styczeń 2014, nr 89/67 online
Wydawałoby się, że młodzież wybierając szkołę ponadgimnazjalną lub profil klasy wie, co chciałaby robić w przyszłości. To założenie bywa jednak błędne. Świadomy wybór jest rzadkością i stanowi wypadkową wielu czynników. Oczekiwania rodziców, naśladowanie starszego rodzeństwa lub rówieśników, panujące trendy – to tylko niektóre przykłady, mające wpływ na podejmowane decyzje. To „niezdecydowanie” można wytłumaczyć szeregiem możliwości, które oferuje dzisiejszy świat, ale przede wszystkim młodym wiekiem. Czy jednak po ukończeniu – upragnionych przez wielu – 18 lat i zdaniu egzaminu dojrzałości, jakim jest matura, stajemy się bardziej „zdecydowani” i na tyle dorośli, że potrafimy konkretnie wskazać drogę, którą chcemy podążać? Myślę, że dotyczy to niewielu. Wiem o tym, bo pomimo, że zawsze miałam głowę pełną pomysłów, sama nie byłam do takiej decyzji gotowa…
Czas składania dokumentów na uczelnię był dla mnie koszmarem. Dni upływały w kalendarzu, a ja nie wiedziałam, w jakiej dziedzinie chciałabym się realizować w przyszłości. Mimo ograniczonego wyboru, ze względu na przedmioty zdawane na maturze, wciąż miałam problem. Z pomocą przyszła moja Mama, która zaczęła na własną rękę przeglądać oferty wrocławskich uczelni. Z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że wysłanie podań było trudniejsze, niż napisanie tylu egzaminów! Brzmi nieprawdopodobnie, ale rzeczywiście tak było. To wina mojej nieokiełznanej jak dotąd ciekawości świata, która utrudnia bycie osobą konkretną. W końcu wybór padł na biotechnologię i farmację. Pierwszy z nich: standardowo, bo koleżanki studiowały, bo wychowawczyni w szkole namawiała… Drugi: czysty przypadek, Mama „wymyśliła”, bo ani w rodzinie, ani wśród znajomych nikt farmacji nie studiował. Jednak los pokierował moim życiem w sposób zaskakujący i w oczekiwaniu na wyniki rekrutacji, dostałam propozycję pracy jako… pomoc apteczna!
Na początku ucieszyła mnie wyłącznie myśl o zarobieniu pierwszych pieniędzy, a dopiero później okazało się, że tak naprawdę dostałam od losu okazję sprawdzenia, czy apteka to miejsce z którym mogłabym związać całe życie. Nie każdy ma taką szansę, nie każdy może zweryfikować swoje wybory jeszcze przed podjęciem studiów! A życie apteki, widziane „od kuchni”, pochłonęło mnie całkowicie! Dzięki uprzejmości innych pracowników, mogłam brać czynny udział we wszystkich działaniach tej placówki. Od tej chwili czekaliśmy z niecierpliwością na wyniki. Na szczęście udało się i pełna emocji pobiegłam złożyć podpis: chcę być studentką farmacji! Z dziecinną satysfakcją opowiadałam „Pani Doktor” w komisji, że tak naprawdę, to o „kręceniu” maści wiem już prawie wszystko, gdyż wielokrotnie przy tej czynności asystowałam i obserwowałam ją zza placów wykonawcy…
Rozpoczynaliśmy w blisko 160 osób. Tworzyliśmy grupę ludzi z różnych stron Polski, ale przede wszystkim każdy przyjechał do Wrocławia ze swoją historią. Staraliśmy się poznać nawzajem, dowiedzieć o sobie jak najwięcej. Mnie ciekawiło zawsze, dlaczego koleżanki i koledzy wybrali akurat farmację. Pytanie wydawało się oczywiste, bo przecież sama trafiłam na nią w nietypowy sposób. Wymieniano wiele powodów – od tradycji rodzinnych, przez prestiż zawodu, możliwość pewnego znalezienia pracy z całkiem niezłym wynagrodzeniem, kończąc na osobach takich, jak ja. Mnie jednak zainteresowała – jak się później okazało – dość liczna grupa osób, która znalazła się tu przez przypadek. Ich celem była medycyna, farmacja zaś pozostawała „kołem ratunkowym”, kierunkiem „na przeczekanie”, aby móc próbować za rok po raz kolejny. Zastanawiałam się, jak odnajdą motywację do nauki, skoro nie będą przeglądać atlasów anatomicznych, a tylko mieszać w probówce różne odczynniki, żeby wykryć kationy i zaliczyć „analizę”. Sama niejednokrotnie zaciskałam zęby i nie zrezygnowałam, bo wiedziałam, że tym chcę się zajmować w przyszłości. A co z osobami, które marzyły o przysłowiowym kitlu i stetoskopie owiniętym na szyi? Czy będą wykonywać Nasz zawód z przekonaniem?
Każdy powinien zadać sobie pytanie, dlaczego trafił na ten kierunek studiów. Nie zawsze jest to prosta droga, ale na jej końcu powinniśmy być przekonani, że jednak była właściwa i doprowadziła do… celu! Można to sprawdzić na wiele sposobów. Ja to zrobiłam kilkakrotnie. Jeszcze przed rozpoczęciem studiów, w trakcie pierwszego obcowania z apteką, a potem – w ich połowie – kiedy na miesięcznej praktyce „Pani Magister” pozwoliła mi stanąć za pierwszym stołem. I teraz, na V roku, podczas wykładu, na który został zaproszony Prezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej. Mówił o problemach zawodu, o potrzebie działania i zaangażowania się. Prezes przyszłych działaczy upatruje w Nas, w młodych farmaceutach. Te słowa nie pozostały mi obojętne, głęboko we mnie utkwiły. Poczułam silną więź z zawodem u bram, którego stoję i chęć walki o jego rozwój. To jest chyba dowód, że dokonałam dobrego wyboru, a czy każdy jest tego pewien
?
Anna Rogalska
studentka V roku
Wydziału Farmaceutycznego
Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu