Migawki z dziejów polskich izb aptekarskich. Okręgowa Izba Aptekarska w Krakowie

styczeń 2012, nr 65/43 online
   Nie ucichły jeszcze echa obchodów dwudziestolecia reaktywowania samorządu aptekarskiego w Polsce, gdy od Redakcji „Aptekarza Polskiego” otrzymałem propozycję opracowywania do kolejnych numerów czasopisma dziejów izb aptekarskich, działających w latach 1945-1951. Dla kronikarza dziejów farmacji pisać na ten temat to wielki zaszczyt, bez żadnej przesady można bowiem stwierdzić, że okres ten to jedna z najpiękniejszych kart historii polskiej farmacji!

*kliknij, aby powiększyć
 

Ilustracja 1. Strona tytułowa „Wiadomości Farmaceutycznych” z ustawą „Izby aptekarskie” z dnia 26 czerwca 1939 roku. Egzemplarz ze zbiorów autora.

 
    Izby aptekarskie powstały po zakończeniu okupacji hitlerowskiej „z niczego”, opierając się na przedwojennej ustawie, powołującej samorząd zawodowy z dniem… 1 września 1939! Nie było więc wzorców, nie było ludzi, którzy mieliby doświadczenie w pracy samorządowej. Wszystko trzeba było zaczynać od początku! Mało tego – organizacja i działalność izb aptekarskich przypadła na jeden z najtrudniejszych okresów w historii Polski. Były to czasy stalinowskiego terroru, czasy „utrwalania władzy ludowej”, czasy panoszących się bezprawnie służb bezpieczeństwa: radzieckich i polskich, wreszcie – czasy tajemniczych zaginięć i śmiertelnie celnych strzałów, oddawanych z ukrycia przez nieznanych sprawców… Bezpardonowo prześladowano inteligencję, wolne zawody, samorządy… Prywatna inicjatywa dogorywała, a jej przedstawicieli traktowano jako uosobienie „wrogów ludów”. Aptekarze znaleźli się więc w bardzo kłopotliwej sytuacji: „inteligenci”, „posiadacze”, a co gorsza: „wyzyskiwacze”! Takim bowiem mianem zwykła ówczesna prasa określać naszych poprzedników! Ceny leków, jakie by nie były, były wedle gazet oburzająco wysokie… Kiedy natomiast leków zaczęło brakować, aptekarzom zarzucono, że ukrywają je na zapleczach aptek, by spekulować cenami! Mnożyły się pokazowe procesy, trwały aresztowania, a wielu zasłużonych aptekarzy trafiało za więzienne kraty. Jak skończył się ten ponury spektakl – Czytelnicy „Aptekarza Polskiego” pamiętają z artykułu „9 stycznia 1951”[ 9 stycznia 1951. „Aptekarz Polski” nr 1/2010].

Ilustracja 2. Budynek przy ulicy Basztowej 3, zajmowany kolejno przez Gremium Aptekarzy Galicji Zachodniej (do roku 1939), Izbę Aptekarską w Izbie Zdrowia Generalnego Gubernatorstwa (1940-1945), krakowską Okręgową Izbę Aptekarską (do 1951), a następnie przez krakowskie muzeum farmacji. Zdjęcie z lat sześćdziesiątych XX wieku.
Ze zbiorów Anny Stabrawy.

 
   W takich właśnie ciężkich i niesprzyjających warunkach przyszło działać polskim izbom aptekarskim. Wszyscy farmaceuci doskonale widzieli, że samorząd i apteki nie przetrwają długo. Pomimo to, a może właśnie dlatego, działacze izbowi rzucili się w wir gorączkowej pracy społecznej i zawodowej. Ich piękne dokonania opisane zostaną w kolejnych numerach „Aptekarza Polskiego”, a „bohaterem” każdego artykułu będzie wybrana izba aptekarska. Oczywiście będą to subiektywne i wybiórcze spojrzenia, nie sposób bowiem w krótkiej publikacji omówić działanie aktywnej instytucji w ciągu siedmiu lat! Zgodnie z tytułem, przyglądać będziemy się jednemu, wybranemu aspektowi działania każdej z izb aptekarskich.
   Jako członek Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie, pozwolę sobie rozpocząć cykl od niezwykle interesującego epizodu z dziejów samorządu aptekarskiego w Krakowie.
   Działalność samorządu krakowskich i małopolskich aptekarzy w latach 1945-1951 skupiła się na pomocy finansowej dla Oddziału, a następnie Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. O tym kierunku działalności krakowskiej Izby Aptekarskiej Czytelnicy „Aptekarza Polskiego” mieli okazję dowiedzieć się już z artykułu „Aptekarz i jego uniwersytet” [Aptekarz i jego uniwersytet. „Aptekarz Polski” nr 7/2010].

 
Ilustracja 3. Rada krakowskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w latach 1945-1948. Siedzą od lewej: Tadeusz Oświecimski, inspektor farmaceutyczny Adam Filemonowicz, Stanisław Krówczyński, profesor Marek Gatty-Kostyal i prezes Wincenty Sawicki. Stoją od lewej: Tadeusz Pelc, Mieczysław Przetacznik, dr Franciszek Urbaczka, Jan Henoch, Zygmunt Krzyżanowski, Ludwik Olejek, dr Zygmunt Fuchsa, Zbigniew Kupiec, Mieczysław Kozłowski, Tadeusz Chudzicki, Stanisław Opala, dr Stanisław Proń, dyrektor Biura Izby Aptekarskiej oraz Jerzy Łuczko. Ze zbiorów Anny Stabrawy.
 
   Pamiętać trzeba także, że w krakowskiej Izbie Aptekarskiej powstał w roku 1946 pomysł zorganizowania muzeum farmacji, znanego dziś powszechnie jako Muzeum Farmacji Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Inicjator jego powstania, a zarazem pierwszy i długoletni dyrektor, doktor Stanisław Proń, od samego początku działania samorządu aptekarskiego był dyrektorem biura Izby. Jako prawnik (a także niegdysiejszy uczeń aptekarski) zorganizował je na tyle sprawnie, że w dniach 17-18 października 1947 władze Naczelnej Izby Aptekarskiej zwołały w Krakowie zjazd przedstawicieli wszystkich polskich izb aptekarskich. Celem spotkania było zapoznanie prawników i dyrektorów biur izb z rozwiązaniami, wypracowanymi przez Stanisława Pronia. W czasie zjazdu doktor Proń wygłosił obszerny referat „Rola biur okręgowych izb aptekarskich w świetle wymogów prawa o organizacji reprezentacji zawodowej”. Szczegółowo omówił w nim nie tylko organizację obiegu dokumentów i zakres czynności biura. Nakreślił także niezwykle ambitną, dogłębnie przemyślaną koncepcję działania biura podstawowego organu samorządu aptekarskiego, które – jak podkreślał we wspomnianym referacie, opublikowanym na łamach „Farmacji Polskiej” – żyje, tętni pracą. Większość postulatów doktora Pronia na temat biura izby aptekarskiej nadal pozostaje aktualna: biuro Izby staje się tym ośrodkiem, w którym ogniskuje się życie zawodowe, a pracownicy Biura, obsługując interesy zawodowe członków Izby, stają się przedstawicielami i wykonawcami założeń myślowych organów Izby. Proń podkreślał, że Biuro Izby ma być czymś więcej aniżeli oschłym wykonawcą papierowej roboty, ono ma być ciągłością myśli i idei narzuconych przez organa Izby, ono będzie z otrzymywanego z terenu materiału tworzyć syntezy do wniosków, które następnie przepracują w ramach swych uprawnień organa Izby. Biuro Izby powinno być tym „spiritus movens” reprezentacji zawodowej, dając jej organom bogaty materiał dla rozważań ku pożytkowi zawodu.
   Jednak to nie wzorowa organizacja biura krakowskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej będzie głównym tematem niniejszego artykułu! Wspomniany powyżej październikowy zjazd miał bardzo bogaty program, a po części oficjalnej, dotyczącej wyłącznie spraw zawodowych, przyszła pora na kulturalną rozrywkę! W pierwszym dniu zjazdu (była to akurat sobota) uczestników zaproszono do Teatru Miejskiego im. Juliusza Słowackiego, zaś w drugim dniu zwiedzano zabytki Krakowa i Wieliczki (kopalnia soli). Wizyta na Wawelu była – jak się miało okazać – nieprzypadkowa i… nietypowa! Zwiedzono bowiem Państwową Pracownię Konserwacji Zabytków Malarstwa na Wawelu, w której dopiero co złożony został ołtarz Wita Stwosza. Jak podawała redakcja „Farmacji Polskiej”, jeszcze przed zwiedzeniem Pracowni, w czasie oficjalnej części zjazdu, krakowska Izba Aptekarska zgłosiła wniosek w sprawie zbiórki chemikaliów potrzebnych dla prac konserwatorskich zabytków sztuki w Krakowie. Wniosek ten został przyjęty jednomyślnie, zaś Zarząd Izby Naczelnej natychmiast uchwalił wpłatę zł. 10.000 na konserwatorium ołtarza Wita Stwosza. Jak słuszną byłą ta decyzja, okazało się po naocznym zapoznaniu się władz samorządowych z tokiem prac konserwatorskich i potrzebami pracowni. Należy podkreślić, że inicjatywa wsparcia renowacji ołtarza Wita Stwosza pochodziła od dyrektora Biura Izby – Stanisława Pronia, rozmiłowanego w pamiątkach dawnej kultury, nie tylko aptekarskiej.

Ilustracja 4. Uczestnicy opisywanego w niniejszym artykule zjazdu w czasie wycieczki do Wieliczki. W pierwszym rzędzie siedzą członkowie władz Naczelnej Izby Aptekarskiej: prezes NIA Edmund Szyszko (trzeci od lewej), sekretarz NIA Stanisław Biele (piąty od lewej), skarbnik NIA  Piotr Andruski (drugi od lewej) oraz Aleksander Włosiński, członek Zarządu NIA (pierwszy od lewej). Cyframi oznaczono: 1.) prezes krakowskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej Wincenty Sawicki, 2.) prezes poznańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej i późniejszy historyk farmacji Witold Głowacki, 3.) inspektor farmaceutyczny na województwo krakowskie Adam Filemonowicz, 4.) dyrektor Biura krakowskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej Stanisław Proń, 5.) Franciszek Urbaczka, skarbnik Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie, 6.) Anna Stabrawa, pracowniczka Biura krakowskiej Izby Aptekarskiej. Zdjęcie zamieszczone w czasopiśmie „Farmacja Polska” 1947, nr 10, s. 393.

 
   Przypomnijmy, że ołtarz Wita Stwosza, zdemontowany w przededniu II wojny światowej, spławiony został Wisłą barkami aż do Sandomierza. Złożono go częściowo w tamtejszej katedrze, a częściowo w seminarium duchownym. Jednak już w październiku 1939 arcydzieło Wita Stwosza zostało – dzięki informacji zdrajcy – odnalezione i skonfiskowane przez niemieckich okupantów, roszczących sobie pretensje do wszystkich prac swego rodaka. Początkowo wywieziono go do głównego skarbca Rzeszy, a następnie do Norymbergii, gdzie przechowywany był w bunkrze przeciwlotniczym pod górą zamkową. Na szczęście przez cały okres II wojny światowej nie doznał żadnych zniszczeń. W roku 1946, specjalnym pociągiem i pod eskortą żołnierzy amerykańskich, powrócił do Krakowa i złożony został w pracowniach konserwatorskich na Wawelu. Złe warunki przechowywania sprawiły, że zaatakowany został przez pleśnie i grzyby. Stad potrzebna była pilna, gruntowana renowacja, a ta z kolei nie mogła się obejść bez ogromnych ilości substancji, niedostępnych w pookupacyjnej biedzie dla konserwatorów, a na co dzień – używanych w aptekach! Przedstawiciele krakowskiej Izby Aptekarskiej na wspomnianym posiedzeniu Zarządu Naczelnej Izby Aptekarskiej poinformowali o całej sprawie i wysunęli projekt zbiórki wśród aptek całego kraju rzadkich dziś na rynku surowców, których brak utrudnia prace konserwatorskie.
   W „Farmacji Polskiej”, ówczesnym organie Naczelnej Izby Aptekarskiej, w komunikacie zatytułowanym „Godna uznania inicjatywa Izby Aptekarskiej w Krakowie”, zamieszczono wykaz niezbędnych surowców dla pracowni konserwatorskiej ołtarza Wita Stwosza, z jednoczesną prośbą o nadsyłanie ich na adres Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie, na ulicę Basztową 3. Po szczegółowych konsultacjach z konserwatorami ustalono, że niezbędnych było: dziesięć litrów terpentyny najlepszej, czterokrotnie rektyfikowanej tzw. „terpentyny francuskiej”; dwa kilogramy terpentyny weneckiej prawdziwej, nie fałszowanej; 10-20 dekagramów kleju rybiego (collapsicum in follis); po kilogramie: krystalicznego węglanu amonu (Ammonium carbonicum), dwuchromianu potasu (Kalium bichromicum), balsamu kopaiwowego amerykańskiego i żywicy damara; po ćwierć kilograma: oleju makowego bielonego (Ol. Papaveris) i żywicy elemi (Gummiresina elemi); po 1/8 kilograma: olejku lawendowego (Ol. Lavendulae) i goździkowego (Ol. caryophyllorum). Ponadto poszukiwano pół kilograma wosku białego bielonego pszczelego (Cera alba) oraz trzy kilogramy żywicy mastyks (Gummiresina mastix). Redakcja „Farmacji Polskiej” określiła inicjatywę krakowskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej jako zasługującą na podkreślenie i uznanie. Redaktorzy nie wątpili, że ogół Kolegów pośpieszy z pomocą w miarę posiadanych artykułów…
   Odzew polskich aptekarzy był – tradycyjnie! – imponujący. Wedle zachowanych w krakowskim Muzeum Farmacji anonimowych i nie datowanych zapisków z darami pospieszyło 104 aptek, w tym 44 aptek okręgu krakowskiego. Odpowiedzieli aptekarze zrzeszeni w okręgowych izbach aptekarskich krakowskiej, kieleckiej, rzeszowskiej, pomorskiej, dolnośląskiej, olsztyńskiej i szczecińskiej. Jak podkreślała redakcja „Farmacji Polskiej” wartość zebranych darów, według cen minimalnych hurtu przekroczyła pół miliona złotych. W ten sposób aptekarstwo przyłożyło się walnie do uratowania i zabezpieczenia dla przyszłych pokoleń tego arcydzieła natchnionego (…) artysty. W innym z kolei miejscu, także na łamach „Farmacji Polskiej”, można było przeczytać: z darami nadchodziły listy, częstokroć wzruszające swą treścią, a zawsze nacechowane gotowością ofiar na wzniosłe cele, świadczące o bezprzykładnym chyba uspołecznieniu zawodu, który mając w swych szeregach takich członków może być spokojny o piękne karty swej przyszłej historii.
   Nie małą rolę w tym sukcesie odegrał doktor Proń, który… rozpoczął po krakowskich aptekach wielki obchód i osobiście „wydzierał” wręcz farmaceutom z receptur i laboratoriów szczególnie potrzebne odczynniki! Ewidencjonowaniem, opisywaniem i segregowaniem zebranych surowców farmakognostycznych i substancji chemicznych zajmowała się ówczesna pracowniczka Biura Izby, późniejszy uznany historyk farmacji – doktor Anna Stabrawa, która w rozmowie z autorem niniejszego artykułu wspominała wszystkie opisane tu wydarzenia.

Ilustracja 5. Pracownicy biura Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie na balkonie siedziby Izby przy ulicy Basztowej 3. Październik 1947. Od lewej stoją: Anna Stabrawa, Mieczysław Kozłowski, Stanisława Gärtner, Stanisław Proń, Anna Balak. Ze zbiorów Anny Stabrawy.

 
   Pomimo pomyślnie przeprowadzonej renowacji, z powodów politycznych, ołtarz Wita Stwosza pozostawał na Wawelu. Dopiero przełom polityczny w roku 1956 pozwolił na powrót ołtarza do kościoła Mariackiego. Z pracowni konserwatorskich został przekazany w pierwotne miejsce swej lokalizacji w 1957. Wówczas to pojawiło się w prasie wspomnienie pięknej inicjatywy nieistniejącej już przecież krakowskiej Izby Aptekarskiej. Popularny w Krakowie „Dziennik Polski”, w numerze z dnia 14-15 kwietnia 1957, w artykule „Jeszcze o konserwacji ołtarza Wita Stwosza”, pisał: w związku z przekazaniem ołtarza Wita Stwosza kościołowi Mariackiemu wspomnieć wypada, że w r. 1947, gdy z braku potrzebnych ku temu surowców natrafiano na poważne przeszkody, b. Izba Aptekarska w Krakowie wystąpiła – na zjeździe wszystkich izb aptekarskich, który odbywał właśnie odbywał się w Krakowie – z apelem, by wszystkie apteki całej Polski pospieszyły z pomocą w konserwacji tego zabytku. Pismo nasze wówczas podawało, jakie ilości różnych surowców potrzebnych do restauracji ołtarza dostarczyły apteki. W wyniku tego apelu Izba Aptekarska przesłała wówczas Państwowej Pracowni Konserwacji Zabytków znaczne ilości chemikalii, olejków eterycznych, balsamów, żywicy lewantyńskiej i Dalekiego Wschodu, kleju jesiotrów czarnomorskich i innych surowców. Redakcja „Dziennika Polskiego” podsumowywała: tak więc ofiarność aptekarstwa polskiego przyczyniła się także w znacznym stopniu do restauracji ołtarza.
   Warto zadać sobie w tym miejscu pytanie, ile spośród setek turystów, oglądających co dzień arcydzieło gotyckiej architektury – ołtarz Wita Stwosza, wie, że ocalał on dzięki ofiarności aptekarzy? Zapewne informacja ta nie dotrze nigdy na łamy przewodników i folderów krajoznawczych, koniecznie jednak powinni o niej pamiętać wszyscy zwiedzający Kraków aptekarze!

dr n. farm. Maciej Bilek
Piśmiennictwo u autora

Podobne wpisy