadanych pod kątem działania farmakologicznego. Instytut miał także prowadzić szkolenia praktyczne dla przyszłych specjalistów i naukowców.
 
   Kolejną formą zaangażowania się Naczelnej Izby Aptekarskiej w tytułowe „sprawy zielarskie” było finansowanie i tworzenie katedr botaniki i farmakognozji, a także zaopatrywanie ich w niezbędny sprzęt i aparaturę laboratoryjną, dzięki którym przyszli farmaceuci mogli kształtować wiedzę na odpowiednio wysokim poziomie. Niejako w „rewanżu” uniwersytecka kadra naukowa angażowała się w prowadzone przez Izbę Naczelną kursy zielarskie.
 
   Równie ważne było ciągłe uświadamianie aptekarzy o ich doniosłej roli w społeczeństwie i konieczności starań o zapewnienie brakujących środków leczniczych. Łamy „Farmacji Polskiej” pełne były apeli skierowanych do aptekarzy, a jeden z nich został już powyżej zacytowany. W czwartym numerze „Farmacji Polskiej” z roku 1947 można było natomiast przeczytać: Zbliża się okres zbioru roślin leczniczych z dzikiego stanu. Prace przygotowawcze oraz uprawa tych roślin są w pełnym toku. Naczelna Izba Aptekarska wyraża przekonanie, że zawód farmaceutyczny, doceniając wagę tego zagadnienia, poświęci mu każdą wolniejszą chwilę. Zaopatrzenie apteki w odpowiadające wymaganiom Farmakopei surowce roślinne i ich przetwory, jest podstawowym obowiązkiem każdego aptekarza zawsze, w szczególności dziś, w obliczu tak dotkliwego braku leków. Takimi słowami władze Naczelnej Izby Aptekarskiej zachęcały naszych poprzedników do podejmowania trudnych zadań, jakie stawiała przed nimi powojenna rzeczywistość. Z pewnością dodatkowe obowiązki i związana z nimi odpowiedzialność nie ułatwiały aptekarzom pracy. Jednak możliwość wykorzystania wiedzy i umiejętności związanej z zastąpieniem brakujących leków chemicznych lekami roślinnymi, wydatnie podnosiła prestiż zawodu!

dr n. farm. Maciej Bilek
Piśmiennictwo u autora
 

Podobne wpisy