Historia farmacji uczy nas… jak dbać o wizerunek firmy farmaceutycznej

luty 2011, nr 54/32 online
 
Historia farmacji uczy nas…

jak dbać o wizerunek firmy farmaceutycznej

   W czasie licznych rozmów z emerytowanymi farmaceutami, z których wielu studiowało już przed wojną i na co dzień przebywało w aptekach swych rodziców, porównywaliśmy swoje wrażenia i refleksje nad różnymi aspektami pracy w aptece – kilkadziesiąt lat temu i obecnie. Co ciekawe, seniorów naszego zawodu wcale najbardziej nie irytował upadek receptury i szalona, poniżająca konkurencja pomiędzy aptekami. Najbardziej oburzeni byli, gdy relacjonowałem przebieg wizyt w aptece przedstawicieli firm farmaceutycznych! Dobrze nam znane i codziennie słyszane slogany typu „lekarze będą pisać”, „chociaż jedno opakowanie, bo będzie reklama w telewizji”, „teraz to będzie najtańszy lek z tej grupy”, wprost nie mieściły się wiekowym farmaceutom w głowie. Byli oburzeni i dodawali, że posługującego się taką retoryką przedstawiciela tatuś wyrzuciłby zaraz za drzwi. Jak zatem wyglądały kontakty przedstawicieli firm farmaceutycznych z aptekami przed wojną?

 Ilustracja 1

Strona tytułowa przedwojennej publikacji na temat właściwości leczniczych preparatu „Septazin”. Uwagę zwraca to, jak tytuł jest sformułowany: książeczka omawia chemoterapię wszystkimi związkami sulfamidowymi, a preparat „Septazin” został tan jedynie „uwzględniony”! Ze zbiorów autora.

   Wizytę reprezentanta każdej szanującej się firmy poprzedzała wcześniejsza o kilka tygodni korespondencja do właściciela lub zarządcy apteki. Spójrzmy na treść takich listów, adresowanych do rabczańskiej apteki „Pod Gwiazdą”, pozostających w zbiorach rodzinnych córki przedwojennego właściciela tejże apteki, pani magister farmacji Marii Miętus-Ciszewskiej. Apteczny Dom Handlowo-Przemysłowy A. Szpinak Sp. Akc. Z Warszawy pisał: Niniejszym mamy zaszczyt zawiadomić, iż w tych dniach odwiedzi W.P., nasz przedstawiciel p. Mgr Jerzy Niżański i uprzejmie prosimy o łaskawe zarezerwowanie dla nas cennych Jego zleceń. Polecamy się łask. pamięci W.P. i pozostajemy z poważaniem. Z kolei Warszawska Spółka Handlu Towarami Aptecznymi przysłała kartę pocztową następującej treści: Niniejszym mamy zaszczyt zakomunikować, że przedstawiciel nasz p. Ryszard Korciński pozwoli sobie w dniu 15-18 b.m. r.b. odwiedzić W.P.; uprzejmie przeto prosimy o łaskawe zarezerwowanie dla niego obstalunku. Co ciekawe, niezapowiedziani pojawili się wyłącznie handlarze środkami owadobójczymi i podejrzanymi specyfikami dla ludzi, o nieznanym składzie i wątpliwej reputacji. Więcej na temat takich preparatów Czytelnik „Aptekarza Polskiego” mógł dowiedzieć się z artykułu „Przedmioty szarlateneryi leczniczej”.

   Kontakty przedstawiciela firmy farmaceutycznej z apteką cechowała niezmienna uprzejmość, takt i wzajemne zrozumienie. Spójrzmy ponownie na kilka wybranych listów, adresowanych do apteki „Pod Gwiazdą”. W dramatycznym okresie okupacji niemieckiej, jesienią 1939 roku, gdy spustoszona Polska starała się dźwigać z wojennych zniszczeń, a większość firm i przedsiębiorstw nadal pozostawała zamkniętą, korespondencja kierowana przez firmy i hurtownie farmaceutyczne do aptek dotyczyła długów i niespłaconych należności. Spółka akcyjna Concordia-Import-Eksport pisała: Na koncie WPana u nas figuruje saldo na naszą korzyść w wysokości zł. 406,01. (…) Dziś więcej niż kiedykolwiek obowiązkiem każdego jest jak najpunktualniejsze wywiązywanie się z wszystkich swych zobowiązań, to też żywimy nadzieję, że już w najbliższych dniach przekaże nam WPan wymienione wyżej należności. Ani słowa o konsekwencjach długów, ani śladu pogróżek. Jedynie apel do poczucia obowiązku!

 Ilustracja 2

Okładka przedwojennego katalogu firmy „Motor”. Ze zbiorów autora.

   Każde zamówienie, złożone w czasie wizyty przedstawiciela farmaceutycznego, potwierdzane było specjalnym zawiadomieniem. I tak Wytwórnia Techno-Chemiczna „Wizochemia” z Krzeszowic zawiadamiała, że W wykonaniu zamówienia WPana Magistra, przyjętego za pośrednictwem naszego przedstawiciela P. Horeckiego, nadaliśmy w dniu dzisiejszym na adres WPana Magistra przesyłkę wraz z rachunkiem na kwotę zł. 56.

   Zdarzały się oczywiście firmy, które zachwalały swe produkty w sposób zbliżony do dzisiejszego, wszystko to jednak było czynione z nieporównywalnie większą klasą i wyczuciem. Np. Aptekarskie Biuro Zleceń reklamowało się w „Kalendarzu Farmaceutycznym” w taki oto „natrętny” dla farmaceuty sposób: Obrót aptek zwiększa się, jeśli ekspediowane z apteki lekarstwa są zawijane w nasz PAPIER PROPAGANDOWY.

   W czasie okupacyjnych braków w zaopatrzeniu firma Bayer, za pośrednictwem swego polskiego przedstawiciela, Domu Handlowego „Remedia”, z siedzibą w Warszawie, pisała do farmaceutów: Wielce Szanowny Panie Aptekarzu! Brak Tanninum albuminatum na tutejszym rynku skłania nas do specjalnego zainteresowania WPana naszym preparatem Eldoform stanowiącym, jak wiadomo, połączenie białka drożdżowego z tanniną. W porównaniu z Tanninum albuminatu posiada Eldoform wielką zaletę: jest odporny na pepsynę – kwas solny, przy czym rozpuszczalność następuje dopiero w kwasie jelitowym. W tych warunkach działanie kwasu garbnikowego rozwija się w głębiej położnych odcinkach jelit, dzięki czemu Eldoform w zupełności odpowiada wymogom terapii przeciwbiegunkowej. Skuteczność terapeutyczna Eldoformu jest ponadto wzmocniona przez jego drugi składnik – drożdże, których ogólne przeciwbakteryjne działanie, jak również specjalne przy infekcyjnych katarach jelit, jest do-statecznie znane. Jak wynika z dotychczasowych doświadczeń klinicznych, wartość terapeutyczna Eldoformu jest większa niż Tanninum albuminatum. Przypuszczamy, że wiadomość powyższą będzie mógł WPan Aptekarz również wykorzystać w Swej praktyce zawodowej. Dla łaskawej wiadomości pozwalamy sobie podać poniżej ceny zakupu Eldoformu dla aptek, który nabywać można za pośrednictwem każdej hurtowni: 10 tabletek Eldoformu à 0,5 – zł. 0,93, 20 tabletek Eldoformu à 0,5 – zł. 1,85, 250 tabletek Eldoformu à 0,5 – zł. 16,05. Po lekturze tej właśnie korespondencji warto zwrócić uwagę, że pochodziła ona od firmy wchodzącej w skład najpotężniejszego koncernu III Rzeszy, I.G. Farbenindustrie, którego dyrektorzy decydowali wręcz o obsadzie najwyższych stanowisk w państwie hitlerowskim. W treści listu, kierowanego do polskich aptekarzy, nie ma jednak ani śladu władczej retoryki!

 Ilustracja 3

Okładka przedwojennego katalogu firmy „Klawe”. Ze zbiorów autora.

   A jak firmy farmaceutyczne dbały o wizerunek swych produktów wśród aptekarzy? Przede wszystkim wydając obszerne katalogi, poradniki lecznicze, receptariusze. Zaglądnijmy na półki biblioteczki, w której potomkowie przedwojennych właścicieli skrupulatnie zgromadzili wszystkie książki, które zakupiono lub przesłano do apteki. Pod względem formy graficznej przodowały katalogi polskich firm Spiess, Klawe i Motor. Niezmiennie, na początku każdego z nich, znaleźć można było zdjęcie reprezentacyjnej siedziby firmy. Następnie prezentowano fotografie budynków fabrycznych, linii produkcyjnych, laboratoriów analitycznych i ich sterylnie czystych wnętrz, pracowników dokonujących kontroli bakteriologicznej, naukowców testujących nowe leki w doświadczeniach na zwierzętach… Katalogi nie były wówczas jedynie spisem produkowanych przez daną firmę preparatów. Zawierały także zaskakująco liczne informacje naukowe, przewodniki terapeutyczne, opisy dawkowania leków u dzieci, młodzieży i dorosłych. W katalogach firmy Spiess znalazło się także miejsce na opisy polskich uzdrowisk, krótkie referaty na temat witamin i hormonów, kalorycznej wartości pokarmów i dziennego zapotrzebowania na energię w zależności od wykonywanego zawodu, odżywiania niemowląt, diet stosowanych w rozmaitych schorzeniach. W katalogach zamieszczano także tabele miar i wag, schematy dietetyczne, zawartość wybranych witamin i mikroelementów w pokarmach, opisywano objawy chorób zakaźnych. Szczegółowo referowano nie tylko zalety opisywanych leków, ale – co ciekawe – objawy zatrucia tymi preparatami i sposób… usuwania plam nimi spowodowanych! Oczywiście wszystkie te informacje można było przekazać pacjentowi. Firma Bayer wydawała dla aptekarzy i lekarzy monografie, poświęcone wybranym schorzeniom, zaś firma Klawe – odrębne książeczki, poświęcone każdemu ze swych produktów.

   Jak widzimy, firmy farmaceutyczne szanowały aptekarzy. Traktowały ich nie jako „sprzedawców” tego, co wyprodukują, ale jako partnerów w służbie zdrowiu. Czy nie warto, aby i tego nauczyła nas historia farmacji?

dr n. farm. Maciej Bilek

 

Podobne wpisy