Historia farmacji uczy nas… jak dbać o wygląd leku

marzec 2011, nr 55/33 online
 
Historia farmacji uczy nas…

jak dbać
 
o wygląd leku
 
 
   W dwóch poprzednich artykułach z cyklu „Historia farmacji uczy nas…” omówiliśmy zagadnienie kształtowania wizerunku: apteki wobec pacjenta i firmy farmaceutycznej wobec apteki. Tym razem spójrzmy, jak dawne apteki i firmy farmaceutyczne dbały wspólnie, aby lek, który otrzymywał pacjent był nie tylko najwyższej jakości, ale także – estetycznie zapakowany.

Ilustracja 1
Firmowe pudełka galicyjskich i Małopolskich aptek z pierwszych lat XX wieku i z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Ze zbiorów autora.

   Każda apteka, niezależnie od statutu materialnego właściciela, posiadała swoje firmowe opakowania i etykiety. Zazwyczaj farmaceuci zamawiali je w wyspecjalizowanych firmach, które z kolei zlecały drukarniom opracowanie jednego, niepowtarzalnego wzoru etykiety, zatwierdzanego ostatecznie przez aptekarza. W zależności od panujących trendów i kierunków sztuki w etykietach tych odbijały się charakterystyczne cechy wzornictwa, np. secesyjnego (motywy kwiatowe) i Art Déco (kompozycje geometryczne). Firmowe etykiety służyły do naklejania na gotowe, tekturowe, najczęściej okrągłe lub prostokątne pudełka, przeznaczone do ekspedycji czopków i pigułek. Na etykietce znajdowała się zazwyczaj nazwa apteki, jej godło, imię i nazwisko właściciela, adres i – ewentualnie – telefon do apteki. Często spotykało się także gotowe zapisy o cenie leku: „koron/halerzy” lub „złoty/groszy”. Równie ładne były różnych rozmiarów koperty, przeznaczone na proszki niedzielone lub zioła. Również i na nich można było znaleźć powyższe informacje o aptece, a także, jeżeli dany preparat był często ekspediowany, nadrukowaną nazwę, np. „centuria”, „rumianek”, „kora kruszyny”. Nazwy te były adresowane do pacjentów, a więc zawsze naniesione w języku polskim, a nie łacińskim.

Ilustracja 2
Firmowe etykietki apteki „Pod Opatrznością” w Czchowie.
Służyły do naklejania na butelki z płynnymi postaciami leku. Ze zbiorów autora.

   Etykietki o mniejszym formacie i uboższej szacie graficznej używane były do naklejania na butelki z płynnymi postaciami leku. Umieszczano na nich zazwyczaj nazwę apteki i gotowy schemat dawkowania z miejscem do uzupełnienia, np. „ … dziennie łyżeczka” lub „Co … godz. … łyżkę stołową”. Zwykle osobną rubrykę przewidziano dla „Ceny” i szczegółowego opisania daty wydania leku, oznaczonej jako „Exp.”. Na często ekspediowane płynne postaci leku zamawiano specjalne etykietki, np. na „krople walerjanowe”, „jodynę”, „Płyn Burowa do okładów”, „terpentynę”.

   Maści pakowano do bardzo estetycznych pudełek blaszanych, zamówionych u wytwórców. Co ciekawe, były to pudełeczka 20-30 gramowe i takie właśnie ilości ekspediowano pacjentom. O wykonywanych dziś stu- lub dwustugramowych porcjach nikt wówczas nawet by nie pomyślał! Blaszane pudełeczka opatrzone były gotowymi i nadrukowanymi napisami, np. „Maść Burowa biała”, „Borna wazelina żółta”, „Wazelina Amerykańska żółta”, „Maść cynkowa”, „Krem lanolinowy”, „Maść szara”, „Pasta Lassara”. Często pudełeczka te opatrywano adnotacją „Do nabycia tylko w aptekach”. Aptekarz mógł rozdzielić do nich większą ilość sporządzonej na zapas maści i – bez konieczności ciągłego wykonywania małych porcji – sprzedawać pacjentom. Tylko najbogatszych aptekarzy stać było na zamówienie specjalnych, „ekskluzywnych” porcelanowych pojemników, ozdobionych godłem i nazwą apteki.

Ilustracja 3
Apteczne opakowania na maści.
Okrągłe, blaszane pudełka mogły być wykorzystane w każdej aptece, niezależnie od jej nazwy. Ze zbiorów autora.

   Do każdego wykonanego leku, na życzenie pacjenta, dołączany był odpis recepty. Oczywiście był to odpis firmowy, opatrzony w nazwę apteki, imię i nazwisko właściciela lub dzierżawcy oraz gotowe rubryki, m.in. „z ordynacji Dra”, „dla WP.”. Szczytem „aptecznej elegancji” był papier firmowy ze znakami wodnymi, w który pakowano większe zakupy oraz specjalne wstążki z nadrukiem nazwy apteki. Farmaceuci dbali o najdrobniejsze szczegóły funkcjonowania swych aptek!

   Wszystkie firmowe, apteczne opakowania po lekach stanowiły dla pacjentów cenną pamiątkę i przechowywane były z pietyzmem jeszcze w wiele, wiele lat po śmierci farmaceuty, który do pudełeczka wsypał sporządzone przez siebie, niezastąpione pigułki…

***

   O wygląd opakowań dbały także firmy farmaceutyczne. W okresie dwudziestolecia międzywojennego, zdobywających coraz większą popularność tabletek nie pakowano jeszcze w blistry, a w blaszane, bardzo estetyczne pudełeczka. Tabletki układano w nich w kilku rzędach, jedne nad drugimi, oddzielone cieniutką bibułką. Inne opakowania, zawierające np. ampułki, wykonywano z grubej, trwałej tektury i oklejano ozdobnym papierem z nadrukami. Wszystkie opakowania zaprojektowane były z bardzo dobrym gustem, w stonowanych kolorach, z oryginalnym znakami graficznymi i symbolami firmy. Nic więc dziwnego, że w latach trzydziestych nieodłączonym elementem aptecznej lady ekspedycyjnej była elegancka gablotka, w której aptekarze eksponowali leki gotowe.

Ilustracja 4
Opakowania na leki gotowe, produkowane przez najbardziej znane polskie firmy farmaceutyczne okresu dwudziestolecia międzywojennego: „Klawe”, „Spiess”, „Asid”, „Krogulecki”, „Bukowski” i „Wander”. Ze zbiorów autora.

   Producenci starali się dostosowywać wygląd opakowania do wskazań leczniczych danego medykamentu. Dobrym przykładem mogą tu być preparaty służące do leczenia chorób wenerycznych, które pakowano do tekturowych pudełeczek, te zaś oklejano eleganckimi imitacjami skóry. Firmy starały się zachowywać jednolitość opakowań swych produktów. I tak na przykład firma „Bayer” nie zmieniła szaty graficznej słynnej „Aspiryny” przez kilkadziesiąt lat, a jedyne różnice widoczne na opakowaniach dotyczyły języka, w jakim podawano charakterystykę leku i sposób jego stosowania. Podobnie postępowały firmy polskie. Warszawski „Spiess” produkował m.in. oparty o tiokol preparat „Tussinon”, dostępny w postaci syropu i tabletek – szata graficzna obydwu opakowań była identyczna.

Ilustracja 5
Opakowania po Aspirynie firmy „Bayer” z okresu dwudziestolecia międzywojennego, pochodzące z Polski, Niemiec, Austrii i Węgier. Uwagę zwraca jednolita szata graficzna leków. Ze zbiorów autora.

   Na marginesie warto dodać, że porównując dawne opakowania na leki gotowe z Polski, Francji, Czech, Niemiec, Austrii, Węgier i wielu innych krajów – nasze wypadają najlepiej! Na zachodzie Europy już przed wojną opakowania zdominowała typowa dla dzisiejszych czasów pstrokacizna, pełna nieuporządkowanych kolorów, fatalnie dobranych krojów czcionki i zbyt dużych w stosunku do wielkości opakowania obrazków. Tymczasem polskie firmy, wprowadzając na rynek nowy lek, nie szczędziły środków, aby zatrudnić czołowych grafików i malarzy. Ci zaś doskonale potrafili wczuć się w charakter projektowanych opakowań, wiedząc, że pudełko na lek, nie jest pudełkiem na cukierki!

   Jako szeregowi aptekarze nie mamy oczywiście wpływu na projekty graficzne leków, które wydajemy. Możemy, co najwyżej, mniej lub bardziej nad nimi ubolewać. Od nas jednak wyłącznie zależy, jak pacjentowi wydany zostanie lek recepturowy. Ekspedycję wielu postaci leku normują rozliczne przepisy. Pomimo to mamy przecież możliwość zamówienia w drukarni firmowych odpisów recept z nazwą apteki, możemy także zatroszczyć się o firmowe, papierowe torebki na proszki… I tego właśnie mogłaby nauczyć nas historia farmacji!

dr n. farm. Maciej Bilek
Piśmiennictwo u autora
 

Podobne wpisy