Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza… Apteka – miejscem pracy naukowej

kwiecień 2015, nr 104/82 online
 
    Czytelnicy kolejnych cyklów historycznych, zamieszczanych na łamach „Aptekarza Polskiego”, a szczególnie „Apteka była, jest i będzie…” oraz „Historia farmacji uczy nas…” zwrócili zapewne uwagę, że druga połowa lat trzydziestych XX wieku była dla aptekarstwa czasem wyjątkowym. Drastyczne zmiany ekonomiczne, społeczne i polityczne, które zachodziły w otaczającym ówczesnych farmaceutów świecie, nie pozostawiały działaczy zawodowych w tyle. Wręcz przeciwnie: rozmach z jakim tworzono wówczas wizję „nowej apteki” po dziś dzień robi wielkie wrażenie, pozostając równocześnie drogowskazem dla aptekarstwa początku XXI wieku, trapionego podobnymi jak przed kilkudziesięciu laty problemami.

 

 

 

Ilustracja 1-4. Apele Polskiego Powszechnego Towarzystwa Farmaceutycznego, zamieszczane w roku 1939 na łamach organu prasowego: „Wiadomości Farmaceutycznych”.
 
    W dwóch poprzednich częściach cyklu „Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza…” omówiliśmy dwie rozwijające się w latach trzydziestych XX wieku inicjatywy. Pierwszą była idea utworzenia przy każdej polskiej aptece laboratorium analitycznego, w którym można byłoby badać żywność oraz pobierać i prowadzić tzw. „analizy fizjologiczne”: krwi, kału, moczu… [1] Inicjatywą drugą było uczynienie z apteki placówki zdrowia publicznego, gotowej w każdego chwili stawić czoła atakowi wroga, przeprowadzonemu za pomocą broni chemicznej. [2] Trzecia inicjatywa, będąca tematem niniejszego opracowania, była po części związana z pierwszą. Działacze zawodowi, a szczególnie Polskiego Powszechnego Towarzystwa Farmaceutycznego działającego wespół z Warszawskim Towarzystwem Farmaceutycznym, doszli bowiem do wniosku, że rangę i prestiż polskiej apteki podniesie także jej włącznie w działalność naukową! Idei tej patronowali: znany Czytelnikowi „Aptekarza Polskiego” profesor Bronisław Koskowski, wykładowca warszawskiego Wydziału Farmaceutycznego i prezes Towarzystwa Przyjaciół Wydziałów i Oddziałów Farmaceutycznych przy Uniwersytetach w Polsce oraz magister farmacji Wacław Sokolewicz, naczelnik Wydziału Nadzoru Farmaceutycznego w Ministerstwie Opieki Społecznej. W podpisanej wspólnie odezwie, zatytułowanej „Utrzymujmy kontakt z nauką!”, opublikowanej w roku 1937 na łamach „Wiadomości Farmaceutycznych”, wymienieni działacze pisali: szeroki ogół farmaceutyczny przejawia, jak dotąd, zbyt małe zainteresowanie zagadnieniami natury naukowej. (…) Wielu farmaceutów zatracając wszelkie zainteresowania naukowe daje, niestety, dowód niezrozumienia konieczności stałego uzupełniania zdobytej wiedzy na studiach uniwersyteckich, a stan taki jest równoznaczny z cofaniem się wstecz. Na koniec apelu zaś dodawano: gdy wszyscy członkowie zawodu utrzymają stały kontakt z nauką, wtedy podniesie się stan wiedzy i osiągniemy wspólnym wysiłkiem światły cel, jaki przyświecał reformatorom studiów farmaceutycznych. Spełnienie tego zadania jest naszym obowiązkiem zawodowym i obywatelskim.
   W podobnym tonie wypowiadał się profesor Koskowski na łamach czasopism aptekarskich, publikując rozliczne eseje. W „gwiazdkowym” numerze „Wiadomości Farmaceutycznych” z 1936 roku pisał: niewątpliwie przed aptekarzem zamieszkałym na prowincji roztacza się szeroki horyzont działalności naukowej, przemysłowej i obywatelskiej.  
   Potrzebę pracy naukowej w aptekach widzieli również szeregowi aptekarze, zdając sobie jednak sprawę, że warunki finansowe większości polskich aptek nie pozwolą na jej prowadzenie. Magister Abram Ruff, właściciel apteki w Klecku, opublikował w roku 1936 na łamach „Wiadomości Farmaceutycznych” esej, zatytułowany „Ważny czynnik hamujący pierwiastek naukowy apteki”: gdyby w chwili obecnej powiedziano, że współczesna apteka może funkcjonować bez dokonywania analiz środków leczniczych, produktów spożywczych, wody i t.d., to byłoby to, ni mniej ni więcej, tylko zamachem na zdrowie publiczne i w ogóle na to wszystko, co jest niezbędne dla żywotnych potrzeb człowieka, a także i istnienia samej apteki. Zdaniem magistra Ruffa sam fakt konieczności pracy naukowej w aptece nie podlega wątpliwości, jest on jednak trudny do wdrożenia w codzienne życie z przyczyn prozaicznych: powiadają, że nasi magistrzy, wstępując do apteki, przeradzają się zupełnie. Zajmują się wyłącznie przyrządzaniem i ekspedycją lekarstw według recept, a strona naukowa ich działalności pozostaje na uboczu. Przyczyną tego stanu rzeczy, w ślad za którym stawiano aptekarzom poważne zarzuty, nie jest jednak brak chęci działania, a po prostu brak czasu, wynikający ze zbyt szczupłej ilości personelu aptecznego: przypuszczam, że ci, którzy czynią takie zarzuty magistrom, gdyby byli bliżsi aptek i przyglądali się, jak w nich upływa dzień pracy, inne wypowiadaliby w tej materji zdanie.
   W podobnym tonie wypowiadał się doktor farmacji Alfred Denizot, mówiąc w grudniu 1938: wegetująca dzisiaj w ciężkich warunkach materialnych apteka stawia heroiczne wprost wysiłki w kierunku sprostania swym trudnym obowiązkom społecznym w służbie zdrowia publicznego, bowiem apteka dzisiejsza to nie tylko placówka sanitarna, utrzymująca zdrowotność społeczeństwa, ale zarazem placówka obrony narodowej, zdolna współdziałać w obronie przeciwlotniczo-gazowej. Jak jednak zastrzegał: jakżeż apteka w dzisiejszych warunkach istnienia może sprostać powyższym zadaniom, skoro taksa aptekarska przewiduje taki zysk, że nie wystarcza niekiedy na opędzenie nawet pierwszych potrzeb życiowych farmaceuty. Po czym dodawał z nutą rezygnacji: czyż wysoki poziom wykształcenia farmaceuty, wysokie wymagania Farmakopei polskiej [3] i piękna rola apteki jako placówki sanitarnej nie wydają się być tylko pobożnym żądaniem naszych władz bez widoków realizacji?
   Jednak „nasze władze” nie dawały za wygraną, a bezpośredniemu zbliżeniu farmacji aptekarskiej i naukowej miało służyć powołanie w lutym 1935 Sekcji Naukowej przy Warszawskim Towarzystwie Farmaceutycznym. W miesiąc później, w obrębie Sekcji, powstała pierwsza Podsekcja: Badania Żywności i Wody, której dokonania można uznać za jedno z najciekawszych osiągnięć polskiego środowiska aptekarskiego w okresie dwudziestolecia międzywojennego! Już wkrótce po utworzeniu, władze Podsekcji zwróciły się do wszystkich polskich aptekarzy z nietuzinkowym apelem zatytułowanym „Przystępujemy do badania wody w Polsce!”. Pierwsze słowa odezwy są podsumowaniem tego wszystkiego, o czym piszemy w cyklu „Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza…”: społeczeństwo (…) nie widzi, nie docenia wielkiej przemiany, jakiej uległa farmacja polska w ciągu ostatnich lat kilkunastu. Nie zdaje sobie sprawy, że dzisiejszy farmaceuta – to nie tylko aptekarz, przyrządzający i wydający leki w swej oficynie, lecz zarazem chemik sanitarny, chemik higienista, który ma odpowiednie kwalifikacje, aby (…) współdziałać w budowie potężnego gmachu higieny. Dziś nadszedł moment, by społeczeństwu o tem powiedzieć. Nie słowem, nie pustą reklamą, lecz czynem. Na czym miał ów czyn polegać? Plany były imponujące: Sekcja naukowa przy Warszawskim T-wie Farmaceutycznem, chcąc Was pobudzić do tego czynu, przystępuje do akcji badania stanu sanitarnego wody w Polsce. Władze Podsekcji precyzowały: chcemy, aby każdy aptekarz – w mieście, czy na prowincji, w zamożnem osiedlu, czy zapadłej wsi – poświęcił trochę czasu tej pracy, co w sumie może dać efekty mające nieocenione wprost znaczenie dla prac nad uzdrowotnieniem kraju. Organizatorzy akcji wychodzili przy tym naprzeciw problemom, o których pisali cytowani powyżej przedstawicie zawodu: braku czasu i niedomogach finansowych. Pracami postaramy się pokierować tak, aby nie wymagały one kosztownych urządzeń i przyrządów; mamy na widoku jedynie oznaczenia zasadnicze, nie wymagające specjalnej precyzji w eksperymentowaniu. A przedewszystkiem dostarczymy tak ścisłych wskazówek, że nie będzie mogło być mowy o jakichkolwiek trudnościach w przeprowadzeniu zadania. Apel kończyło zdanie pełne fantazji, pisane z pewnością piórem pełnym temperamentu – profesora Koskowskiego, jednego z sygnatariuszy odezwy: Koledzy! Jesteśmy pewni, że na nasz apel zgłoszą się dziesiątki, setki tych, którzy chcą tchnąć nowego ducha w przygaszone ognisko swej oficyny, a dla społeczeństwa wykonać rzecz dobrą i pożyteczną, którą napewno potrafi ocenić. Wzywamy Was do czynu nie my, to Zawód Was wzywa.

Ilustracja 5. Pracownia analityczna apteki Ośrodka Zdrowia przy Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku. „Kronika Farmaceutyczna” 1936, nr 11, s. 152.

 
   Jak wyglądał odzew „kolegów”? W dwa lata po wydaniu odezwy pisano: zgłosiło się (…) zaledwie 5% ogólnej ich liczby; ci jednak, instruowani przez Podsekcję Badania Żywności i Wody, przeprowadzili zamierzone badania. Garstce tej dziękowano za zaangażowanie i określono jako żarliwych zwolenników prac sanitarno-społecznych aptekarstwa. Jak donosiły „Wiadomości Farmaceutyczne” praca odbywała się w dwóch etapach. Zgłaszający się otrzymali arkusze, na których podawali opisy studzien lub tp. zbiorników wody, które zamierzali zbadać, po czym – po nadesłaniu tych opisów – dostawali „Instrukcję do badania wody pod względem fizycznym i chemicznym”, według której badali wodę z opisanych zbiorników.
   Wyniki badań podane zostały do wiadomości ogółu farmaceutów w roku 1937 i 1938, na łamach „Wiadomości Farmaceutycznych”. Władze Podsekcji Badania Żywności i Wody publikując wyniki kolejnych analiz wyrażały nadzieję, że pobudzą one wszystkich aptekarzy, a przede wszystkim tych, którzy nie słyszeli naszego apelu, do prac sanitarno-społecznych w terenie. (….) nadchodzą bowiem czasy – zastrzegano – że aby utrzymać się na powierzchni, nie dość jest wykonywać jak najlepiej swój zawód, trzeba dać z siebie coś więcej, trzeba przyczynić się czynem do podniesienia społeczności na wyższy stopień kulturalny. Zdaniem zaś władz Podsekcji aptekarz (…) najlepiej spełni swą rolę społeczną przyczyniając się do podniesienia higieny najbliższej okolicy.
   Rezultaty badań osiemnastu wód studziennych, rozsianych na terenie całej II Rzeczpospolitej, „Wiadomości Farmaceutyczne” ogłosiły w siedmiu częściach. Wyniki podzielono na „Badania wody fizyczne” i „Badania wody chemiczne”. Pierwsza grupa obejmowała temperaturę świeżo pobranej wody, zapach przed i po podgrzaniu, barwę oraz mętność („przezroczystość” jak wówczas mawiano). Badania chemiczne obejmowały natomiast określenie odczynu, twardości w stopniach niemieckich i francuskich, zawartość chlorków oraz utlenialność. Oceniano również obecność trzech form azotu: amoniaku, azotanów (III) i azotanów (V), które po dziś dzień są najważniejszymi wskaźnikami zanieczyszczenia wód ściekami bytowo-gospodarczymi. Wyniki badań były ponadto opatrzone szczegółową charakterystyką studni. Uwzględniano w niej lokalizację ujęcia, sposób ocembrowania i czerpania wody, głębokość studni, wysokość słupa wody i szerokość otworu studziennego. Nie zapomniano o ewentualnym sąsiedztwie i odległości od źródeł ścieków: najbliższych zabudowań, ustępów, ulic, dołów kloacznych, poideł dla zwierząt etc. Przekazywano także szczegółowe dane o ilości osób korzystających z badanej wody studziennej. Informowano ponadto, czy w ostatnim czasie, na skutek spożywania wody z danej studni, wystąpiły jakiekolwiek objawy chorobowe. W publikowanych raportach znalazło się także miejsce na opis odczuć konsumentów, dotyczących smaku wody pitnej. Charakterystykę studni częstokroć opatrywano adnotacją: woda nie była do tej pory przez nikogo badana. W kilku przypadkach farmaceuci dodawali dumnie: pierwsze badanie przeprowadziła apteka lub pierwsze badanie przedsięwzięła apteka.
 


Ilustracja 6. Uroczystość otwarcia ośrodka zdrowia i apteki w Drwalewie. „Kronika Farmaceutyczna” 1937, nr 22, s. 283.
 
   Autorką największej liczby analiz była wspomniana już w pierwszej części cyklu „Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza…” magister Regina Kapitańczykowa, która w „Wiadomościach Farmaceutycznych” datowanych na 30 października 1938 ogłosiła publikację naukową zatytułowaną „Wyniki badania chemicznego i bakteriologicznego wód studziennych na terenie wsi Drwalew (pod. grójecki)”. W nowo otwartej aptece, przeprowadziła ona analizy aż dwunastu wód studziennych, chcąc – jak pisała we wstępie – podkreślić możność użyteczności aptek przy ocenach wody z punktu widzenia higieny, oraz wykazać, że nawet wiejskie apteki, wyposażone w niekoniecznie obfite środki laboratoryjne, są w stanie przeprowadzić takie analiz bardzo prostymi metodami chemicznymi i przy pomocy nieskomplikowanej aparatury, przyczyniając się w ten sposób w swych najbliższych okręgach do podniesienia stanu zdrowotności mieszkańców. Badania magister Kapitańczykowej były wyjątkowe, gdyż – jak wskazuje tytuł – przeprowadziła także analizy bakteriologiczne, a to dzięki istniejącemu na miejscu Instytutowi Serologiczno-Bakteriologicznemu Firmy Klawe. Autorka zastrzegała jednak, że każda apteka ma możność jakościowych i ilościowych badań chemicznych, które zupełnie wystarczają do ogólnej oceny przydatności wody do picia i użytku domowego. Natomiast w podsumowaniu swych badań autorka pisała: tylko trzy (…) studnie (…) posiadają wodę zdatną do picia bez zastrzeżeń. Reszta zbadanych przeze mnie studzien tak ze względu na wyniki badań ich wód, jak i budowę zewnętrzną, winna ulec pogłębieniu. Kapitańczykowa słusznie wnioskowała, że obecność w znacznych ilościach substancji gnilnych, związków organicznych i bakteryj coli nasuwa możliwość zanieczyszczenia tych wód z pobliskich ścieków domowych, chlewów lub ubikacji, z powodu niedostatecznej grubości ziemi filtrującej. Ponadto autorka podawała bardzo trafne środki zaradcze: w wypadkach niemożności wywiercenia głębszych studzien (…) należałoby studnie płytkie oczyścić przez wybieranie zamulonego dna, dezynfekować od czasu do czasu wapnem, a poza tym używać stale do picia tylko wodę w stanie przegotowanym.
   Na fali zainteresowania tematem badania wód studziennych „Wiadomości Farmaceutyczne” opublikowały w roku 1936 artykuł autorstwa magistra Edwarda Łukaszewicza, z laboratorjum apteki Jagiełłowicza w Sosnowcu, w którym autor – szeregowy aptekarz – przedstawił metodę pozwalającą na szybkie i dokładne zbadanie wody na obecność zanieczyszczeń i trucizn, oraz pozwalającą na określenie potrzebnej ilości chloru do odkażania wody. Magister Łukaszewicz podał szczegółowe instrukcje na prowadzenie pomiarów temperatury, „przejrzystości”, zabarwienia, zapachu, odczynu, zawartości amoniaku, azotynów, chlorków, rtęci i innych metali ciężkich, arsenu, cyjanków, alkaloidów oraz iperytu. Ponadto przedstawione zostały zasady opinjowania przydatności wody na podstawie uzyskanych wyników oraz określenia ilości podchlorynu, potrzebnego do odkażania wody.   
   Nie będę nawoływał Czytelników „Aptekarza Polskiego” do prowadzenia w naszych aptekach analiz wody studziennej, pomimo że są to pomiary łatwe, a dzięki rozwojowi analizy instrumentalnej bardzo dokładne, nawet przy niewielkich nakładach kosztów. Przytoczę natomiast raz jeszcze cytowane powyżej słowa: tchnąć nowego ducha w przygaszone ognisko (…) oficyny, a dla społeczeństwa wykonać rzecz dobrą i pożyteczną. Cóż obecnie możemy zrobić, by ogień pracy naukowej zapłonął w naszych „oficynach” i był jednocześnie pożyteczny dla społeczeństwa? Przede wszystkim: możemy stale poszerzać naszą wiedzę, co dzięki nieograniczonemu dostępowi do ogólnoświatowych baz danych, za pośrednictwem Internetu, jest łatwiejsze, aniżeli kiedykolwiek. Każdy z nas, stojących za pierwszym stołem, znalazł się już, a być może znajduje się coraz częściej, w sytuacji, gdy pacjent… wie więcej od nas! Nie pozostawajmy więc w tyle, gdy inni się tak intensywnie edukują! Możemy również, jak robił to niegdyś niżej podpisany, dzielić się na łamach czasopism farmaceutycznych swoimi autorskimi przepisami na leki recepturowe. Możemy wreszcie przekazywać doświadczenie i wiedzę naszym stażystom. Nadeszły już bowiem czasy, że aby utrzymać się na powierzchni, nie dość jest wykonywać jak najlepiej swój zawód, trzeba dać z siebie coś więcej!

dr n. farm. Maciej Bilek
 Piśmiennictwo u autora

[1] M. Bilek: "Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza… Apteka – laboratorium." „Aptekarz Polski” 2015, nr 2.
[2] M. Bilek: "Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza… Apteka – placówką zdrowia publicznego." „Aptekarz Polski” 2015, nr 3.
[3] Patrz: M. Bilek, "Historia farmacji uczy nas, że mamy powody do dumy." „Aptekarz Polski” 2011, nr 8.

Podobne wpisy