marzec 2015, nr 103/81 online

Trudno znaleźć obecnie aptekarza, który nie narzekałby na warunki, w jakich przyszło nam pracować i prowadzić apteki. Narzekamy na zbyt szybko zachodzące przemiany, za którymi – wraz z naszymi aptekami – nie nadążamy. Słusznie poniekąd uważamy, że apteka, jako officina sanitatis, a zatem miejsce ponadczasowo stojące na straży ludzkiego zdrowia, powinna stać ponad doraźnymi zmianami warunków społecznych, ekonomicznych, ba, nawet politycznych czy kulturowych. Postawa taka towarzyszy aptekarzom od dawna, szczególnie zaś uwidoczniła się w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, w okresie panowania w Polsce systemu kapitalistycznego. Że jest to podejście do aptekarstwa tyleż uzasadnione, co zgubne, ówcześni działacze zawodowi zdali sobie sprawę bardzo szybko. Głosili oni na łamach czasopism zawodowych, że jeżeli aptekarstwo się nie zreformuje, w świecie rosnących wymagań i bezwzględnej konkurencji, czeka je powolna i nieuchronna zagłada. W ubiegłym miesiącu wspominaliśmy o jednej z prób ratowania wizerunku i sytuacji finansowej aptek w okresie dwudziestolecia międzywojennego i w pierwszych latach po II wojnie światowej. Była nią akcja tworzenia przy aptekach laboratoriów analitycznych. [1] W poprzednich cyklach, publikowanych na łamach „Aptekarza Polskiego”, tego typu inicjatyw środowiska aptekarskiego w okresie dwudziestolecia międzywojennego przedstawiłem znacznie więcej. Przypomnijmy więc tylko o działaniach zmierzających do przywrócenia należytego miejsca lekowi recepturowemu [2] i ziołowemu [3], o nawoływaniach do należytej dbałości o wygląd apteki [4], a nawet samego aptekarza [5]. Troszczono się także o to, by aptekarze postrzegani byli jako ludzie ofiarni i pracujący społecznie [6]. Były to oczywiście inicjatywy ze wszech miar godne pochwały, jednak na aptekę i aptekarstwo patrzyły poprzez pryzmat pojedynczych zagadnień, nie stanowiąc kompleksowego rozwiązania, które wychodziłoby naprzeciw zachodzącym wokół aptek i aptekarzy zmianom…
Gruntowana zmiana w postrzeganiu apteki i jej roli w młodym jeszcze państwie polskim wynikła ze zmieniającej się sytuacji politycznej. Od drugiej połowy lat trzydziestych, w związku z pogarszającą się z roku na rok sytuacją polityczną w Europie, pojawiła się szansa, by aptekom nadać rewolucyjne wręcz funkcje i uprawnienia, nie tyle w kontekście posługi aptekarskiej, a całokształtu zdrowia publicznego Rzeczypospolitej. Postulowano bowiem, by apteka stała się nieodłącznym elementem państwa gotowego do wojny, by była nie tylko miejscem, gdzie można zakupić leki i materiały opatrunkowe, ale również ośrodkiem sanitarnym, składnicą zaopatrzoną w dostateczną tychże ilość, tak by sprostać sytuacjom – jak dziś mówimy – kryzysowym. Miała być również apteka miejscem szerzenia zasad wiedzy na temat zagrożeń wynikających z użycia gazów bojowych i zasad postępowania w czasie ataku gazowego… Redakcja „Kroniki Farmaceutycznej”, organu prasowego Związku Zawodowego Farmaceutów Pracowników w Rzeczypospolitej Polskiej w 1938 roku, w przededniu II wojny światowej, pisała: w sferach decydujących jest rozważana sprawa racjonalnego przystosowania aptek na wypadek wojny. Są pewne tendencje, by apteki traktować jako składnice zaopatrzone w pewne standaryzowane zapasy najniezbędniejszych leków dla potrzeb ludności cywilnej i wojska. Jak dodawano, szczegółowe wykazy artykułów leczniczych, opatrunkowych, przyrządów i odczynników potrzebnych do laboratoriów aptecznych dla potrzeb obrony przeciwlotniczej i gazowej będą opracowane przez władze przy współudziale fachowców w tej dziedzinie ze świata farmaceutycznego.
Planom tym sprzyjało środowisko lekarskie, które – jak pamiętamy z poprzedniego artykułu – było równocześnie przeciwne prowadzeniu w aptekach tzw. „analiz fizjologicznych”. „Czasopismo Towarzystwa Aptekarskiego we Lwowie” z dumą przytaczało wypowiedź doktora Kowarskiego, naczelnika Urzędu Zdrowia województwa warszawskiego, który w 1939 roku mówił: stoi przed nami ogromne zadnie włączenia spraw farmacji jako siostrzycy najbliższej (a przede wszystkim najstarszej) medycyny do spraw publicznej służby zdrowia. Musimy stworzyć farmaceutyczną służbę zdrowia, jako bardzo ważny i pomocniczy odcinek zdrowia publicznego. W kolejnych słowach doktor Kowarski niesłychanie celnie diagnozował trudną sytuację polskiego aptekarstwa, stojącego wobec trudnych przemian: dokonanie zwrotu od apteki, jako instytucji li tylko handlowej, w którą coraz bardziej zmienia się, do apteki, jako warsztatu wykonywania zawodu pokrewnemu lekarskiemu, jest zadaniem dużej wagi, zwłaszcza na wypadek wojny. Pełni podziwu odczytywali zapewne aptekarze słowa jakże trafne, a nie przez farmaceutę wypowiedziane: farmaceuta powinien potrafić zaradzić potrzebom stawianym aptekarstwu we własnym zakresie, bez udziału przemysłu farmaceutycznego. Apteka powinna sama stać się wytwórnią, jak tego zresztą żąda nowa Farmakopea. Przejście na ten porządek rzeczy wzbogaci aptekarza nie tylko materialnie ale fachowo i moralnie.
W podobnym tonie wypowiadali się aptekarze. W 1935 roku „Kronika Farmaceutyczna” zamieściła odezwę „W jedności siła”, w której anonimowy „Mgr K.” pisał: apteka nie jest wyłącznie przedsiębiorstwem handlowem, obliczonem tylko na zysk. Jest to zarazem placówka sanitarna, która na wypadek wojny może i powinna odegrać wielkie znaczenie w obronie przeciwlotniczo-gazowej. Zapewne niejeden Czytelnik „Aptekarza Polskiego” zapyta: co apteka, aptekarz, mają wspólnego z gazami bojowymi, o których tragicznym w skutkach stosowaniu na frontach I wojny światowej wszyscy słyszeliśmy? Należy przede wszystkim przypomnieć, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego wszyscy obawiali się, że coraz wyraźniej przybliżający się konflikt europejski będzie właśnie wojną gazową. Wspominano, że ofiarami broni chemicznej w czasie I wojny światowej padły dziesiątki tysięcy żołnierzy i nadmieniano, że to właśnie dzięki fachowej wiedzy francuskich farmaceutów, wykształconych wszechstronnie zarówno z zakresu chemii, jak i fizjologii człowieka, udawało się poznać naturę zastosowanych gazów i w ślad za tym w należyty sposób ratować żołnierzy.
Ilustracja 1. Uroczyste zakończenie pierwszego kursu instruktorskiego obrony przeciwgazowej („Kronika Farmaceutyczna” 1932, nr 9, s. 112)
Nie dziwmy się więc, że w latach trzydziestych temat ochrony przeciwgazowej był na łamach czasopism farmaceutycznych jednym z dominujących, a zadania stawiane przed aptekarzami istotnie – czyniły z apteki czasu wojny placówkę o znaczeniu pierwszorzędnym. Koordynatorem wszystkich działań dotyczących obrony przeciwgazowej państwa była Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP), w szeregi której już od początku lat trzydziestych napływały szerokie rzesze polskich aptekarzy: każdy farmaceuta we własnym i społecznym interesie winien zapoznać się dokładnie z istotą chemicznych środków bojowych, obroną przeciwgazową i przeciwlotniczą, szczególnie zaś personel aptek na prowincji, gdzie mieszkańcy miasteczek i wsi w każdym niemal wypadku zwracają się chętnie i z całym zaufaniem do aptekarza po radę i pomoc pisano w 1932 roku w „Kronice Farmaceutycznej”. Z czasem zaczęły powstawać odrębne koła farmaceutów LOPP, dodajmy – jedne z najaktywniejszych w całej organizacji.
Jako pierwszy wykłady i skromne kursy prowadził w Wilnie profesor Jan Muszyński, wychodząc z założenia, że magister farmacji polskiego uniwersytetu winien mieć pojęcie o wszystkiem. Z czasem przyszła pora na bardziej zorganizowane akcje. Wiadomem jest nam wszystkim, jak nieprzychylnych posiadamy sąsiadów i jakie wobec nas mają zamiary (…), zaborczość ich, przytępiona przez przegraną wojnę, budzi się w nich na nowo. (…), prędzej więc, czy później, zmuszeni będziemy bronić się pisała redakcja „Kroniki Farmaceutycznej” już w 1931 roku. Nie możemy dopuścić do tego, aby dopiero w ostatniej chwili, kiedy niebezpieczeństwo wojny będzie nam już zagrażało, abyśmy wtedy dopiero mieli organizować pracę, do której z całą pewnością będziemy powołani. Z tychże powodów Związek Zawodowy Farmaceutów Pracowników w Rzeczypospolitej Polskiej zorganizował w Warszawie jeden z pierwszych tzw. kursów instruktorskich, obrony przeciwgazowej, dostosowany oczywiście do wysokiego już poziomu naukowego kolegów magistrów i prowizorów. Program kursu, który miał się odbywać dwa razy w tygodniu po dwie godziny, był bardzo ambitny. Składać się miały się nań zarówno wykłady, jak i prace laboratoryjne. Najważniejszym przedmiotem, który miał przygotować aptekarzy do ewentualnego ataku bronią chemiczną, była oczywiście „Chemja gazów bojowych”, realizowana w postaci teorji, pokazów i doświadczeń. Ponadto przewidywano przedmiot „Technika walki chemicznej”, realizowany w postaci odczytów, przezroczy, filmu oraz zwiedzania szkoły wojskowej gazowej i instytutu przeciwgazowego. Z punktu widzenia potencjalnej działalności aptekarzy i aptek w czasie ataku gazowego najbardziej doniosłe były dwa przedmioty: „Obrona przeciwgazowa”, z ćwiczeniami z maskami i aparatami izolacyjnemi oraz „Ochrona przed gazami parzącemi” w postaci ćwiczeń drużynowych i analizy wody i terenu zagazowanego. Ponadto przewidywano zajęcia z pierwszej pomocy oraz toksykologii gazów.
Otwarcie omawianego kursu zaszczycili swą obecnością najwybitniejsi przedstawiciele świata farmacji i aptekarstwa z naczelnikiem Wydziału Farmaceutycznego Departamentu Służby Zdrowia Ministerstwa Opieki Społecznej podpułkownikiem Wacławem Sokolewiczem na czele, który – wedle relacji „Kroniki Farmaceutycznej” wyraził gorące uznanie (…) za powziętą inicjatywę, podkreślił, iż poza specjalistami nikt nie jest bardziej, niż farmaceuci powołany z racji swego wykształcenia do obrony przeciwgazowej, oraz wyraził nadzieję, iż wyniki kursu będą korzystne zarówno dla sprawy obrony Państwa, jak i samego zawodu. Pierwszy wykład poprowadził podpułkownik Wojnicz-Sianożęcki, który z naciskiem stwierdzał, że zawód farmaceutyczny, posiadając przygotowanie chemiczne, mógłby odegrać wielką rolę w dziedzinie obrony, przyjmując udział czynny w charakterze instruktorów. Przed polskimi aptekarzami i aptekami widziano jednak w czasie konfliktu zbrojnego zadania znacznie szersze. Wykładowca wymieniał je kolejno: podniesienie stanu higjeny wśród szerokich warstw ludności, którego zaniedbanie w momencie wojny staje się przyczyną niezliczonych strat w materjale ludzkim, badanie artykułów spożywczych, podlegających licznym zafałszowaniem, analizy toksykologicznej terenów i sprzętu… Z kolei w czasie uroczystości zakończenia kursu (patrz ilustracja 1) znany Czytelnikom „Aptekarza Polskiego” profesor Bronisław Koskowski wyraził swe zadowolenie, iż farmaceuci, zamknięci dotychczas w przysłowiowych czterech ścianach aptecznych, czy też laboratoryjnych, zaczynają spoglądać szerzej na świat, dając się poznać szerszemu ogółowi.
Podobne kursy stały się wkrótce chlebem powszednim większości polskich aptekarzy, dzięki czemu powstała wielotysięczna rzesza świetnie przygotowanych fachowców. Obok kursów obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej, inicjowanych przez wszystkie aptekarskie organizacje (patrz ilustracja 2), farmaceuci gremialnie zapisywali się na kursy sanitarno-ratownicze, organizowane przez władze wojewódzkie, powiatowe lub okręgi Polskiego Czerwonego Krzyża. Mobilizacja aptekarzy do uczestnictwa w obu rodzajach kursów i świadomość ich ogromnego znacznie była imponująca, choć – dodajmy – nie były to kursy z rodzaju tych, które kończyli wszyscy zapisani… Wedle relacji czasopism farmaceutycznych dyplom uzyskiwała często zaledwie połowa uczestników. Jednak aptekarz któremu udało się ukończyć kurs instruktorski był w stanie – dysponując odpowiednio wyposażonym laboratorium analitycznym przy swej aptece – wykrywać i identyfikować gazy bojowe, a także wskazywać na sposoby ratowania poszkodowanych i samemu taki ratunek nieść. Zatem w spodziewanej wojnie światowej, w której broń chemiczna miała rozstrzygać o losach nie tylko bitew, ale także państw i narodów, polscy aptekarze i apteki stawali się kluczowym elementem obrony państwa!
Ilustracja 2. Świadectwo ukończenia kursu „Ratownictwa Sanitarnego i Obrony Przeciwlotniczo-Przeciwgazowej”, organizowanego przez Gremium Aptekarzy Małopolski Zachodniej. Ze zbiorów Andrzeja Skowrońskiego.
Koła LOPP, zrzeszające farmaceutów-absolwentów kursów obrony przeciwgazowej, wkrótce same rozpoczęły organizowanie kursów i niosły zdobytą wiedzę w coraz to szersze warstwy społeczeństwa, spełniając tem samem swój obywatelski obowiązek. Można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie wokół środowiska aptekarskiego ogniskowała się jedna z najważniejszych i strategicznych dla państwa polskiego akcji. Redakcja „Kroniki Farmaceutycznej” apelowała zaś o dodatkowe wzmożenie tych działań, pisząc co kilka numerów: zważywszy, iż organizacja samoobrony ludności objąć musi jaknajszersze warstwy, zarówno w interesie Państwa, jakoteż w interesie samych obywateli, współudział w tego rodzaju czynnościach staje się obowiązkiem wszystkich światłych obywateli kraju, a sądzimy – w pierwszym rzędzie nas, aptekarzy, z racji zdobytych wiadomości w tej dziedzinie w dość znacznym zakresie. Wiadomości te winniśmy przekazać mniej świadomym, względnie starać się wykorzystać je praktycznie, przyjmując funkcję stałych współpracowników w istniejącej organizacji samoobrony. Nie dziwmy się zatem, że dla aptekarzy z każdego województwa, którzy kursy już ukończyli, organizowane były zjazdy, na których przedstawiano informacje o najnowszych zdobyczach wiedzy z zakresu obrony przeciwgazowej (ilustracja 3).
Pozycja aptekarzy rosła, a apteki stawały się – zgodnie z planami – miejscem, w którym na wypadek wojny można było szukać pomocy. Z wielkim uznaniem do zaangażowania środowiska farmaceutycznego w działalności LOPP odniosła się prasa codzienna. „Kronika Farmaceutyczna” przytaczała w 1937 roku artykuł zamieszczony w „Kurierze Porannym”, w którym m.in. pisano: farmaceuta, dzięki swej wiedzy zawodowej i przygotowaniu przyrodniczo-chemicznemu, może oddać w razie wojny wielkie usługi państwu i społeczeństwu. On to, właśnie dzięki swemu przygotowaniu zawodowemu będzie mógł wykryć obecność gazów bojowych w powietrzu, na przedmiotach i na pożywieniu. Od niego wyjdzie ostrzeżenie ludności i instrukcje dla drużyn odkażających. To będzie jego praca w celu zapobieżenia skutkom ataku gazowego. I dalej dodawano: aptekarz będzie udzielał pomocy ofiarom ataku gazowego, do niego zwróci się każdy chory, tak jak i w czasie pokoju w aptece szukał ratunku dla swego zdrowia. Jakby na potwierdzenie tych słów czasopisma aptekarskie, jak np. „Kronika Farmaceutyczna”, z satysfakcją przytaczały na swych łamach sprawozdania z próbnych ataków gazowo-lotniczych, w czasie których ludność pomimo ogłoszonych wskazówek jak należy zachować się przed, wczasie i po ataku gazowym, chętnie zwracała się do miejscowych aptek z różnego rodzaju wątpliwościami i zapytaniami (byli i tacy, co chcieli nabyć proszki od gazów). Dzięki ukończeniu przez wszystkich farmaceutów z danej miejscowości kursów instruktorskich, we wszystkich prawie wypadkach odpowiedzi i wyjaśnienia ze strony apteki były właściwe i rzeczowe.
Ilustracja 3. Uczestnicy warszawskiego Zjazdu Farmaceutów przeszkolonych na kursach obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej („Kronika Farmaceutyczna” 1937, nr 5, s. 56).
Aptekarze wywiązali się z obywatelskich i zawodowych powinności, nadając jednocześnie polskim aptekom zupełnie nowy wymiar. W obliczu szybko zmieniającej się i wrogiej rzeczywistości środowisko potrafiło stanąć na wysokości zadania, zdobyć należytą wiedzę i podnieść prestiż polskich aptek, które przemieniały się w ośrodki sanitarne i miejsca niezwykle ważne dla zdrowia publicznego czasu wojny. Obecnie żyjemy w całkowicie innych czasach, jednak walka o należytą rolę i wysoką pozycję apteki w życiu społeczeństwa trwa nadal. Co prawda nie uczęszczamy i póki co nie musimy uczęszczać na kursy obrony przeciwgazowej, ale owszem: chcemy podnosić stale swoje kwalifikacje, by nadążyć za szybko zmieniającym się stanem wiedzy np. na temat leków. Opieka farmaceutyczna, edukacja żywieniowa, przekazywanie podstawowych zasad higieny to wyzwania, które stoją przed współczesnymi aptekarzami i – podobnie jak nasi poprzednicy – powinniśmy być zawsze gotowi na dzielenie się zdobytą wiedzą. Tak, aby apteka była nieodłączną częścią w organizacji zdrowia publicznego nowoczesnego państwa.
dr n. farm. Maciej Bilek
Piśmiennictwo u autora
[1] M. Bilek: Lepsza, doskonalsza, szlachetniejsza… Apteka – laboratorium. „Aptekarz Polski” 2015, nr 2.
[2] M. Bilek: Migawki z dziejów Naczelnej Izby Aptekarskiej. Wzmóżmy produkcję laboratoriów aptecznych. „Aptekarz Polski” 2014, nr 8.
[3] M. Bilek: Migawki z dziejów Naczelnej Izby Aptekarskiej. Sprawy zielarskie. „Aptekarz Polski” 2013, nr 5.
[4] M. Bilek: Historia farmacji uczy nas… jak dbać o wizerunek apteki. „Aptekarz Polski” 2011, nr 1; M. Bilek: Apteka była, jest i będzie… Cel i metody propagandy aptek. „Aptekarz Polski” 2010, nr 3.
[5] M. Bilek: Apteka była, jest i będzie…Czarne fartuchy. „Aptekarz Polski” 2010, nr 1.
[6] M. Bilek: Migawki z dziejów Naczelnej Izby Aptekarskiej. Brać udział wszędzie, gdzie jest akcja charytatywna i społeczna. „Aptekarz Polski” 2014, nr 3.