11.2014 – „Student farmacji”

listopad 2014, nr 99/77 online
 
 
   Studia farmaceutyczne to jedne z najtrudniejszych kierunków oferowanych przez uczelnie wyższe w Polsce. Wielogodzinne kształcenie (około 5 tysięcy godzin w toku całego kształcenia) potrafi całkowicie zagospodarować wolny czas. Wielu z nas pamięta, lub dopiero zazna jak wyczerpujące są zajęcia trwające od  8 do 20, pięć dni w tygodniu. Po takich dniach człowiek traci chęć do wszystkiego. Można byłoby zadać pytanie: gdzie tu czas na inne rzeczy?
   Wielu z nas – a przynajmniej takie odniosłem wrażenie po rozmowie z rówieśnikami – uważa, że nasze studia nie uczą niczego pożytecznego. Porównujemy się do studentów politechnik i zazdrościmy im wiedzy praktycznej, na przykład obsługi sprzętu. Nie wierzymy często w nasze umiejętności. Tylko czy to wszystko jest prawdą? Czy faktycznie umiemy tak mało? Na swoim przykładzie chciałbym odpowiedzieć na wcześniej postawione pytania. Mam nadzieję, że przekonam – szczególnie swoich kolegów studentów – że czasami naprawdę warto spróbować swoich sił, a przy odrobinie szczęścia można się wiele nauczyć.
   Swoją opowieść chciałbym zacząć od spraw związanych z nauką. Los chciał, że dzięki mojemu znajomemu trafiłem do zakładu Biochemii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, którego kierownikiem jest prof. nadzw. dr hab. n. med. Jakub Fichna. Pan profesor wraz z zespołem zajmuje się głównie schorzeniami przewodu pokarmowego – chorobą Crohna, zespołem jelita wrażliwego, celiakią etc. W badaniach przyczyn jak i nowych terapii tych chorób wykorzystywane są tu różnego rodzaju techniki, takie jak test immunoenzymatyczny Elisa, Western blot czy PCR. W pierwszym momencie byłem przekonany, że nie mam tu czego szukać. Moja wiedza na temat tych chorób była znikoma, żeby nie powiedzieć zerowa. Także sposób analizy nie był mi do końca znany. Oczywiście wszystkie te metody omawiane były na zajęciach czy to z biochemii, czy to z biologii molekularnej, jednakże zazwyczaj teoretycznie, lub jako jedno ćwiczenie praktyczne, po którym niewiele w głowie pozostało. Początkowo poczułem zrezygnowanie, jednak stwierdziłem: „Czemu nie zaryzykować, nic nie tracę”. Ten tok myślenia okazał się strzałem w dziesiątkę. Po początkowych problemach dość sprawnie zaaklimatyzowałem się i nauczyłem wykonywać badania. Także wiedza z zakresu gastroenterologii i immunologii w miarę szybko stała mi się trochę bliższa i zrozumiała. Zacząłem się zastanawiać, co spowodowało moją łatwość w nauce i doszedłem do wniosku, że to właśnie farmacja. Warto uświadomić sobie, czego tak naprawdę możemy nauczyć się na naszych studiach. Pierwszą, chyba najważniejszą rzeczą, którą uczą nas nasze Alma mater, to dokładność. Sądzę, że każdy z nas czasami zastanawiał się czy kropelka, która znajduje się na blacie nie powinna znajdować się w kolbie, i czy przez to nie otrzymamy zafałszowanego wyniku. Każdy z nas odbył wielogodzinny kurs chemii analitycznej, na której nauczyliśmy się miareczkowania, pipetowania i wielu innych umiejętności. Dokładność ta, która dla nas jest codziennością, jest tak naprawdę naszym wielkim atutem nie zawsze przez nas docenianym. Kolejnym wielką zaletą jest posiadana przez nas wiedza z zakresu medycyny. Nie jest ona co prawda wyjątkowo głęboka, ale jest szeroka. Dzięki temu nie mamy większych problemów ze zgłębianiem dowolnego zagadnienia z tego obszaru wiedzy, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Podstawowe wiadomości z różnych dziedzin, przede wszystkim biochemii, immunologii i farmakologii, pozwalają nam zrozumieć dokładny mechanizm danych jednostek chorobowych.
   Nie bez znaczenia jest także umiejętność przeliczania stężeń. Niezmiernie pomaga to w tworzeniu różnorodnych buforów potrzebnych do analiz. Wydawać by się mogło, że nasze atuty wymieniane przeze mnie są prozaiczne. Nie jest to prawdą, gdyż to co dla nas naturalne dla innych wcale takie być nie musi i warto to sobie uświadomić! Zaletą jest także nasze odruchowe uporządkowywanie miejsca pracy, co bardzo pomaga w badaniach. Oczywiście nie jesteśmy pozbawieni wad. Jedną z takowych jest faktycznie słaba znajomość nowoczesnego, ale także i mniej zaawansowanego sprzętu. Jest to jednak rzecz którą można w miarę łatwo przeskoczyć, gdy trafi się pod opiekę odpowiedniego człowieka. Obsługa sprzętu nie jest łatwa, ale można nauczyć jej się w miarę szybko, za to pewnych prawidłowych zachowań i odruchów człowiek uczy się przez wiele lat. W tym miejscu chciałbym podziękować bardzo Pani dr Aleksandrze Piechocie-Polańczyk, dzięki której opanowałem w znacznym stopniu metodykę wykonywania testu ELISA przy badaniu poziomu ekspresji interleukin w osoczu myszy. Dzięki cierpliwości i wyrozumiałości Pani doktor mogłem sam nanosić substraty od początku do końca, co tak naprawdę jest bezwzględnie potrzebne w zdobywaniu takich umiejętności. Oczywiście podziękowania należą się także Panu profesorowi Jakubowi Fichnie, który dał mi sposobność w rozpoczęciu mojej  przygody z nauką i daje mi ją do dzisiaj.  
   Warto zaznaczyć, że nie samą nauką człowiek żyje. Jeżeli macie jakieś hobby, zainteresowania nie związane do końca z zawodem, rozwijajcie je. Ja na przykład już od pierwszego roku studiów jestem członkiem Chóru Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Przynosi mi to wiele radości, jest to dla mnie odskocznia od czasami trudnych dni. Oczywiście trzeba z rozwagą poświęcić czas swoim zainteresowaniom, ale nie można im go całkowicie odmówić.  
   Pamiętajmy, że farmacja to nauka interdyscyplinarna. Mam nadzieję, że ten krótki opis z mojego własnego doświadczenia, pozwoli wam nabrać trochę wiary w siebie. Nie bójmy się wykorzystywać swoich atutów i znajmy swoją wartość. Pamiętajmy także, że nikt nie może być najlepszy we wszystkim i starajmy się wyciągać wnioski z rad otrzymywanych od osób bardziej doświadczonych. Nie bójmy się zadawać pytań. Przy odrobinie szczęścia, takiego jak miałem ja, trafić można na osoby które z chęcią pokierują Wami i pomogą w rozwijaniu swoich zainteresowań.

Damian Piekielny
Student V roku Farmacji
Wydział Farmaceutyczny
Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
 

Podobne wpisy