Czarne fartuchy

Pracowniczka apteki w Limanowej, nosząca czarny fartuch.
Ze zbiorów Krystyny Bączkowskiej-Cynke.
Niniejszy cykl chciałbym rozpocząć od przypomnienia żywiołowej dyskusji na temat czarnych fartuchów, które w latach trzydziestych nosili aptekarze. Pierwsze słowa potępienia dla tego panoszącego się zwyczaju padły na łamach wspomnianego już czasopisma „Farmacja Współczesna”. Anonimowy autor, ukrywający się pod pseudonimem Leri, w artykule pt. „Czy właściwem jest noszenie czarnych fartuchów w aptekach” („Farmacja Współczesna” 1934, nr 3) pisał: chciałbym zwrócić uwagę Kolegów na niewłaściwość używania w aptekach czarnych fartuchów. Noszenie czarnych fartuchów rozpowszechniło się jakby w ostatnich czasach. Wytłumaczyć się to da kryzysem, znaczną pauperyzacją, zmuszającą do liczenia się z każdem groszem, zmuszającą do – najdrobniejszych oszczędności. Autor, z przymrużeniem oka, cytował obiegową opinię, że fartuch czarny jest praktyczniejszy, rzadziej oddaje się go do prania – gdyż „mniej się brudzi”. Taki obłudny sposób myślenia autor kwitował: to popularne powiedzenie, dopuszczalne u osób nie rozumiejących zasad higjeny wydaje mi się wielkim nieporozumieniem w ustach wykształconego farmaceuty. Oczywistym było przecież, że czarny fartuch brudzi się tak samo szybko jak fartuch biały. Czerń fartucha maskuje brud, ukrywając go przed naszemi oczami. Ponadto autor piętnował noszenie czarnych fartuchów z punktu widzenia receptury, gdyż przecież praca przy recepturze, tak za pierwszym jak i za drugim stołem wymaga wzorowej czystości. Fartuch nakładamy przedewszystkiem dlatego, aby uchronić lek przed zetknięciem się z naszym ubraniem. Na koniec Leri apelował: noszenia czarnych fartuchów w aptece, nawet przez służbę pomocniczą należałoby zaniechać z własnej inicjatywy, gdyż noszenie takich fartuchów jaskrawo urąga elementarnym pojęciom czystości.
Niejeden Czytelnik „Aptekarza Polskiego” zapyta zapewne: a jaki związek ze współczesnością mają czarne fartuchy? Przecież nikt takich fartuchów już dziś nie nosi i czarnym kolorem nie plami „godności zawodowej”. Przyglądnijmy się jednak uważniej naszym fartuchom: otrzymujemy je często od firm farmaceutycznych, które prezent ozdabiają „mimochodem” swą nazwą lub nazwą swego najnowszego produktu. Wprawdzie – podobnie jak nasi poprzednicy, noszący czarne fartuchy w czasach kryzysu – oszczędzamy dzięki temu kilkanaście złotych, stajemy się jednak zwykłym… słupem reklamowym! Rekomendujemy dany produkt wyszywanym logo, a nie własną wiedzą. Warto zastanowić się także, czy zdobyte za pierwszym stołem doświadczenie nie stoi aby w sprzeczności z treścią „ozdabiającej” fartuch reklamy!
Jedynym elementem, który powinien uzupełniać śnieżnobiały fartuch farmaceuty, jest identyfikator z którego pacjent dowiaduje się, czy ma do czynienia z magistrem farmacji, który ukończył studia wyższe, czy z też technikiem farmaceutycznym, absolwentem szkoły średniej. W ślad za uzyskaną w ten sposób wiedzą, powinny pójść wymagania pacjenta w stosunku do ekspediującego leki aptekarza!
