maj 2014, nr 94/72 online
Na łamach „Aptekarza Polskiego” wspomniałam już, że wbrew oczekiwaniom nie poszłam w ślady mamy i ku zdziwieniu wszystkich nie zostanę – tak jak ona – nauczycielką. Choć farmacja była przypadkowym, okazała się jednak trafionym wyborem. Tymczasem coraz więcej osób pyta mnie, czy nie minęłam się z powołaniem i rzeczywiście wybrałam odpowiedni kierunek studiów. Mają oni na myśli psychologię. Faktycznie – poznawanie człowieka jest dla mnie fascynujące, ale chyba nie chciałabym, żeby przerodziło się to w moją pracę. Lubię tak tylko dla siebie, po swojemu poznać kogoś, zaglądając do jego wnętrza. Często pomocne są w tym dla mnie oczy, które – jak mówi znany slogan – są zwierciadłem duszy. Ostatnio przekonuję się, że nawet bez nich potrafię trafnie kogoś ocenić, a jego słowa, gesty i czyny zinterpretować.
Każdą umiejętność trzeba doskonalić. Niestety brakuje mi teraz nie tylko czasu na lekturę specjalistycznych książek z tej dziedziny, ale nawet miejsca na kolejne w pokoju! Zawsze miałam ich dużo, a teraz pisząc pracę magisterską jestem nimi całkowicie otoczona! Jednak w ostatnim czasie moim życiem rządzi przypadek. I tak też trafiłam na poważany magazyn psychologiczny, w którego ostatnim numerze przeczytałam ciekawe zdanie Jerzego Maksymiuka, który w swoim tekście „Za pan brat z młodością” napisał: Kocham pracę ze studentami, bo oni mają tę tak pożądaną świeżość reakcji, którą starsi zatracają. Są krytyczni, ale chętni. Młodym się po prostu chce. Mogłabym polemizować z tym stwierdzeniem, bo uważam, że należę do pokolenia „ludzi wygodnych” i niewiele jest osób, które chcą zrobić coś więcej. Postanowiłam tymczasem sprawdzić, jakie dodatkowe możliwości rozwoju oferuje moja uczelnia tym, dla których realizacja programu studiów to wciąż za mało…
Pierwszym skojarzeniem są zapewne dla wszystkich studenckie koła naukowe. Ja przekornie – jak miewam w zwyczaju – pomyślałam o wyjazdach turystyczno-naukowych, organizowanych przez doktora habilitowanego Zbigniewa Srokę z Katedry i Zakładu Farmakognozji. Tegoroczny odbył się tuż przed Wielkanocą, miał charakter Konferencji Sekcji Leku Naturalnego PTFarm Oddziału Wrocławskiego, a grupa wybrała się tym razem do Głuchołaz. Choć wielokrotnie byłam namawiana przez docenta Zbigniewa Srokę, niestety nigdy nie zdołałam wybrać się na tę wycieczkę. Uważam ją jednak za świetną inicjatywę, której początki sięgają 2000 roku. To wtedy zrodził się pomysł, aby pasję turystyczną, którą Pan Docent „zaraził się” jeszcze na studiach, przenieść na grunt naszej Uczelni. Jak sam podkreśla – jest to świetna alternatywa dla studentów, którzy mogą oderwać się, choćby na chwilę, od stresu związanego z tymi bardzo trudnymi studiami. Mogą odreagować, zrelaksować się i po prostu wyluzować. Wyprawa zawsze składa się z dwóch części. Pierwsza to turystyczno-rekreacyjna, kiedy grupa zwiedza okolicę, maszerując po górach czy podziwiając zabytki, poznaje jego historię, a wszystko pod okiem zaprzyjaźnionego, współpracującego od wielu lat z naszymi studentami przewodnika – Andrzeja Wojciechowskiego. Natomiast druga to część naukowa, podczas której swoje prezentacje wygłaszają zaproszeni prowadzący z naszego Wydziału, ale także inni wykładowcy, a nawet lekarze. Program wykładów z każdym rokiem rozbudowuje się, przybywa chętnych prelegentów. Jednego z zaprzyjaźnionych zapytałam o opinię. Doktor inżynier Wojciech Kołodziejczyk z Katedry i Zakładu Chemii Fizycznej już kilkakrotnie brał udział w tym wyjeździe, ponieważ podoba Mu się taki sposób przekazywania wiedzy, podobnie jak uczestniczącym w nim studentom. W czym tkwi sekret? Jak mówi: wykładowcy zazwyczaj prezentują wyniki swoich badań dzieląc się ze studentami swoimi pomysłami, które zwykle są dalekie od tego, co mają w ramach „normalnej” nauki, bywają również często dużo ciekawsze. Wyjaśnia też dlaczego chętnie przyjmuje zaproszenie: udział w tego typu wyjazdach biorę z dwóch powodów. Po pierwsze bardzo lubię współpracę ze studentami, po drugie uważam, że w ten sposób mogę swoich młodszych kolegów zarazić swego typu pasją. Poza tym każdy ma szanse poznać „naukowca” od innej strony i zobaczyć, że to jest człowiek jak każdy inny. Trzeba zaznaczyć, że wspólna integracja to również ważny punkt wycieczki. W trakcie rozmowy z Docentem Sroką – inicjatorem i organizatorem całego przedsięwzięcia – zgodnie stwierdziliśmy, że w pięknych okolicznościach przyrody, która tworzy wyjątkowy klimat, bez sztywnej, uczelnianej atmosfery, studenci bardzo dobrze się odnajdują, a przekazywaną im wiedzę łatwiej „chłoną”. Czy nie jest to idealne połączenie?
Drugiego pasjonata nie trzeba daleko szukać, bo także pracuje w Zakładzie i Katedrze Farmakognozji. To doktor Maciej Włodarczyk, który jest opiekunem studenckiego koła naukowego. Zdecydowałam się na rozmowę właśnie z nim, bo w opinii nie tylko studentów, ale i innych wykładowców, jest to najlepsze SKN. Większość z nich opiera się na przygotowywanych przez studentów prezentacjach i ich wygłaszaniu pozostałym kolegom. Doktor Włodarczyk stawia na pracę badawczą. Stara się zdobywać środki na sprzęt i odczynniki, aby jego podopieczni mogli realizować powierzone im zadania. Takie działanie umożliwia znalezienie nie tyle zdolnych, ale – jak podkreśla Pan Doktor – wytrwałych i szczerze zaangażowanych osób, bo często nie wszystko się udaje. Czasami trafia pod jego skrzydła student, który wykazuje duże zainteresowanie i może aspirować do roli przyszłego naukowca. Dla takich osób otwiera się też inna szansa, o której przyznam szczerze nie wiedziałam, a uświadomił mnie dopiero doktor Włodarczyk, a mianowicie indywidualny tok studiów. Jest to szansa właśnie dla takich osób, które chcą się rozwijać na wielu płaszczyznach równocześnie: mogą w ten sposób równolegle realizować program studiów i pracować np. nad naukowym grantem. Pan Doktor to nie tylko świetny opiekun SKN, ale też wyjątkowy nauczyciel, o czym miałam przyjemność przekonać się na trzecim roku studiów. Na koniec naszej rozmowy zaskoczył mnie czymś jeszcze. Oferuje studentom możliwość tutoringu. Jest to metoda dydaktyczna, która polega na rozwijaniu potencjału ucznia oraz motywowaniu go do samodzielnej pracy. Stanowi regularne spotkania tutora z uczniem, który samodzielnie przygotowuje esej lub inne zadanie, a potem wspólnie je omawiają. Czy nie jest to nowatorski i oryginalny sposób nauki?
Studenci także sami organizują sobie sposoby na rozwój naukowy. Niewątpliwie warto wspomnieć o działalności Młodej Farmacji, która administruje wymiany studenckie. Jedną z nich jest SEP, czyli możliwość miesięcznej praktyki zagranicznej. Można ją odbyć zarówno w aptece, jak i przemyśle, a nawet pomagając w badaniach na uczelni. Oferują ją głównie kraje europejskie, choć zdarzają się i dalsze wyprawy. Drugą jest – wznawiany w tym roku – Threen Project. To z kolei seria trzech wymian pomiędzy trzema krajami. Każda z nich trwa około sześciu dni w innym kraju biorącym udział. Trzecią i najbardziej znaną jest jednak wyjazd w ramach programu ERASMUS, który w ostatnim czasie cieszy się największą popularnością wśród studentów. Czy nie jest to rozwijające nie tylko na polu naukowym, ale i kształtujące charakter?
Po raz kolejny nie zawiodłam się na swoich przeczuciach. Z wykładowcami, z którymi rozmawiałam, nawiązałam kontakt już w trakcie mojej nauki, a teraz miałam okazję go „odkurzyć”. Spotkania te sprawiły mi ogromną radość, ale też utwierdziły w przekonaniu, że wśród wielu ludzi, których poznaję, potrafię dostrzec tych wartościowych, wyróżniających się. To cenna umiejętność, bo pozwala mi otaczać się wyjątkowymi ludźmi. Z kolei to pomaga mi gonić doskonałość, dlatego że jak stwierdził Jerzy Maksymiuk – doskonałość to coś ruchliwego. Już ją prawie masz, a ona ucieka…
Anna Rogalska
studentka V roku
Wydziału Farmaceutycznego
Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
Fot. Fotolia.pl